Technologie DRM – Digital Rights Management – miały skutecznie zabezpieczać pliki przed ich nielegalnym kopiowaniem. Z czasem okazało się jednak, że internautów niewiele jest w stanie zatrzymać. Poza tym nie byli oni skłonni do kupowania plików muzycznych, które potem można odtworzyć jedynie na tym nośniku, na którym został on zapisany. Liberalizacja w tym zakresie także nie przynosiła pożądanych skutków.
Dopiero w zeszłym roku zaczęto przyznawać, że chronienie plików muzycznych nie jest właściwą drogą chronienia praw autorskich. W maju ubiegłego roku serwis Napster udostępnił 6 milionów utworów bez DRM w cenie 99 centów. Był to przełom, przede wszystkim ze względu na ilość plików. Wcześniej, w 2007 roku, utwory bez DRM zaczął sprzedawać Amazon.
Od początku 2009 roku utwory bez zabezpieczeń sprzedaje iTunes, zdecydowany lider na rynku muzyki cyfrowej. Co ważne – bez DRM dostępne są utwory czterech największych wytwórni muzycznych. Przekonanie o nieskuteczności DRM w walce z piractwem dotarło także do producentów gier komputerowych. Sims 3, jedno z najmłodszych dzieci Electronic Arts, sprzedawane jest bez zabezpieczeń.
Działania te uznała za słuszne także RIAA, która do tej pory utrzymywała, że stosowanie DRM leży w interesie zarówno konsumentów, jak i twórców muzyki. Jak podaje serwis TorrentFreak, Joanthan Lamy, rzecznik Stowarzyszenia, powiedział, że „DRM już nie żyje”, odnosząc się w taki sposób to serwisów internetowych, które sprzedają muzykę bez tego zabezpieczenia. Już wcześniej podobne wnioski wyciągnęła IFPI, stwierdzając, że rezygnacja z DRM „znacząco zwiększyłaby sprzedaż muzyki online”.





