NBP obraża dziennikarza i polityka na Twitterze. Czy instytucja odpowiada za "oficjalny kanał"?

12-11-2013, 13:29

Narodowy Bank Polski kazał znanemu dziennikarzowi się leczyć, a pewnego polityka nazwał "bandytą". Wszystko odbyło się na Twitterze. Bank już przeprosił, ale cała sytuacja przypomina o problemie z "oficjalnymi" kanałami w social media.

Znany dziennikarz Jarosław Kuźniar poinformował na Twitterze, że zaprosił na rozmowę Krzysztofa Bosaka. Nieoczekiwanie na ten tweet odpowiedział Narodowy Bank Polski, który stwierdził, że Bosak to przestępca, a dziennikarz powinien iść się leczyć. Ten wpis NBP został już skasowany, ale w sieci znajdziemy obrazki upamiętniające go.

NBP do Kuźniara: "idź się leczyć"

tweet - zrzut

Łatwo zgadnąć, że osoba obsługująca konto NBP najwyraźniej zapomniała się wylogować i opublikowała swoją prywatną opinię jako NBP. Wpadka została jednak zauważona, a NBP zamieścił oświadczenie o następujące treści: "Opublikowany kilka minut temu tweet wynikał z nieautoryzowanego użycia komputera i nie jest stanowiskiem NBP. Przepraszamy pana J. Kuźniara"

zrzut

Nieautoryzowany dostęp w NBP? To brzmi groźnie

Sprawa została wyjaśniona? Wydaje się, że nie do końca. Po pierwsze, NBP powinien przeprosić nie tylko pana Kuźniara. Po drugie, co to znaczy "nieautoryzowane użycie komputera"? Czy to znaczy, że ktoś w NBP złamał jakieś zabezpieczenia, by dokonać wpisu na Twitterze? Zapewne nie, ale... jaką mamy pewność? Czym według NBP jest "nieautoryzowane użycie komputera"? Spytaliśmy już NBP, może się dowiemy.

Kto odpowiada za "oficjalne kanały"?

Kwestie bezpieczeństwa i poglądów NBP to jedno, ale w tej całej sprawie jest jeszcze inny ciekawy wątek. NBP na swoim "oficjalnym kanale" opublikował pewną opinię. Kto z NBP może ponieść odpowiedzialność np. za zniesławienie? Żyjemy przecież w kraju, w którym policja angażuje się w szukanie autorów o wiele mniej agresywnych komentarzy. Co będzie, jeśli teraz Krzysztof Bosak zażąda ścigania przestępstwa ze słynnego artykułu 212? Czy odpowiedzialność może ponieść tylko osoba publikująca wpis, czy też powinny ją ponieść różne osoby odpowiedzialne za pilnowanie "oficjalnego" profilu?

Powyższe pytania nie są złe, a stojący za nimi problem był omawiany w Dzienniku Internautów już wcześniej. Opisywaliśmy m.in. koszty i warunki prowadzenia "rządowego Facebooka". Niektórzy mówili, że to z naszej strony populizm, że niepotrzebnie krytykujemy nowoczesne metody komunikacji z obywatelami. Problem w tym, że te "nowoczesne" metody nie mają podstawy prawnej i nie wiadomo, jak je traktować, a mogą rodzić pewne problemy (co widać na przykładzie NPB).

Nasuwa się masa pytań.

  • Co to znaczy, że kanał na Twitterze jest "oficjalny"? Czym się różni oficjalny od nieoficjalnego?
  • Kto ponosi odpowiedzialność za treści obraźliwe, które opublikowano na kanale "oficjalnym"?
  • Czy ktoś potrafi określić, ile zasobów powinna przeznaczać dana instytucja na prowadzenie profilu w social media? Czy ta działalność uzasadnia wydatki w każdej wysokości?
  • Czy opublikowanie informacji w social media można uznać za odpowiednik opublikowania czegoś na stronie BIP lub innej "oficjalnej stronie"?
  • Czy obywatel śledzący stronę danej instytucji powinien zaglądać także na profile w social media, aby uzyskać pełną informację o jej działaniach? Jeśli tak, to na jakiej podstawie dana treść jest kwalifikowana do opublikowania w social media?
  • Dlaczego instytucje państwowe produkują treści dla Twittera, a nie angażują się w dyskusję pod tekstami Dziennika Internautów?  

Pozory przejrzystości w social media

Świetnie zdaję sobie sprawę, że żadna instytucja państwowa nie udzieli mi odpowiedzi na powyższe pytania. Dla wielu instytucji Facebook czy Twitter to narzędzia do robienia wrażenia, że instytucja jest blisko obywatela. Podkreślam, że chodzi o robienie wrażenia, bo konto na Twitterze czy Facebooku nie ma nic wspólnego z przejrzystością instytucji.

Sonda
Czy wiesz jaki jest status prawny oficjalnych kanałów instytucji państwowych w social media?
  • tak
  • raczej tak
  • raczej nie
  • nie
wyniki  komentarze

Kancelaria Premiera jest dobrym tego przykładem. Inwestuje w swojego Facebooka coraz więcej, ale jednocześnie nie jest w stanie odpowiadać w terminie na wnioski o dostęp do informacji publicznej.

Prawdziwą przejrzystość mogłyby zapewnić inne inicjatywy, np. publikowane na bieżąco w sieci wykazy umów. Na to nikt się jednak nie zdecyduje, bo lepiej rzucić zdjęciem na fejsie i zachwycać się tym, jacy to wszyscy jesteśmy nowocześni.


  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy