Google: liczba Pi nie wystarczyła, by bronić Androida

04-07-2011, 10:30

Google, starając się o patenty Nortela, nie przedstawiała zwykłych ofert. W aukcji padały liczby odpowiadające stałym matematycznym, takim jak liczba Pi. Wygląda to tak, jakby Google robiła sobie żarty z najpoważniejszej aukcji, w jakiej kiedykolwiek brała udział.

W kwietniu firma Google zaczęła się starać o kupno patentów firmy Nortel - kanadyjskiego producenta sprzętu telekomunikacyjnego w stanie upadłości. Do aukcji przystąpiły potem inne firmy. Ostatecznie patenty kupiło za 4,5 mld USD konsorcjum złożone z firm Apple, EMC, Ericsson, Microsoft, Research In Motion oraz Sony.

Ciekawe są okoliczności dotyczące tej aukcji oraz jej konsekwencje. Reuters zauważył, że Google podeszła do licytacji z humorem, składając następujące oferty - 1,902,160,540 USD, potem 2,614,972,128 USD i ostatecznie 3,14159 mld USD. Miłośnicy matematyki mogą rozpoznać w tych zestawach cyfr stałe matematyczne, a mianowicie stałą Bruna, stałą Meissela-Mertensa oraz dobrze znaną liczbę Pi.

Automatycznie nasuwa się pytanie o podejście Google do kupna patentów Nortela. Czy kalifornijska firma zlekceważyła aukcję? A może przedstawiciele Google nie wzięli pod uwagę, że mogli przebić ofertę 4,5 mld USD sumą odpowiadającą stałej Feigenbauma?

>>> Czytaj: Samsung chce zakazu importu iPadów i iPhone'ów

Przedstawiciele Google'a nie chcą tego komentować, ale chętnie komentują tę sprawę inni. Można się spotkać z opinią, że Google traktowała aukcję jak najbardziej poważnie, ale składając "matematyczne" oferty, chciała podtrzymać swój geekowaty wizerunek. Inni mówią, że Google musiała być bardzo pewna wygranej i stąd zabawy z liczbami. Jedno jest pewne - patenty Nortela były firmie potrzebne.

Google jest na rynku krócej niż Apple czy Microsoft. Nie jest ona producentem sprzętu, jak RIM czy Sony. To sprawia, że portfolio patentowe Google jest stosunkowo ubogie, a to jest problem.  

Patentami w Androida

W USA możliwe jest patentowanie takich rozwiązań w zakresie oprogramowania, które w innych częściach świata nie zostałyby uznane za wynalazek. Przykładem może być patent na sugestie dla użytkownika, który posiada Paul Allen. W takim "środowisku patentowym" zawsze da się kogoś oskarżyć o naruszenie patentu. Jeśli jednak dana firma ma dużo własnych patentów, może sobie pozwolić na kontrpozwy. Zazwyczaj kończy się to tym, że dwie firmy zawierają umowę, pozwalają sobie na korzystanie ze swoich patentów i wszystko jakoś się kręci.

Google nie ma zbyt wielu patentów, co wykorzystuje Microsoft w walce z Androidem.  Podobną strategię przyjęli inni. W samym 2010 r. pojawiło się 37 pozwów patentowych przeciwko producentom urządzeń z mobilnym systemem Google'a. Zestaw patentów Nortela mógłby zwiększyć siłę negocjacyjną Google'a w takich sporach. Chodziło przecież o 6 tys. patentów dotyczących różnych rozwiązań w zakresie telekomunikacji.

Co dalej? Wynik licytacji musi zostać zatwierdzony przez sądy w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, co daje Google'owi szansę na walkę. Poza tym Google może jeszcze spierać się w sądach o różne patenty, a w tym czasie stworzyć swoje własne portfolio patentów.

Ciekawa jest jeszcze jedna rzecz. Microsoft w kwietniu zapewniał, że na mocy umowy z Nortelem posiada prawo do korzystania z patentów tej firmy. Dlaczego zatem firma dołączyła do konsorcjum, które kupiło patenty? Odpowiedź wydaje się oczywista - aby osłabić Androida. Podobne zamiary mogły mieć RIM i Apple.

>>> Czytaj: Patenty: Lodsys skarży deweloperów i vice versa


Źródło: Reuters, DI
Przepisy na coś słodkiego z kremem Nutella
Tematy pokrewne:  

tag Sonytag RIMtag Pitag patentytag Norteltag Microsofttag Googletag Appletag Android
  
znajdź w serwisie

RSS  

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy