W Dzienniku Internautów kilkakrotnie pisaliśmy o nowej dyrektywie UE dotyczącej e-handlu. Przewiduje ona większą odpowiedzialność po stronie sklepów m.in. konieczność eliminowania ukrytych opłat, więcej czasu dla klienta na odstąpienie od umowy, odpowiedzialność sklepu za towar do momentu dostarczenia go klientowi.
Przepisy dyrektywy mają mieć zastosowanie od 13 czerwca 2012. To piątek i dlatego złośliwi mówią, że będzie ona bardzo pechowa, bo w rzeczywistości zagrozi rozwojowi e-handlu. Znamy dyrektywę, ale nie wiemy, w jaki sposób państwa UE (w tym Polska) zaimplementują jej zapisy. Nowe regulacje określają tylko minima. Nic nie stoi na
przeszkodzie, aby kraje starego kontynentu wprowadziły bardziej restrykcyjne zapisy. To pierwsza obawa.
Najbardziej odczuwalną zmianą będzie wydłużenie okresu rezygnacji z zakupu. Nowe prawo
gwarantuje 14 dni kalendarzowych na podjęcie takiej decyzji, a nie tak jak wcześniej 10. Co więcej,
zgodnie z dyrektywą moment, od którego czas ten będzie liczony, to chwila dostarczenia
przesyłki, a nie moment zawarcia umowy. W przypadku gdy sprzedający nie poinformuje o takiej
możliwości klienta, okres rezygnacji z zakupu wydłuży się do roku.
Czytaj: Więcej praw dla konsumentów kupujących w internecie
Ten zapis dotyczy wszystkich transakcji zawartych na
odległość, nie tylko przez internet. Sprzedawcy muszą też pamiętać, że w przypadku gdy klient
zrezygnuje z zakupu, będą musieli zwrócić jego koszt powiększony o cenę wysyłki towaru do klienta.
– Zapisy, które miały napędzać e-handel, w efekcie mogą go
hamować. Konieczność pokrycia przy zwrocie towaru kosztów wysyłki do klienta, która obecnie
jednoznacznie wynika z dyrektywy, najbardziej uderzy w małe sklepy, których w Polsce jest najwięcej.
Mogą one mieć problem z udźwignięciem dodatkowych obciążeń. Prawdopodobnie sklepy podniosą
ceny towarów, aby zrekompensować sobie dodatkowe koszty. W rezultacie za nowe uprawnienia
de facto zapłacimy my, czyli konsumenci. W ten sposób zmniejszy się konkurencyjność e-handlu
w stosunku do tradycyjnych sklepów internetowych – uważa Marcin Cisek, analityk serwisu
DeCommerce.pl.
Zgodnie z nowym prawem klient powinien znać wszelkie koszty związane z transakcją jeszcze
przed jej zawarciem. Jeśli określenie ich będzie niemożliwe z obiektywnych powodów, sprzedający
powinien przedstawić sposób obliczenia ceny oraz jej składniki. Wszystkie dodatkowe opłaty,
które sklep ujawni już po zawarciu umowy, nie będą miały znaczenia dla kupującego, ich koszty
poniesie właściciel sklepu.
Akurat ta zmiana w opinii analityków może pozytywnie wpłynąć na rozwój handlu
elektronicznego w naszym kraju, gdyż zwiększy przejrzystość transakcji, a tym samym zaufanie
klientów do tego rodzaju zakupów.
Kolejna nowość – towary w formie cyfrowej również będzie można „oddać” bez podania przyczyn. W tym
wypadku zdecydowano, że będzie to możliwe jedynie przed pobraniem pliku z serwera. Ważną
zmianą na korzyść klientów jest też obowiązek informowania o kompatybilności aplikacji i
utworów z urządzeniami oraz o zastosowanych w nich zabezpieczeniach. Wymaga to pewnych zmian w platformach sprzedażowych, ale na dłuższą
metę nie będzie komplikowało życia sprzedawcom.
Ciekawą nowością jest zakaz automatycznego zaznaczania pól w formularzach zamówień. Do tej pory
sprzedawcy mogli wybierać niektóre pozycje za kupującego. Oczywiście klient mógł je zmienić.
–
W praktyce często zdarzało się, że kupujący nie zwracali na to uwagi i zostawiali opcje wybrane
automatycznie przez sprzedawcę. Teraz nie będzie to możliwe. Dzięki temu zakupy będą robione
w sposób bardziej świadomy, choć ewidentnie wydłuży się czas trwania transakcji – dodaje Marcin Cisek.
Wprowadzenie nowych przepisów może wpłynąć negatywnie również na usługi
dodatkowe, takie jak infolinia pomocy technicznej. Jej prowadzenie może okazać się nieopłacalne
z uwagi na wymóg naliczania kosztów według taryfy operatora, pomijając koszty własne.
Nowa
dyrektywa nie określa też kar dla sprzedawców za niedostosowanie się do przepisów. Te
muszą zostać określone przez każde państwo z osobna.





