Trzeba uczyć dzieci programowania, ale nie można na tym skończyć - wywiad z prof. Maciejem M. Sysło

23-07-2015, 14:46

Programowanie ma się stać istotnym elementem nauczania informatyki w szkołach. Propozycje ze strony MEN już są, ale nauczanie programowania nie może być celem samym w sobie. Trzeba uważać, by nie zgubić drogi do innego, ważniejszego celu. W rozmowie z DI mówił o tym prof. Maciej M. Sysło z Rady ds. Informatyzacji Edukacji.

Przedwczoraj Dziennik Internautów pisał o planowanych zmianach w nauczaniu informatyki i temat ten bardzo was zainteresował. W naszym artykule na ten temat znajdziecie dokument z propozycją nowej podstawy programowej, a także dokument stanowiący wstęp do tej propozycji (ten drugi dokument nie znalazł się na stronie MEN, a stanowił istotne dodatkowe objaśnienie).

Propozycja nowej podstawy wydaje się ambitna. Przewiduje m.in. nauczanie programowania od pierwszych klas. Czy to naprawdę ma sens? Czy programowanie nie zniechęci do technologii, a może trzeba je podać w odpowiedniej formie?

Dodatkowych wyjaśnień na temat przedstawionych propozycji udzielił Dziennikowi Internautów prof. dr hab. Maciej Marek Sysło - matematyk, informatyk, nauczyciel akademicki, autor publikacji związanych z dydaktyką informatyki, członek Rady ds. Informatyzacji Edukacji. 


Marcin Maj, Dziennik Internautów: Każdy z nas ma jakieś swoje poglądy na temat nauczania informatyki w szkole, ale jak Pan jako ekspert ocenia stan obecny? Gdzie jesteśmy z tym wszystkim?

Maciej Marek SysłoProf. dr hab. Maciej M. Sysło: To jest bardzo ciekawe pytanie, dlatego że ta nasza propozycja nie jest wzięta z księżyca. W tych dokumentach nie ma na ten temat więcej mowy, natomiast króciutko, pierwsze zajęcia z informatyki były w 1965 roku. Odbywały się w dwóch liceach we Wrocławiu i w liceum w Warszawie. One dotyczyły wtedy rzeczywiście informatyki, bo nie było czegoś takiego jak technologia informacyjna.

W 1985 roku pierwszy program nauczania informatyki dla Ministerstwa opracował zespół Polskiego Towarzystwa Informatycznego. I od tego czasu przedmiot informatyka (nie technologia informacyjna) nigdy nie zniknął z podstawy programowej.

Jeszcze jeden argument, otóż obecnie w podstawie programowej mamy cztery etapy edukacyjne: 1-3 i 4-6 w szkole podstawowej, gimnazjum oraz szkoła ponadgimnazjalna i na każdym poziomie edukacyjnym jest wydzielony przedmiot informatyczny, obojętnie jak on się nazywa. W pierwszych dwóch etapach są to zajęcia komputerowe, potem w gimnazjum jest informatyka, a w szkole ponadgimnazjalnej jest informatyka dla wszystkich i informatyka rozszerzona. W szkołach zawodowych i technikach przedmioty informatyczne różnie się nazywają. Jest to ewenement na skalę światową. Jest niewiele krajów, które mają tak luksusową sytuację, dlatego że wprowadzenie jakichkolwiek zmian do podstawy programowej to nie jest taki łatwy zabieg, dlatego że owszem można zmienić program przedmiotu, natomiast nikt Panu w ministerstwie czy gdziekolwiek indziej na całym świecie nie dołoży godzin do zajęć w szkole.

Jesteśmy więc w znakomitej sytuacji, żeby wprowadzić te zmiany w naszym systemie edukacji, bo zarówno w podstawie jest już miejsce na proponowane zmiany, jak i przez lata w szkole uczniowie stykają się z informatyką, może tylko nie w takim zakresie, w jakim chcielibyśmy. Stąd te proponowane zmiany.

MM: Z tego co pamiętam, w preambule wspomniano o siatce godzin, że w gimnazjum przydałaby się dodatkowa godzina informatyki tygodniowo.

MMS: O te jedną godzinę nie kruszyłbym kopii, dlatego że zabiegając o tę godzinę, możemy stracić coś więcej, na przykład inne przedmioty upomną się o jakieś dodatkowe godziny i możemy stracić to, co mamy. To jest strasznie delikatna... no, nie powiem... polityczna sprawa.

Pracowałem przy wszystkich podstawach programowych i wiem, że owszem zmienia się zakresy, ale na ogół biorą się wszyscy za głowy, wydzierając sobie godziny. Także tutaj. Natomiast jest na to sposób, na tę dodatkową godzinę informatyki.

Proponuję prostą rzecz. W gimnazjum jest tak zwany projekt gimnazjalny, który musi wykonać każdy uczeń zespołowo w ciągu roku. Temat tego projektu jest wpisywany na świadectwo. Dlaczego nie przeznaczyć tematycznie tych projektów właśnie na bardziej zaawansowane zajęcia informatyczne? To byłoby świetnie zorganizowane metodą projektów, czyli uczeń pracuje w domu, a nie tylko w szkole i to naprawdę przyniosłoby znacznie lepsze efekty niż siedzenie trzydziestu uczniów w klasie, w ciągu godziny i robienie czegoś pod dyktando.

Nie piszę o tym nawet w preambule, bo pewne rzeczy, jak Pan może się domyśleć, nie są od razu do „wzięcia” i spełnienia przez MEN.

MM: W preambule wspomniano o tym, jak istotne jest nauczanie programowania i w ogóle, na przestrzeni kilku lat sam miałem okazję dyskutować z różnymi ludźmi na ten temat. Pomysł ma swoich zwolenników, przeciwników, ale generalnie... czy mógłby Pan wyjaśnić, dlaczego nauczanie programowania jest tak ważne?

MMS: Argumenty za nauczaniem programowania są podane na początku propozycji i dość szczegółowo rozpisane w preambule. Natomiast mamy inny kłopot, nieco odwrotny, żeby nauczanie informatyki nie zaczęło i nie skończyło się na programowaniu.

Nie piszę o tym nawet w preambule, ale badania z lat 90. i późniejsze w tym wieku pokazały, że próba wprowadzenia informatyki przez wprowadzenie programowania do szkół była gwoździem do trumny informatyki szkolnej. Na ten temat są artykuły amerykańskie, brytyjskie.

Otóż, programowanie to pewien język, którym komunikujemy się z komputerem. Poza tym że znamy język, to jeszcze powinniśmy mieć coś do powiedzenia. Prawda? Jak to mój kolega ujął „Kowalski nie miał nic do powiedzenia, Kowalski nauczył się po hiszpańsku, teraz Kowalski nie ma nic do powiedzenia po hiszpańsku”. Tak może być z językiem programowania i to może zniechęcić ucznia. Zniechęcić ucznia do zajmowania się informatyką. Bo informatyka to nie jest tylko programowanie.

To jest duże wyzwanie: w jaki sposób uczyć programowania w ramach informatyki? Jak można się zorientować z naszej propozycji zmian w podstawie, programowanie umieściliśmy w drugim punkcie celów ogólnych, a nie w pierwszym. Pierwszy i najważniejszy dotyczy rozwoju myślenia logicznego, rozwiązywania problemów i dopiero wtedy, kiedy uczeń dochodzi do pewnej metody rozwiązywania, siada i programuje. Ale nie odwrotnie.

Na początku, czyli w szkole podstawowej, proponujemy programowanie wizualne, czyli w takich językach, w których składnia nie ma „haczyków” syntaktycznych, by nie trzeba było dbać o przecinki, średniki i tak dalej. Na przykład w języku Scratch bloki można połączyć ze sobą, jeśli pasują. Uwalnia to ucznia od pewnych technikalii, ale tak długo nie można ciągnąć. Takie podejście może ucznia też znudzić. Ważnym momentem w szkole będzie, kiedy i jak „przesiąść się” z tego wizualnego programowania na tekstowe, czyli takie, które już jest na granicy z profesjonalnym programowaniem.

Teraz modny jest język Python, w którym można bardzo dużo rzeczy robić, pewnie nie wyprze poprzednich języków, jak C i C++, które są modne wśród olimpijczyków, jak i na maturze. Podsumowując, ważne jest, żeby nie zamienić informatyki na naukę programowania, bo to się skończy tak, jak w latach dziewięćdziesiątych, że uczniowie znielubią informatykę, widząc tylko programowanie. Nie każdy przecież będzie zajmował się programowaniem w życiu, ale znajomość informatyki jest obecnie kanonem przygotowania przyszłych pokoleń.

Jest jeszcze jeden argument za właściwym umieszczeniem programowania. Co w szkole uczniowie mogą programować? Przecież nie możemy im dawać bardzo zaawansowanych algorytmów. Programowanie musi więc być umiejscowione w rozwoju pojęć informatycznych. Piszę dość dużo na ten temat, przedstawiając metodykę, jak to powinno wyglądać: sytuacja problemowa, pojęcia informatyczne, metoda rozwiązywania, algorytm i dopiero programowanie. W takiej kolejności. Programowanie powinno mieć właściwe miejsce w kształceniu informatycznym, podobnie jak jest na studiach. Studia pięcioletnie informatyczne nie polegają na tym, że tam się tylko programuje.

W realizacji przedstawionej propozycji ważna będzie, jak na przestrzeni tych dwunastu lat w szkole zorganizować naukę programowania, żeby z takiej lekkiej zabawy na początku przerodziła się w bardziej profesjonalne programowanie.

MM: Gdzie Pan widzi ten moment przesiadki z języków „edukacyjnych” na takie „poważniejsze”? 

MMS: W podstawie jest jedna rzecz nie do końca widoczna, ale troszeczkę ją widać, bo mamy z tym kłopot w ministerstwie. Chcielibyśmy, żeby ta podstawa pozwalała na dużą personalizację kształcenia. Na pewno od gimnazjum, ale niewykluczone, że już od klas 4-6. Personalizacja, czyli dostosowanie zajęć do zainteresowań, potrzeb, możliwości uczniów. Jak Pan wie, dzisiaj do końca gimnazjum wszyscy uczniowie idą według tej samej podstawy programowej, zdają ten sam sprawdzian po szóstej klasie i ten sam egzamin po gimnazjum. Ale przecież ci uczniowie są różni!

To jest szalenie ważna rzecz w edukacji dzisiaj. Nie tylko nie dajemy uczniom możliwości wyboru, ale nie uczymy ich podejmowania wyborów, co jest związane z uzmysłowieniem sobie konsekwencji wyborów - wybrałeś, to teraz jest to twój obowiązek.

Ja to widzę później na studiach wśród studentów, którzy przychodzą na studia i nie wiedzą, po co przyszli. Dzisiaj łatwo się dostać na każdy kierunek studiów, wszyscy mówią, że informatyka daje pieniądze, a on nie wie, po co przyszedł. Personalizacja kształcenia jest dużym wyzwaniem, w miarę wcześnie powinna zaczynać się w szkole. Piszę w wielu artykułach, jak mój syn chodził do pierwszej klasy gimnazjum w Stanach Zjednoczonych i miał 50% przedmiotów do wyboru. Wybrał grę w golfa, strzelanie z łuku, ale miał obowiązkową matematykę i w ramach tej obowiązkowej matematyki miał siedem modułów do wyboru, trzy na trzy lata, prawda?

