Twórcy Gwiezdnych Wojen niszczą kulturę fanowską. Pozywają nieautoryzowaną szkołę Jedi - AWI

18-10-2016, 15:13

Chcesz uczyć ludzi walki mieczem świetlnym? Nie tak szybko! Na to trzeba mieć zgodę Lucasfilm, a uczenie bez zgody grozi pozwem. Przekonał się o tym klub z Nowego Jorku.

To kolejny tekst z cyklu Absurdy własności intelektualnej (AWI). 
* * *

Gdy w roku 2012 Disney przejmował Lucasfilm, wyraziłem obawy o przejście o na "ciemną stronę praw autorskich". Wokół "Gwiezdnych Wojen" zawsze istniała kultura fanowska obejmująca parodie, przeróbki, imprezy tematyczne i tym podobne rzeczy. Wytwórnia Lucasfilm tolerowała to, ale po przejęciu przez Disneya coś zaczęło się zmieniać. 

W kwietniu pisaliśmy, że twórcy "Gwieznych wojen" wystąpili przeciwko organizatorom bitew na miecze świetlne. Sprawa była głęboko absurdalna bo na tych bitwach nikt nie zarabiał. Po prostu ludzie schodzili się w jedno miejsce z mieczami świetnymi aby stworzyć wielkie widowisko. Tylko zabawa, ale Lucasfilm dopatrzył się w tej zabawie naruszenia cennej własności intelektualnej. 

Nieautoryzowana szkoła Jedi!

Teraz Lucasfilm idzie dalej. Wytwórnia pozwała New York Jedi - klub zrzeszający miłośników walki na miecze świetlne. Oczywiście takie miecze nie istnieją i członkowie tego klubu wcale nie walczą. Po prostu w tej "szkole Jedi" można nauczyć się zasad walki scenicznej, można zobaczyć pokazy walki albo zorganizować własne. Klub obchodził swoje 10-lecie w ubiegłym roku, ale teraz jego istnienie zaczęło przeszkadzać wytwórni Lucasfilm.

Wytwórnia pozwałaklub, a kopię pozwu opublikował serwis Ars Technica. Czytając ten dokument trudno się nie zaśmiać. 

Pozwani regularnie używają znaków towarowych Lucasfilm bez zgody i w odniesieniu do własnego biznesu. Wśród naruszających działań jest używanie logo pozwanego, które jest niemal identyczne i myląco podobne do znaku Zakonu Jedi należącego do Lucasfilm. 

Podobieństwo jest. Nie można powiedzieć.

Logo Jedi

Z pozwu dowiadujemy się również, że właściel szkoły walki Jedi starał się o licencję od Lucasfilm, ale wytwórnia konsekwentnie odmawiała sprzedania takiej licencji. Nie mając jej pozwany promował, produkował i oferował sprzedaż "nieautoryzowanych lekcji Miecza Świetlnego" co pozwalało jego uczniom przekonująco udawać rycerzy Jedi... i to wszystko bez odpowiedniej autoryzacji ze strony Lucasfilm! Właściciel szkoły Jedi został pozwany nie tylko o naruszenie praw do znaku, ale także nieuczciwą konkurencję!

Jedi to więcej niż znak

Z prawniczego punktu widzenia jest to po prostu spór o znak towarowy. Nie ma wątpliwości, że faktycznie pozwany używał słów "Jedi" oraz "Lightsabre" w połączeniu z własnym biznesem. Ba! Nie ma żadnej wątpliwości, że cała wartość tego biznesu opiera się na popularności Gwiezdnych Wojen! Mimo to mamy powody, aby wrzucić tę sprawę do Absurdów Własności Intelektualnej. Dlaczego? 

Po pierwsze kultura! Dla wielu ludzi słowo "Jedi" jest takim samym słowem jak "rycerz" albo "samuraj". To wyraża pewną ideę kulturową, a nie tylko określony rodzaj postaci fikcyjnych. Istnieje nawet Jediizm, czyli ruch religijny oparty na idei rycerza Jedi. W Polsce ponad 1000 osób zadeklarowało wyznawanie religii Jedi. 

Kultura fanowska to nic złego

Poza kwestiami kulturowymi jest także kwestia biznesowa, z którą Lucasfilm kiedyś nie miał problemu (teraz ma). Istnienie kultury fanowskiej jest korzystne dla własności intelektualnej. Jeśli Lucasfilm zarabia na gadżetach związanych z Gwiezdnymi Wojnami to powinno mu zależeć, aby ludzie mieli jak najwięcej powodów do kupowania tych gadżetów. Zainteresowanie walką sceniczną może być jednym z takich powodów. Twórcy Gwiezdnych Wojen mogliby animować, wspierać ten ruch fanów. Tymczasem odmawiają sprzedaży licencji twórcy szkoł Jedi (co przyznali w pozwie) i występują przeciwko niemu na drogę sądową, co w najlepszym razie doprowadzi do zamknięcia firmy i rozzłoszczenia fanów. 

Lucasfilm naprawdę zaczyna występować przeciwko kulturze fanowskiej. To się wydaje mało istotne w momencie, gdy ta kultura jest dobrze rozwinięta i zamknięcie jednego klubu z Nowego Jorku nie robi wielkiej różnicy. Jeśli jednak w przyszłości fani dostatecznie mocno odczują niechęć Disneya i Lucasfilm, po prostu zniechęcą się do głębszego wchodzenia w świat Gwiezdnych Wojen. Na tym może stracić tylko jedna firma - Lucasfilm. Przestrzeń kulturowa po Gwiezdnych Wojnach może bez trudu wypełnić się czymś innym. 

Czytaj także: Kina przynoszą miliony, mimo iż piractwo zabija film. Fascynujące!


  
znajdź w serwisie

RSS  
RSS  
RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Grudzień 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031