Można wykorzystywać dane z sektora publicznego, ale...

30-12-2011, 09:57

Zasoby informacji publicznej otworzyły się wczoraj dla mas albo... mamy nowe ograniczenia w dostępie do informacji publicznej, których faktyczne znaczenie dopiero poznamy. Wczoraj weszła w życie część nowelizacji Ustawy o dostępie do informacji publicznej, która ma swoje dobre i złe strony, a tryb jej uchwalenia musi być jeszcze zbadany przez Trybunał Konstytucyjny.

Ustawa o dostępie do informacji publicznej była tematem często pojawiającym się w DI. Ma ona duże znaczenie, bo zapewni możliwość ponownego wykorzystania informacji z sektora publicznego (re-use). Teoretycznie więc łatwiej będzie tworzyć nowe usługi, korzystając z danych generowanych przez instytucje publiczne, jak np. mapy, informacje prawne, finansowe itd.

Wczoraj weszła w życie część przepisów nowelizacji ustawy, tzn. zasoby informacji publicznych są już dostępne do ponownego wykorzystania. Kilka miesięcy trzeba będzie poczekać na wejście w życie przepisów, które dotyczą centralnego repozytorium informacji publicznej. Do tego repozytorium wyznaczone podmioty będą przekazywać określone przez premiera zasoby informacyjne.

Butelka w połowie pełna

Na Ustawę o informacji publicznej bardzo optymistycznie patrzy Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (MAC), które na swojej stronie chwali się, że zasoby publiczne zostały otworzone w stopniu większym, niż wymagała unijna dyrektywa. Według MAC wniosków do składania ma być mniej, a warunki, które trzeba spełnić, by ponownie wykorzystać informację publiczną, mają być nieuciążliwe. Nie będzie opłat, ewentualnie trzeba będzie pokryć tylko koszty przygotowania informacji do udostępnienia.

- W przypadku informacji publicznej podlegającej prawu autorskiemu wprowadzono licencje, które pozwalają odbiorcy na wykorzystywanie utworu do celów komercyjnych i niekomercyjnych, tworzenia i rozpowszechniania kopii utworu, w całości lub we fragmentach oraz wprowadzania zmian i rozpowszechniana utworów zależnych. Wnioskodawcy zawsze mogą zaskarżyć decyzję o odmowie przekazania informacji publicznej do ponownego wykorzystywania, warunki, na jakich może być ona wykorzystywana, wysokości opłaty za informację udzielaną na wniosek - czytamy na stronie MAC.

Butelka w połowie pusta

Jest też spojrzenie pesymistyczne, które prezentuje m.in. Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich (SLLGO). Zwraca ono uwagę m.in. na to, że nie będzie możliwe cykliczne uzyskiwanie dostępu do informacji w celu jej ponownego wykorzystania. W ten sposób intencje stojące za dyrektywą UE w rzeczywistości nie zostaną zrealizowane (więcej o tym w tekście pt. Chcesz dane z sektora publicznego? Powiedz po co!).

SLLGO zauważa też, że ustawa wprowadzi nowe ograniczenia w dostępie do informacji publicznej, tzn. możliwe będzie ograniczenie dostępu do informacji ze względu na ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa w zakresie i w czasie, w jakim udostępnienie informacji:

  1. osłabiłoby zdolność negocjacyjną Skarbu Państwa w procesie gospodarowania jego mieniem albo zdolność negocjacyjną Rzeczypospolitej Polskiej w procesie zawierania umowy międzynarodowej lub podejmowania decyzji przez Radę Europejską lub Radę Unii Europejskiej;
  2. utrudniłoby w sposób istotny ochronę interesów majątkowych Rzeczypospolitej Polskiej lub Skarbu Państwa w postępowaniu przed sądem, trybunałem lub innym organem orzekającym.

Mówiąc najprościej - z powodu takiego przepisu możemy nigdy się nie dowiedzieć, jak przedstawiciele Polski uczestniczyli w pracach nad ACTA - bądź co bądź kontrowersyjnym dokumentem.

Czytaj: Chcesz dane z sektora publicznego? Powiedz po co!

Ponadto tak sformułowany przepis może sprawić, że państwo nie podzieli się z nami tym, czym nie chce się podzielić.

- Użyty w przepisie zwrot „w zakresie i w czasie” (...) jest nieprecyzyjny, co może w efekcie ograniczać dostęp do informacji, którymi władze nie chcą się dzielić z obywatelami (...) może odnosić się również do informacji, które w nieokreślonej przyszłości staną się (albo nie) elementem sporu sądowego. Istnieje obawa, że urzędy będą zasłaniać się tym przepisem, uzasadniając to okolicznością, że udostępnienie np. opinii prawnych może w przyszłości, w razie wyniknięcia sporu sądowego, utrudnić ochronę ich interesów majątkowych. Przykład na takie działanie pojawił się ostatnio w kontekście pozwu zbiorowego mieszkańców Szczecina przeciwko miastu w związku z nielegalnym pobieraniem podwyższonej stawki czynszowej. Urząd odmawia udostępnienia opinii prawnych, które rzekomo potwierdzają legalność podwyżek. (...) Z powodu braku wyraźnego określenia kiedy kończy się „czas” ograniczenia dostępu do informacji może się on wydłużać w nieskończoność - wyjaśnia SLLGO.

Inną kontrowersyjną kwestią są zmiany formy kontroli sądowej. Od 29 grudnia wszystkie sprawy z zakresu dostępu do informacji publicznej będą kierowane do Wojewódzkich Sądów Administracyjnych, a nie do sądów powszechnych. Sądy administracyjne skupiają się w swoich rozstrzygnięciach na zastosowaniu prawidłowej procedury, pomijając kwestie merytoryczne.

Na dobitkę trzeba jeszcze wspomnieć, że sam tryb prac nad nowelizacją był kontrowersyjny i dlatego Prezydent RP po podpisaniu ustawy zwrócił się on do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z konstytucją trybu uchwalenia ustawy w zakresie dotyczącym poprawki Senatu, która została dorzucona w ostatniej chwili przez Marka Rockiego.

Podsumowując - od wczoraj dostęp do informacji publicznej odbywa się na nowych zasadach, które są jednak bardzo dalekie od ideału opisanego przez Donalda Tuska (cytat: To, co powstaje za publiczne pieniądze jest własnością publiczną, a więc także tych, którzy chcą z tego korzystać w sposób wybrany przez siebie).

Czytaj: UE: Zacznijmy zarabiać na rządowych danych (re-use)!


  
znajdź w serwisie



RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy