To już ponoć pewne. Po świętach w
projekcie nowelizacji Prawa telekomunikacyjnego art. 173 będzie
wskazywał na konieczność uzyskiwania uprzedniej zgody użytkownika (opt-in)
na stosowanie przez daną stronę cookies (i analizowanie informacji o
użytkowniku z ich wykorzystaniem). W dotychczasowym projekcie były tylko
rozszerzone obowiązki informacyjne i możliwość sprzeciwu następczego,
czyli opt-out. Teraz zgoda będzie musiała być udzielona z góry.
Rzecz się rozbija o interpretację nowej
treści art. 5. ust. 3 Dyrektywy 2002/58/WE (dyrektywa o prywatności i
łączności elektronicznej określana także jako „dyrektywa e-privacy”),
jaką ustanawia Artykuł 2 punkt 5) Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i
Rady 2009/136/WE z dnia 25 listopada 2009 r.:
5) art. 5 ust. 3 (Dyrektywy 2002/58/WE – RC) otrzymuje brzmienie:
„3.
Państwa członkowskie zapewniają, aby przechowywanie informacji lub
uzyskanie dostępu do informacji już przechowywanych w urządzeniu
końcowym abonenta lub użytkownika było dozwolone wyłącznie pod warunkiem
że dany abonent lub użytkownik wyraził zgodę zgodnie z dyrektywą
95/46/WE po otrzymaniu jasnych i wyczerpujących informacji, między
innymi o celach przetwarzania. (…)„
Implementacja tego zapisu do krajowego
ustawodawstwa ma się odbyć przez nowelizację m.in. artykułu 173 Prawa telekomunikacyjnego. Dotychczasowy projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo telekomunikacyjne, przygotowywany przez Ministerstwo Infrastruktury,
zakładał – tak jak to było do tej pory – wymóg umożliwienia
użytkownikowi następczego złożenia sprzeciwu na przetwarzanie cookies
(zatem model opt-out). Projekt wzbogacał jedynie art. 173 o dodatkowe obowiązki informacyjne w związku z przetwarzaniem cookies, które powinny być spełnione już w momencie odwiedzania strony (chodzi
m.in. o to, kto będzie przetwarzał o nas informacje i w jakim celu –
dotyczy to np. analizy behawioralnej z wykorzystaniem cookies w związku z
reklamą behawioralną, tzw. OBA).
Po zlikwidowaniu Ministerstwa
Infrastruktury projekt przejęło Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji
(MAiC), które chce do nowelizacji podejść bardziej radykalnie,
powołując się na ścisłą wykładnię zacytowanego wcześniej art. 5 ust. 3
dyrektywy e-privacy i wynikającą z niej zasadę prior consent.
Innymi przesłankami są ponoć „dbanie o prywatność użytkowników” i wynik
„konsultacji społecznych” (cudzysłowy użyte celowo) przeprowadzonych m.
in. TUTAJ.
KOMENTARZ BARDZO SUBIEKTYWNY
Prywatnie, jako tzw. „internauta” (cokolwiek to znaczy), cieszę się, że MAiC chce zadbać o moją prywatność. Problem w tym, że cookies potrafię
sobie wyłączyć sam, a jak każde pierwsze wejście na dany serwis będzie
mnie witać radosnym pytaniem o zgodę, to podejrzewam, że szlag mnie
trafi (pewnie powstaną jakieś wtyczki automatyzujące to). Natomiast sam
nie mogę wyłączyć sobie totalnej inwigilacji, jakie serwuje nam właśnie
to tak bardzo „dbające o moją prywatność” państwo. Mam tu na myśli
choćby ostatnie informacje na temat skali niekontrolowanego korzystania przez organy ścigania w Polsce z retencji danych.
Podobnie owo „dbające o moją prywatność
państwo” daje się wykorzystywać w dość nieładny sposób prywatnym
podmiotom, odwalając za nie robotę (wnioskowe postępowania karne są
prowadzone z urzędu na koszt podatnika – de facto celem wspomagania dochodzenia roszczeń cywilnych!) i przekazując im na dodatek nasze prywatne dane w celu realizacji ich prywatnych interesów. A wszystko to „Pro Bono” – nie mylić z pro publico bono, jeśli wiecie, co mam na myśli 😉
I to państwo dba o moją prywatność? Śmiem wątpić. Szczerze.
Rafał Cisek, radca prawny, współpracownik Centrum Badań Problemów Prawnych i Ekonomicznych Komunikacji Elektronicznej (CBKE), twórca serwisu prawa nowych technologii NoweMEDIA.org.pl, ekspert w zakresie prawnych aspektów komunikacji elektronicznej.





