Pomimo pytania, zawartego w tytule artykuł Joanny Worony pokazuje tylko
jedno; rzekome zagrożenie prawne płynące z korzystania z Bitcoina jako środka
transakcyjnego. Dla porządku przytoczyć należy całą wypowiedź autorki:
„Użycie bitcoinów w niektórych przypadkach może rodzić
odpowiedzialność karną. Taka sytuacja może mieć miejsce w przypadku tzw.
„zatrucia” transakcji. W trakcie dokonywania transakcji jest możliwość zawarcia
w jej kodzie dodatkowych informacji (plików, obrazów, danych tekstowych).
Dodatkowe dane mogą być zawarte bez wiedzy kontrahenta. Może mieć zatem miejsce
sytuacja, gdy ktoś „zatruwa” transakcje – a otrzymany wówczas przelew oprócz
środków finansowych może zawierać inne – niechciane przez nas pliki (np.
pornografię dziecięcą bądź inne pliki zakazane przez ustawodawstwo danego
kraju).”
W pierwszej kolejności należy zauważyć, że przytoczony przykład utrwalania,
przechowywania, posiadania itp. czynności dotyczących pornografii dziecięcej
tj. czyny zabronione, o których mowa w art. 202. Kodeksu karnego, nie jest
przykładem trafnym, bowiem wskazane czyny mają charakter czynów umyślnych, a
prawo nie przewiduje możliwości ich popełnienia w sposób nieumyślny (art. 8.
Kodeksu karnego). Art. 202. § 3. Kodeksu karnego w brzmieniu:
“Kto w celu
rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, przechowuje lub posiada
albo rozpowszechnia lub prezentuje treści pornograficzne z udziałem
małoletniego albo treści pornograficzne związane z prezentowaniem przemocy lub
posługiwaniem się zwierzęciem” – z uwagi na zwrot “w celu”
wskazuje wprost na konieczność wystąpienia po stronie użytkownika zamiaru
bezpośredniego, a więc “pełnej” umyślności, podczas gdy autorka odnosi się do
użytkowników niemających przecież żadnej świadomości co do ewentualnych,
przesyłanych informacji. Jakkolwiek odnośnie do pozostałych typów przestępstw
wskazanych w cytowanym art. 202. można rozpatrywać wystąpienie po stronie
potencjalnych użytkowników również zamiaru ewentualnego, to znaczy sytuacji, w
której korzystając z protokołu Bitcoin przewiduje możliwość popełnienia takiego
czynu i się na to godzą (art. 9. par. 1. Kodeksu karnego), to jednak wydaje się
to spore nadużycie. Nie znany jest autorom artykułu wyrok na podstawie takiej
sytuacji.
Można zresztą zakładać, że wielu użytkowników komputerów podłączonych
do Internetu, z uwagi na zainfekowanie wirusem komputerowym (jak w przypadku
wirusa Petya 2017), udziela zasobów do dokonywania cyberprzestępstw typu
przełamywanie zabezpieczeń – pozostając tego całkowicie nieświadomymi. Dlatego
nie podlegają odpowiedzialności karnej. Oczywiście, problematyka umyślności,
którą pominęła autorka, dotyczy też w ogromnej mierze wszystkich pozostałych
czynów zabronionych odnoszących się do rozpowszechniania danych.
Artykuł wskazuje inne zagrożenie dotyczące korzystania z Bitcoina, jednak
nie ma ono wbrew tytułowi charakteru prawnego, a ekonomiczny. Odnosząc się do
fragmentu:
„Na niestabilność kryptowalut mogą mieć wpływ decyzje polityczne
i prawne innych krajów świata – gdy chiński rząd podjął decyzję o zamknięciu
trzech największych giełd bitcoinowych w Chinach, cena tej waluty spadała o
kilkadziesiąt procent.”
nie sposób pominąć fakt, że korelacje takie
zachodzą dla wszystkich walut fiducjarnych. Co więcej, główne waluty świata
posiadają zdecydowanie większą liczbę czynników definiujących ich cenę (FX
rate) takich jak: poziom inflacji (CPI, deflator), wielkość podaży (jurysdykcja
Banków Centralnych), stabilność wewnątrz państwa (turecka lira), opinie i oceny
prywatnych firm rankingowych (Moody’s, S&P oraz Fitch) czy też presja
obniżki/podwyżki stóp procentowych inicjowana przez Fed, za którym podążają
inne Banki Centralne.