Czyli nawet obowiązkowe przedmioty mogą być do wyboru. I my tak chcemy zrobić z informatyką. Także to przejście od wizualnego do tekstowego programowania. Powinno się odbyć w gimnazjum, ale nie wykluczam, że może też wcześniej, bo mamy bardzo zdolnych uczniów i wcale bym się nie upierał, że ten, który jest w klasach 4-6 i znudziły go już te historyjki w Scratchu czy w jakimś innym języku, bo tych języków blokowych jest bardzo dużo, że on sobie, zacznie już pisać coś w jakimś „poważniejszym” języku. Jest taka strona Godzinakodowania.pl, którą tłumaczę na polski, gdzie robiąc jakieś programiki w Scratchu po naciśnięciu klawisza, dostaje się zapis tego programu w JavaScripcie. Gimnazjum jest tym momentem, kiedy poważnie powinno się przejść na programowanie w języku tekstowym.

MM: A nauczyciele? Czy będzie Pana zdaniem duży problem z przygotowaniem ich do tego nauczania informatyki?

MMS: To jest problem. Wróciłem z posiedzenia komitetu technicznego TC3 (jestem przedstawicielem Polski), stowarzyszenia towarzystw informatycznych IFIP do spraw edukacji, gdzie rozmawiałem z Brytyjczykami, którzy od września 2014 wprowadzili informatykę i programowanie od pierwszej do ostatniej klasy. Rozmawialiśmy na temat nauczycieli, bo kiedyś, jak oni szaleli na punkcie technologii, to mieli strasznie dużo pieniędzy, 260 milionów funtów z jakiejś loterii przeznaczyli na doskonalenie nauczycieli w 180 ośrodkach. Teraz pytam: co z przygotowaniem nauczycieli? I nie jest tak dobrze, jak było. Nie mają specjalnych funduszy. Wtedy, było to za Blaira, a teraz Cameron przycisnął troszeczkę, przykręcił trochę śrubę edukacji. On oczekuje wyników, a nie tylko wydawania pieniędzy.

Ci nauczyciele, którzy uczą teraz informatyki czy zajęć komputerowych, na pewno stanowią kadrę do przekwalifikowania. Myślę, że wielu z nich chętnie podejmie to wyzwanie przynajmniej z takiego powodu, że jest coraz mniej uczniów i coraz więcej nauczycieli niepewnie się czuje w szkole, musi więc zadbać o swój rozwój .

System doskonalenia czy raczej awansu nauczycieli jest u nas nieco chory. Bo w momencie, gdy nauczyciel staje się nauczycielem dyplomowanym, to już nie ma żadnego zawodowego wyzwania.

Stawiam poprzeczkę dość wysoko, ale nie dlatego, żeby nie przeskakiwali, tylko żeby zachęcić. Opracuję standardy przygotowania nauczycieli właśnie w zakresie informatyki, jak i system ewaluacji pracy nauczycieli w klasie, który będzie ich wsparciem.

Oczekujemy przygotowania na poziomie licencjatu z informatyki. Będziemy starali się przekonać nauczycieli, że dla realizacji tej podstawy programowej i spełnienia standardów przygotowania, które opracujemy, byłoby dobrze, gdyby dokształcili się do poziomu licencjatu ze swoimi wiadomościami i umiejętnościami informatycznymi, tak świat też na to patrzy.

Musimy przekonać nauczycieli, że to jest głównie dla dobra dzieci, ale także dla ich dobra. To duże wyzwanie, na pewno. Są pewne możliwości finansowego wsparcia, zasugerowaliśmy to w wytycznych Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, które jest obecnie od nowych funduszy europejskich, którymi dysponuje teraz samorząd. Wskazaliśmy, na co mogą być przeznaczone te środki, na przykład na studia podyplomowe dla nauczycieli informatyki, prowadzenie zajęć z programowania i tak dalej, i tak dalej. W moim głosie odczuwa Pan optymizm, jestem optymistą w tym, co proponuję i robię.

Więcej informacji o naszym rozmówcy znajdziecie na stronie mmsyslo.pl


  
znajdź w serwisie



RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy