Ograniczanie działań internautów nie musi się odbywać w ramach stanowienia prawa. W DI wspominaliśmy już, że komunikacje w sieci może ograniczyć tzw. samoregulacja, czyli dobrowolna współpraca różnych podmiotów z operatorami telekomunikacyjnymi. Dowodem na to może być inicjatywa, z jaką wczoraj wystąpili amerykańscy operatorzy i posiadacze praw autorskich.
Organizacja National Cable & Telecommunications Association (NCTA) ogłosiła podpisanie porozumienia dotyczącego piractwa online. Sygnatariuszami są m.in. członkowie MPAA i RIAA, czyli największe wytwórnie filmowe i muzyczne, a także najwięksi dostawcy internetu, jak AT&T, Cablevision Systems, Comcast, Time Warner Cable oraz Verizon.
„Prawo” sześciu ostrzeżeń?
Porozumienie dotyczy systemu alertów o prawach autorskich (Copyright Alerts), których zadaniem jest powiadamianie internautów o tym, że ich konto zostało użyte do pobierania plików chronionych prawem. Użytkownik może otrzymać do sześciu takich powiadomień w formie elektronicznej. Porozumienie przewiduje też „środki osłabiające” mające zmusić do zaprzestania naruszeń oraz „niezależny przegląd” aktywności internauty, aby ustalić, czy nie został on zidentyfikowany jako pirat w wyniku błędu.
W praktyce proponowane rozwiązanie ma wyglądać tak:
- Kiedy posiadacz praw autorskich zawiadomi dostawcę internetu o naruszeniu, ten wyśle pierwszy alert do internauty. Może to być np. e-mail. Ten alert będzie kierował internautę do porad dotyczących unikania naruszeń lub zabezpieczenia sieci Wi-Fi.
- Po zignorowaniu pierwszego alertu może nastąpić kolejny, podkreślający wiadomości o charakterze edukacyjnym.
- Trzeci alert ma być skonstruowany tak, aby użytkownik musiał potwierdzić jego odebranie, np. klikając w przycisk na specjalnej stronie, na którą zostanie przekierowany.
- Czwarty alert ma być podobny do trzeciego.
- Po piątym z kolei naruszeniu operator może zastosować „środki osłabiające” (Mitigation Measure), takie jak ograniczenie przepływności łącza lub przekierowywanie na specjalną stronę do czasu skontaktowania się z dostawcą. ISP nie będą jednak zobowiązani do ograniczania dostępu do usług głosowych, e-mail oraz usług związanych z bezpieczeństwem i zdrowiem.
- Szóste naruszenie może oznaczać kolejne powiadomienie i zastosowanie „środków osłabiających”, jeśli nie zrobiono tego po piątym alercie.
Jak już wspomniano, użytkownik będzie miał prawo do „niezależnego przeglądu” swojej aktywności. Wiąże się to jednak z opłatą w wysokości 35 dolarów (sic!), czyli internauci zapłacą za ewentualne pomyłki posiadaczy praw autorskich lub operatorów.
Szczegółowe informacje na temat systemu można znaleźć na stronie www.copyrightinformation.org. Odpowiedzialne za niego podmioty mówią o „przełomie” i przekonują, że w ten sposób szanowane jest prawo konsumentów, którzy powinni wiedzieć, że ich łącze zostało użyte do naruszeń.
>>> Czytaj: Antypiraci aresztowani – okradali artystów
Inicjatywa będzie też promować nowe liczby. Podmioty podpisujące porozumienie przyznały zgodnie, że „kradzież treści” to dla amerykańskiej gospodarki strata 373 tys. miejsc pracy rocznie oraz 3 mld dolarów rocznie utraconych podatków. Jest to oczywiście bardziej propaganda niż wynik jakiejś rzetelnej analizy. Piractwo raczej nie może szkodzić gospodarce, a jeśli nawet ma na nią jakiś wpływ, to jest to zagadnienie bardziej złożone niż liczenie rzekomych strat na podstawie rynkowej wartości pobieranych utworów.
:[SONDA]:
Sygnatariusze porozumienia podkreślają, że nie jest ono podobne do „prawa trzech ostrzeżeń” i nie wprowadza żadnego specjalnego systemu monitorowania aktywności internautów. Mimo to porozumienie może rodzić wątpliwości. Organizacja Center for Democracy & Technology zwróciła już uwagę na to, że jego wpływ na prawa obywateli i prywatność zależy w dużej mierze od sposobu zaimplementowania przewidzianych środków.
Prawdopodobnie posiadacze praw autorskich będą przekazywać dostawcom internetu adresy IP osób pobierających pliki z sieci P2P. To oznacza, że alertów raczej nie zobaczą osoby pobierające pliki z serwisów oferujących hosting plików. Nawet w krajach z drakońskim prawem antypirackim (jak Francja) nie udało się znacząco ograniczyć pobierania plików, zatem inicjatywa amerykańska też może być nieskuteczna.





