Większość twórców nie ma NIC z opłat od czystych nośników. Powiedzmy to szczerze

14-08-2014, 12:41

Opłaty za prywatne kopiowanie, które mają objąć także tablety i smartfony, są ustanawiane jako "rekompensata dla twórców". Jest w tym jedno wielkie kłamstwo. Większość twórców nie dostaje żadnych pieniędzy z tytułu tych opłat. Ba! Te opłaty można nawet uznać za formę piractwa.

Uwaga! To tylko felieton!
* * *

Ciągle na fali jest temat nowych opłat od urządzeń, których wprowadzenia chciałby ZAiKS i inne organizacje zbiorowego zarządzania. Polscy producenci sprzętu nie mają wątpliwości, że to opłaty podniosą ceny urządzeń. ZAiKS próbował przekonywać, że nie ma związku między tzw. opłatami reprograficznymi a cenami sprzętu. Niestety argumenty ZAiKS-u wydawały się zwykłą manipulacją.

Dziennik Internautów wielokrotnie już pisał o tym, że tzw. opłaty reprograficzne przedstawiają szereg problemów. Są ustalane arbitralnie, nie są jednolite w UE, mogą być naliczane wielokrotnie za to samo kopiowanie, są doliczane do sprzętu dla instytucji publicznych i firm itd.

Doszedłem jednak ostatnio do wniosku, że w krytyce tych opłat (dość rozbudowanej) zbyt rzadko porusza się problem kluczowy. Te opłaty nie służą swojemu podstawowemu celowi. Nie jest prawdą, że opłaty od urządzeń stanowią uczciwą rekompensatę dla twórców.

Problem 1: OZZ wstrzymują pieniądze

Ten problem ma dwa osobne wątki. Pierwszy wątek dotyczy tego, że pieniądze z opłat od urządzeń nie trafiają do twórców, ale do OZZ, czyli organizacji takich jak ZAiKS itp. Te organizacje mogą na długo wstrzymać pieniądze i nie są szczególnie przejrzyste, jeśli chodzi o finanse. Producenci sprzętu nieraz podawali przykład stowarzyszenia Kopipol, które w roku 2012 zebrało miliony złotych, ale za tamten okres trafiło do twórców tylko 230 tys. zł (natomiast koszta administracyjne wyniosły 1,59 mln zł).

mem

Problem 2: To nie jest "rekompensata"

Jest jeszcze drugi wątek. Nawet gdyby było tak, że wszystkie OZZ natychmiast wypłacają "podmiotom uprawnionym" mnóstwo pieniędzy, nie dochodziłoby do faktycznego wynagradzania twórców, których dzieła mogły być kopiowane na użytek prywatny.

W dzisiejszych czasach bardzo łatwo zostać twórcą. Można prowadzić bloga, wrzucać swoje zdjęcia na Flickra, publikować filmy na YouTube itd. Opublikowane w ten sposób dzieła niezależnych twórców są normalnie chronione prawami autorskimi. Ich twórcy mają prawo do wynagrodzenia. Nawet jeśli dostęp do ich utworu jest bezpłatny, mogą oni zarabiać np. na reklamach przy treści.

Treści takich niezależnych twórców da się kopiować na użytek prywatny. Mogę sobie zapisać teksty blogera na dysku, wypalić je na płycie, wydrukować i potem jeszcze kserować! Mogę zgrać film z YouTube (to nietrudne), wypalić go na płycie i oglądać offline. Dokonuję w ten sposób prywatnego kopiowania i płacę za to (opłaty są doliczone do nośników i sprzętu).

Niestety w tej sytuacji twórca nie dostanie nic. Pieniądze z tzw. "podatku od piractwa" zostaną przekazane do jakiejś OZZ, która przekaże to "podmiotom uprawnionym". Te podmioty nie będą miały nic wspólnego z twórcą, którego dzieło skopiowałem.

Nie można zatem mówić, że pieniądze z opłat reprograficznych to rekompensata dla twórców, bo to kłamstwo. Te pieniądze są opłatą na rzecz "podmiotów uprawnionych" za to, że mamy możliwość kopiowania czegokolwiek. "Podmioty uprawnione" nie muszą mieć nic wspólnego z twórcami, których dzieła skopiowano. Mówienie w tym przypadku o "rekompensacie" jest po prostu wielkim kłamstwem.

Forma piractwa?

Postawiłbym nawet tezę, że opłaty za kopiowanie krzywdzą twórców (sic!). Dochodzi przecież do tego, że na prywatnym kopiowaniu dzieł twórcy X może zarobić podmiot Y. Jest to mocno nieuczciwe. Z jakiej racji jakiś tam ZAiKS czy inny Kazik mają dostawać pieniądze za to, że ktoś skopiował moje teksty? Czy zarabianie na cudzej twórczości nie jest piractwem? Czy nie powinniśmy tego nazwać "kradzieżą", zgodnie z antypiracką retoryką?

Zaraz pewnie pojawi się argument, że to nie może być piractwo i kradzież, bo przecież to zgodne z prawem, bo rozporządzenie ministra, bo prawo UE... itd. To nie jest jednak racjonalny argument. Prawo może być złe i często jest. Coś, co w prawie jest "rekompensatą dla twórcy", może być w rzeczywistości niezbyt jasną opłatą na rzecz kogoś innego.

Sonda
Czy zgodzisz się, że opłata reprograficzna nie jest żadną rekompensatą dla twórców?
  • tak
  • nie
  • nie mam zdania
wyniki  komentarze

Kopiowanie wpisane w konsumpcję treści

Jak ten problem rozwiązać? Czy da się stworzyć system, który faktycznie zapewniałby rekompensatę dla twórców? Nie. Dlatego należałoby zlikwidować opłaty za prywatne kopiowanie. Nie oznacza to, że twórcy byliby krzywdzeni. Kopiowanie nie musi ich krzywdzić.

Jeśli jesteś twórcą i czujesz się pokrzywdzony z powodu kopiowania, możesz zapobiec temu zjawisku w prosty sposób. Przestań tworzyć. Nie nagrywaj i nie zapisuj. Zniszcz wszystkie wytwory swojego intelektu. Jeśli nie dasz ludziom materiału do kopiowania, nie będą kopiować. W ten sposób unikniesz strat i będziesz pławił się w milionach złotych, które powstaną magicznie, bo unikniesz strat na kopiowaniu. Co Ty na to?

W magię przychodów z nie-kopiowania można wierzyć, ale może lepiej byłoby przyznać, że w XXI wieku nie ma konsumpcji treści bez kopiowania?


  
znajdź w serwisie



RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Czerwiec 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930