Z kolei do stwierdzenia, że
„Niejasny status
prawny powoduje, że bitcoinami nierzadko posługują się cyberprzestępcy (do
prania brudnych pieniędzy, tworzenia piramid finansowych, nielegalnego hazardu
czy finansowania terroryzmu)”
należy podnieść jedynie, że pod względem
wykorzystywania kryptowalut celem dokonywania ww. przestępstw ich status prawny
jest – wbrew twierdzeniom autorki – całkowicie jasny, bowiem sprawcy takich
procederów co do zasady podlegają temu samemu reżimowi, co sprawcy
wykorzystujący inne nośniki wartości (w tym tradycyjne waluty).
Ponadto artykuł pokazuje wiele aspektów funkcjonowania protokołu Bitcoin w
uproszczony sposób. „Brak opłat dodatkowych” przy korzystaniu z
bitcoinów nie występuje w praktyce, bowiem funkcjonuje w transakcjach
bitcoinowych system opcjonalnych opłat za transakcje (faktycznie konkurencyjny
wobec systemu bankowych przelewów) decydujący o pierwszeństwie ich
zrealizowania.
Do stwierdzenia autorki „transakcje są anonimowe i nie
pozostawiają za sobą śladu” należałoby dodać, że z uwagi na publiczność
rozproszonego rejestru Blockchain i jego techniczną niemodyfikowalność, a także
rozwinięte technologie tzw. „trackingowe”, Bitcoin uznawany jest w
świecie kryptowalut za bardzo mało anonimowy środek transakcyjny. Dodajmy dla
doprecyzowania, że wbrew arbitralnym wypowiedziom autorki, Bitcoin nie jest
pierwszym prywatnym, cyfrowym pieniądzem – na długo przed Bitcoinem istniały
tego typu pieniądze jako np. waluty lokalne, niemniej jednak Bitcoin wprowadził
innowację w postaci decentralizacji systemu rozliczeniowego – w tym zakresie,
dzięki wykorzystaniu kryptografii, był pierwszy.
Odnośnie do relacji
przedsiębiorców wykorzystujących Bitcoina względem organów nadzoru finansowego,
uczciwie jest wspomnieć, że zarówno na poziomie europejskim jak i krajowym
trwają w tej kwestii procesy legislacyjne, które w zamierzeniu doprowadzić mają
do objęcia tego typu działalności ograniczonym nadzorem (szczególnie w zakresie
odnoszącym się do zapobiegania praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu).
Kończąc, warto jeszcze wspomnieć o faktycznych, najszerzej spotykanych
prawnych zagrożeniach, które niesie ze sobą korzystanie z Bitcoina.
Po pierwsze
– status podatkowy kryptowaluty Bitcoin w polskim systemie prawnym, w
niektórych, mniej standardowych sytuacjach podatkowych, pozostaje wciąż
niejasny i zaleca się występowanie o indywidualne interpretacje podatkowe w tym
zakresie.
Po drugie – za przedsiębiorstwami oferującymi usługi w branży
kryptowalutowej nie stoi żaden fundusz gwarancyjny, co prowadzić może w
konsekwencji do utraty znacznych środków przez nieostrożnych użytkowników w
drodze tzw. exit scamów lub podobnych wyłudzeń, albo prozaicznych ataków
crackerskich (jak – być może – w przypadku użytkowników polskiej giełdy
Bitcurex) – stąd zaleca się weryfikację podmiotów, z którymi wchodzi się w
relacje gospodarcze pod względem zgodności ich działania np. z Kanonem Dobrych
Praktyk Rynku Kryptowalutowego (por. Kanon dobrych praktyk podmiotów rynku kryptowalutowego w Polsce).
Po trzecie – niektóre “nowsze” mechanizmy świata kryptowalutowego, takie jak
proces ICO (ang. Initial Coin Offering) pozostają na gruncie polskiego i
europejskiego systemu prawnego w niejasnej relacji z istniejącymi,
uregulowanymi instytucjami prawnymi, takimi jak IPO (ang. Initial Public
Offering), co skutkować może zagrożeniem objęciem organizatorów ICO sankcjami
administracyjnymi czy karnymi.
Autorzy:
Adam Kotucha, Legal Consultant grupy P2P.systems,
organizator Crypto@Cracow, associate kancelarii Schiffer Sroczyński sp. j.
Tomasz Korwin-Gajkowski, Software
Consultant grupy P2P.systems, organizator Crypto@Cracow, Software Developer
Tomasz Kurowski, Business Consultant grupy P2P.systems, organizator Crypto@Cracow,
Analityk ds. nowych technologii w finansach w Metrosoft





