Wyciek dotyczący AdSense to "kompletna fikcja"? Google tak twierdzi

30-04-2014, 09:04

Informacje o rzekomych praktykach Google, mających na celu pozbawienie wydawców przychodów z reklam, opublikowano w serwisie Pastebin. Dziś wielu ludzi dyskutuje o tym "wycieku", choć Google już mu zaprzecza.

Ciekawy "wyciek" dotyczący Google AdSense pojawił się w serwisie Pastebin. Słowo "wyciek" piszemy w cudzysłowie, bo właściwie nie pokazano żadnych wyniesionych z Google dokumentów. Po prostu jakaś anonimowa osoba opisała rzekome praktyki firmy Google, które miały krzywdzić wydawców uczestniczących w programie Adsense. Osoba ta twierdzi, że niegdyś jako pracownik Google musiała podpisać wiele dokumentów, takich jak porozumienia o pofuności. Zwlekała więc z wyciekiem aby mieć pewność, że Google jej z nim nie powiąże.

AdSense do okradania wydawców?

Z opublikowanego wpisu wynika, że w roku 2009 pojawiła się w dziale Google odpowiedzialnym AdSense presja na "zaciskanie pasa" oraz na ostrą "kontrolę jakości wydawców AdSense". Oznaczało to banowanie kont wydawców i pierwsza pula tego banowania miała nastąpić w marcu 2009 roku. Najczęściej blokowano konta tych wydawców, którzy byli blisko wypłaty pieniędzy. Wstrzymane pieniądze za reklamy wracały do Google, ale nie do reklamodawców, bo przecież reklamy zostały wcześniej wyświetlone.

W latach 2009-2012 miało nastąpić kilka takich akcji blokowania, a największa z nich miała miejsce w kwietniu 2012 roku. Tak uważa autor "wycieku".

Wydawcy w kolorowych grupach?

Polityka Google miała się zmienić po grudniu 2012. Wówczas - jak twierdzi wyciek - zdecydowano o chronieniu tych wydawców, którzy mogli narobić problemów. Google podobno miała podzielić wydawców na grupy: czerwoną, żółtą, niebieską i zieloną. Przynależność do danej grupy miała zależeć od zarobków i "nietykalności".

Najczęściej banowano wydawców z grupy czerwonej i żółtej, którzy zarabiali od 5 tys., albo od 10 tys. dolarów miesięcznie. Gruba niebieska obejmowała wydawców o mniejszych zarobkach. Grupa zielona to grupa VIP-ów, czyli nietykalnych. Obejmowała wydawców, którzy mogliby narobić złego szumu w mediach albo w inny sposób zaszkodzić programowi AdSense.

Opisaliśmy ten wyciek w dużym skrócie, ale i tak widać, że zarzuty pod adresem Google są bardzo poważne. Pytanie, na ile ten wyciek może być autentyczny?

Wasze doświadczenia?

Sam autor (lub autorka) wpisu na Pastebin zwraca uwagę na jedną rzecz - banowanie kont raczej nie następuje po wypłacie pieniędzy. Oczywiście to nie jest wystarczający dowód, ale teraz wydawcy zaczną zwracać na to uwagę.

Możemy w tym miejscu dodać, że Dziennik Internautów miał kiedyś taki problem tzn. zbanowano nasze konto, odwołaliśmy się, ale przepadł miesięczny zarobek. To mogło być około roku 2009, choć musicie nam wybaczyć, że nie pamiętamy dokładnie.

Jakie są wasze doświadczenia z AdSense? Wymiana informacji w tym zakresie być może pozwoli ocenić znaczenie wycieku.

Sonda
Czy jesteś w stanie uwierzyć w autentyczność wycieku o AdSense?
  • tak
  • nie
  • mam mieszane uczucia
wyniki  komentarze

Google: to kompletna fikcja!

Co na to firma Google? Jej oświadczenie opublikował już The Next Web. Google uważa wyciek za "kompletną fikcję", szczególnie jeśli chodzi o to przypisywanie kolorów oraz "ekstremalną kontrolę jakości". Zdaniem przedstawiciela Google, w przypadku naruszenia zasad programu AdSense, dochodzi do zablokowania konta oraz do oddania pieniędzy reklamodawcy.

Wyciek będzie jeszcze omawiany i komentowany. Jeśli jest w nim choć trochę prawdy to możliwe, że będzie można się do niego odnieść w przyszłości, albo zachęci on innego pracownika Google do następnego wycieku. Jeśli jest to "kompletna fikcja", niebawem o nim zapomnijmy i może już nigdy nie będziemy do niego wracać.

Czytaj: Google: koszt kliknięcia spada dalej, a rynek mobilny to wciąż wyzwanie


Przepisy na coś słodkiego z kremem Nutella
  
znajdź w serwisie

RSS  
RSS  

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy