Jak zwykle, spotkanie prowadzili przedstawiciele MAFIAA. Ci amerykańscy obrońcy artystów bardzo różnili się od swoich europejskich odpowiedników. Nie nosili mundurów nawiązujących do tych pięknych czasów, gdy powstała IFRI. Lubili garnitury i drogie zegarki. Pasjonowali się humanistyką, szczególnie prawem. Potrafili wyglądać sympatycznie, ale był to zręczny kamuflaż. W rzeczywistości nawet umarli nie mogli uciec przed ich gniewem.
Mitch Balwan, jeden z szefów MAFIAA, z pogardą patrzył na polityków licznie zgromadzonych na spotkaniu. Kiedy dostatecznie się uciszyli, zabrał głos.
– Nowe wytyczne są jasne i proste. Nadal nie ujawniamy żadnych informacji o AFTA. Nikomu. Zrozumiano?
– Tak i wszyscy się z tego cieszymy – odparli chórem przedstawiciele różnych państw. Tej regułki z trudem nauczono ich na pierwszym spotkaniu dotyczącym AFTA.
– Wytyczna druga jest bardzo ważna. Gdyby ktoś naprawdę upierdliwie pytał o AFTA, to odpowiadamy, że nie można ujawnić danych ze względów bezpieczeństwa. Zrozumiano?
– Tak i wszyscy się z tego cieszymy – odparł chór.
– Zrozumiałeś Barack? – Balwan chciał upewnić się, że prezydent USA też zrozumiał. Omama skinął głową na znak, że pojął, co trzeba.
Balwan wymieniał kolejne wytyczne, a chór odpowiadał. Trwało to kilka godzin. Tak minęło kolejne spotkanie. Zacni goście wychodzili z sali. Balwan uznał, że można odetchnąć i ciężko opadł na fotel przy stole konferencyjnym. Odezwał się do niego siedzący obok Dan Glutman, drugi szef MAFIAA.
– Powiedz mi właściwie, jak to się dzieje, że oni nas tak słuchają?
– Jak zwykle chodzi o prawo – Balwan uśmiechnął się sympatycznie. – Politycy zawsze ci uwierzą, jeśli możesz się powołać na jakieś prawo. A przecież istnieje prawo autorskie, prawda? A prawo to jest naruszane, więc my mamy prawo żądać, aby wprowadzono narzędzia do jego respektowania.
– No, dobrze, ale czy oni nie czytali tego AFTA? Bo tak sobie myślę – teoretyzował Glutman – że ten pakt jednak odbierze ludziom trochę wolności.
– Polityk nie czyta dokumentów, tylko je podpisuje. Od tego jesteśmy my, aby im wyjaśnić, co należy podpisać. Rozumiesz Glutman?
– No, dobra, ale jeśli któryś z nich się zorientuje?
– Strach Cię obleciał? – Balwan zajrzał Glutmanowi głęboko w oczy. – Spójrz więc na to oczami polityka. My reprezentujemy przemysł rozrywkowy. Tworzymy miejsca pracy, płacimy podatki, słowem jesteśmy „tymi dobrymi”. Po przeciwnej stronie masz internautów, a politycy wiedzą, że internauty kradną i to oni są źli. Ich wołanie o wolność brzmi fałszywie. Oni pod płaszczykiem wolności chcą kraść. Nasze wołanie o respektowanie prawa jest szczere i żaden polityk w to nie zwątpi.
UWAGA: Ten tekst nie jest newsem, a jedynie komentarzem do bieżących wydarzeń. Przedstawione wydarzenia są fikcyjne. Podobieństwo autentycznych nazw, osób i firm do tych występujących w tekście jest zamierzone przypadkowe. Cdn.





