Dostęp do sieci prawem człowieka?

14-04-2011, 10:56

Dostęp do sieci powinien być "prawem człowieka", bo ludzie pozbawieni go stawiani są w trudniejszej sytuacji - tak uważa jeden z ojców internetu Tim Berners-Lee. Cóż... warto się nad tym zastanowić.

Twórca WWW Tim Berners-Lee zabrał ostatnio głos na sympozjum MIT, będącym elementem obchodów 150-lecia tego elitarnego instytutu. O tym, co powiedział, możemy przeczytać w Network World.

Berners-Lee stwierdził, że prawo do internetu jest prawem człowieka i porównał je z dostępem do wody. Oczywiście zauważył, że dostęp do wody ma znaczenie dla przeżycia, ale "jeśli masz wodę, wówczas różnica między kimś podłączonym do sieci, kto jest częścią społeczeństwa informacyjnego, a kimś, kto nie jest podłączony, robi się coraz większa i większa" - stwierdził twórca WWW (zob. Network World, Berners-Lee: Web access is a 'human right'). 

>>> Czytaj: Własność intelektualna wyprze ludzką godność?

Te słowa mają większe znaczenie w czasie, gdy politycy uderzają w prawo obywateli do korzystania z internetu. Najlepszym tego przykładem jest przyjęte we Francji prawo Hadopi, przewidujące odcinanie od internetu za naruszanie praw autorskich. W świetle tego, co mówi Tim Berners-Lee, można stwierdzić, że obserwujemy atak na prawa człowieka.

Więcej niż prawo do życia

Są powody, aby zgodzić się z ojcem internetu. To fakt, że trudno porównywać internet do wody, ale miejmy też na uwadze, że za prawa człowieka uważa się prawa nie będące tak podstawowymi, jak prawo do życia. Za prawa człowieka uznaje się również: prawo do głoszenia swoich poglądów, możliwość uczestniczenia w życiu publicznym, prawo do pracy, a nawet do wolności twórczości artystycznej. Warto też przypomnieć, że prawa te mają charakter naturalny, tzn. uważa się, że istnieją niezależnie od ich potwierdzenia przez władzę państwową.

Prawo do internetu jako prawo człowieka nie oznaczałoby, że mamy obowiązek korzystać z internetu. Oznacza to raczej, że wszyscy ludzie powinni mieć możliwość korzystania z internetu dla swoich potrzeb.

Stwierdzenie Tima Berners-Lee może brzmiałoby lepiej, gdyby nie odnosiło się tylko do sieci web. Bezpieczniej byłoby stwierdzić, iż człowiek powinien mieć dostęp do nowoczesnych technologii i urządzeń informacyjno-komunikacyjnych, np. do komputera. Od studentów wymaga się prac przygotowanych na komputerze. Nikt nie wyobraża sobie napisanego odręcznie CV. Usługi e-administracji sprawią najpierw, że kolejki w urzędach zmaleją, ale potem przyczynią się do zamykania niektórych oddziałów, okienek, urzędów. Skończy się na tym, że osoby bez komputera i internetu będą obywatelami drugiej kategorii. W kraju takim, jak Francja, do tej kategorii będzie mógł wpaść każdy, kogo na podstawie arbitralnej decyzji uzna się za winnego naruszeń praw autorskich.

Słowa Tima Bernersa-Lee wydają się wybiegać w przyszłość, ale czy nie powinno się uznać dostępu do sieci za prawo człowieka już teraz? Wydaje się, że to jest kluczowe pytanie.

Generalnie uznaje się, że prawa człowieka kończą się tam, gdzie zaczyna się prawo innego człowieka. Można być pewnym, że różni przedstawiciele przemysłu zaczną mówić o naruszaniu praw artystów, pracowników, programistów itd. To będzie próba usprawiedliwiania drakońskiego prawa. Miejmy nadzieje, że politycy będą wówczas pamiętać, że istnieje różnica między prawami człowieka a prawami przemysłu. Dziś o tym zapominają.

>>> Czytaj: Zapowiedzi cenzury sieci w "paradzie chochołów"


Źródło: Network World
Przepisy na coś słodkiego z kremem Nutella
  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy