Odejdzie Zdrojewski czy Boni? Czyja głowa za ACTA?

27-01-2012, 12:18

Minister Boni jest gotów położyć głowę pod polityczny topór, ale pojawiają się sugestie, że kozłem ofiarnym powinien być Bogdan Zdrojewski. Warto przy tym zauważyć, że w dyskusji na temat ACTA Boni po raz pierwszy odniósł się do konkretnego zapisu porozumienia.

PAP informuje, że po podpisaniu ACTA Boni jest gotowy do dymisji. Można o tym poczytać w Forsal.pl  - Efekt ACTA: Boni gotowy do dymisji.

Informacja ta jest ciekawa z dwóch powodów. Po pierwsze widać, że podpisanie ACTA może pociągnąć za sobą polityczne ofiary, ale niekoniecznie musi to być minister Boni, choć on sam jest na to gotów.

Boni jest ministrem od niedawna i w dodatku jego resort nie pracował nad ACTA (wcześniej nawet nie istniał resort cyfryzacji). Kontrowersyjne porozumienie dotyczyło własności intelektualnej i z tego powodu od dawna zabiegał o nie Bogdan Zdrojewski, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nastawienie Zdrojewskiego nie zmieniło się do tej pory. Nadal popiera on ACTA, zarzucając obywatelom brak zrozumienia dla prawa.

Czytaj: Zdrojewski: Ludzie nie rozumieją prawa

Ofiara po stronie Boniego byłaby mało zrozumiała, natomiast dymisja Zdrojewskiego byłaby bardziej niż zrozumiała. Za jego kadencji wielokrotnie okazywało się, że MKiDN sprzyja tylko posiadaczom praw autorskich i chce rozmawiać tylko z posiadaczami praw autorskich. Obecny minister kultury w ogóle nie dostrzega "użytkowników kultury" i nie zastanawia się nad potrzebami twórców.

Warto w tej sytuacji przypomnieć inne kontrowersyjne porozumienie, do jakiego polscy posiadacze praw autorskich chcą nakłonić telekomy. Ujawniono je niedawno. W tym przypadku również zabrakło odpowiednich konsultacji, o sprawie dowiedzieliśmy się z drugiej ręki, a przedstawiciel MKiDN miał czelność stwierdzić, że o tego typu sprawach nie należy rozmawiać publicznie.

Druga ciekawa rzecz w cytowanym tekście PAP to fakt, iż Boni odniósł się do konkretnego zapisu ACTA - art. 27. ustęp 4. Przypomnijmy ten zapis.

4. Strona może, zgodnie ze swoimi przepisami ustawodawczymi i wykonawczymi, przewidzieć możliwość wydania przez swoje właściwe organy dostawcy usług internetowych nakazu niezwłocznego ujawnienia posiadaczowi praw informacji wystarczających do zidentyfikowania abonenta, co do którego istnieje podejrzenie, że jego konto zostało użyte do naruszenia, jeśli ten posiadacz praw zgłosił w sposób wystarczający pod względem prawnym żądanie dotyczące naruszenia praw związanych ze znakami towarowymi, praw autorskich lub praw pokrewnych i informacje te mają służyć do celów ochrony lub dochodzenia i egzekwowania tych praw. Procedury są stosowane w sposób, który pozwala uniknąć tworzenia barier dla zgodnej z prawem działalności, w tym handlu elektronicznego, oraz, zgodnie z prawem Strony, przy zachowaniu podstawowych zasad, takich jak wolność słowa, prawo do sprawiedliwego procesu i prywatności. 

Czy to ma dotyczyć firm naruszających własność intelektualną? Nie. Taki zapis otwiera drogę do ścigania internautów i wykorzystania retencji danych w celu ochrony praw autorskich, co zresztą nie jest nową ideą.  Boni tłumaczy wątpliwości słowami "my na pewno tego nie wprowadzimy do polskiego prawa", ale co to znaczy? Nic.

Nawet gdyby wierzyć w dobre intencje obecnego rządu, to czy można zakładać, że każdy kolejny rząd nie będzie próbował takich zmian w prawie? Każdy kolejny rząd będzie mógł śmiało powiedzieć: "wprowadzamy prawo dostosowane do wymagań międzynarodowych, które kiedyś poparł rząd Tuska".

Warto przy tym pamiętać, że ACTA będzie tworem dynamicznym. Po wejściu porozumienia w życie powstanie komitet, który będzie "aktualizował" ACTA.

ACTA to nie jest coś, do czego można przystąpić bez konsekwencji.

Czytaj: ACTA: Rząd traci cennych doradców po podpisaniu traktatu


Następny artykuł » zamknij

Facebook pozywa spamerów

  
znajdź w serwisie

RSS  
RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy