Opłata reprograficzna nie pasuje do rzeczywistości cyfrowej. Spostrzeżenie w tle wyroku o rekompensacie z budżetu

09-06-2016, 12:08

System, w którym państwo wypłaca twórcom rekompensatę za prywatne kopiowanie, może być niezgodny z prawem UE. Tak orzekł Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie C‑470/14. System opłaty reprograficznej pobieranej przy sprzedaży sprzętu wydaje się bezpieczniejszy, ale przy okazji tej sprawy rzecznik generalny Maciej Szpunar bardzo trafnie wskazał powody, które czynią ten system ułomnym.

Dziennik Internautów wiele pisał o tzw. opłacie reprograficznej, zwanej też "opłatą od czystych nośników" albo "podatkiem od piractwa". Ta opłata jest doliczana do cen urządzeń lub czystych nośników jako rekompensata za kopiowanie utworów na własny użytek. Opłata wzbudza wiele kontrowersji bo jest naliczana arbitralnie, nie jest zbyt przejrzysta i tak naprawdę nie służy twórcom, których dzieła są kopiowane. W Polsce temat opłaty reprograficznej wywołał oburzenie, gdy ZAiKS i inne organizacje domagały się rozciągnięcia opłaty na tablety i smartfony.

Wyrok w sprawie finansowania z budżetu

W Hiszpanii problem z opłatą rozwiązano inaczej. Ustalono, że "godziwa rekompensata dla twórców" będzie wypłacana z budżetu państwa. W ten sposób koszt został przerzucony na wszystkich obywateli, ale z drugiej strony i tak wszyscy za to płacą, a poza tym była jakaś nadzieja, że opłata nie będzie podnoszona arbitralnie i bezsensownie do nadmiernych poziomów. 

Ta sytuacja nie podobała się organizacjom zbiorowego zarządzania, czyli podmiotom w rodzaju naszego ZAiKS. Wystąpiły one ze skargą na hiszpańskie rozwiązanie do hiszpańskiego sądu najwyższego (Tribunal Supremo). Sąd Najwyższy postanowił zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniem o to, czy system rekompensowania twórców, który jest finansowany z budżetu państwa, jest zgodny z przepisami unijnymi (sprawa C‑470/14).

Dziś Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że dyrektywa wyklucza taki system o ile nie gwarantuje on, że koszt "godziwej rekompensaty" jest ostatecznie ponoszony przez użytkowników kopii tworzonych na użytek prywatny. Trybunał podkreślił przy tym, że dyrektywa nie wyklucza całkowicie finansowania rekompensaty z budżetu (co zostało wybrane także przez Finlandię, Estonię i Norwegię). Chodzi po prostu o to, że "prywatnego kopiowania" mogą dokonywać tylko osoby fizyczne, a nie osoby prawne (firmy czy instytucje publiczne). Należy więc zadbać, aby osoby prawne nie ponosiły kosztów związanych z rekompensatą dla twórców.

W tej konkretnej sprawie sąd najwyższy w Hiszpanii twierdzi, że system finansowania rekompensaty z budżetu nie gwarantuje, iż koszt rekompensaty jest ponoszony wyłącznie przez użytkowników prywatnych kopii. Na budżet składają się przecież także osoby prawne. 

Firmy nie powinny płacić. 

Wyrok Trybunału sam w sobie jest bardzo ciekawy, ale dodatkowo warto zwrócić uwagę na dwie kwestie poboczne. Po pierwsze w Polsce "godziwa rekompensata" jest pobierana jako opłata reprograficzna i jest ona doliczana również do cen urządzeń używanych w firmach i instytucjach publicznych. Na problem zwracał uwagę Związek Importerów i Producentów Sprzędu Elektrycznego i Elektronicznego (ZIPSEE), który proponował zaprzestanie pobierania opłaty od kserokopiarek i urządzeń wielofunkcyjnych z opcją druku w formacie powyżej A4, a także drukarek o wydajności druku powyżej 20 stron na minutę.

Unijny Trybunał już w kilku różnych wyrokach podkreślał, że opłata za prywatne kopiowanie nie powinna obejmować sprzętu sprzedawanego do firm. Jeden z takich wyroków zapadł w październiku 2010 roku (to była sprawa PADAWAN vs. SGAE).

W Polsce nie mamy finansowania z budżetu, a mimo to system nie zapewnia, że osoby prawne są wyłączone z ponoszenia ciężaru opłaty.

Rzecznik generalny o fikcji opłaty reprograficznej

Drugą ciekawą kwestią poboczną jest opinia Rzecznika Generalnego Macieja Szpunara, jaka została wydana przy okazji sprawy C‑470/14, czyli tej dotyczącej finansowania rekompensaty z budżetu hiszpańskiego. 

Zazwyczaj wszyscy starają się przekonywać, że system "rekompensaty dla twórców" jest po prostu doskonały, a opłata reprograficzna nie ma żadnych wad. W istocie system "opłaty reprograficznej" jest mocno patologiczny, o czym Dziennik Internautów pisze od wielu lat. Rzecznik generalny Maciej Szpunar również dostrzegł tę patologiczność, a w swojej opinii bardzo trafnie wskazał jej źródła. 

Tutaj cytat z opinii rzecznika generalnego (pogrubienie nasze).

System opłaty reprograficznej w chwili jego wprowadzenia opierał się na założeniu, zgodnie z którym użytkownicy, którzy nabyli nośniki zapisu i sprzęt elektroniczny, faktycznie używają ich do celów sporządzania kopii w ramach korzystania z utworów do celów prywatnych. W epoce analogowej założenie to było bliskie prawdzie. Tym samym opłata reprograficzna przeznaczona na finansowanie rekompensaty z tytułu wyjątku dotyczącego kopii na użytek prywatny była w praktyce, z grubsza rzecz biorąc, ponoszona przez tych, którzy korzystali z tego wyjątku.

 Pojawienie się technologii cyfrowej dalece zmieniło ten obraz. Po pierwsze, technologia cyfrowa oznacza konwergencję formatów. Obecnie wszystko – tekst, dźwięk, obraz – mają postać cyfrową i mogą być zapisywane za pomocą tego samego sprzętu i na tym samym nośniku. I tak komputer i płyta CD-ROM mogą służyć zapisywaniu zarówno dokumentów prywatnych, zdjęć rodzinnych lub bazy danych osobowych, jak i książki w formie cyfrowej, nagrania muzycznego lub utworu filmowego. Po drugie, miniaturyzacja i obniżka cen sprzętu elektronicznego połączone z rozwojem internetu umożliwiły znaczny wzrost produkcji treści o charakterze prywatnym, nieobjętych prawem autorskim, oraz ich szerokie rozpowszechnianie.  

Tak więc w epoce, w której wszelkie urządzenie elektroniczne jest w rzeczywistości komputerem, wyposażonym zarówno w funkcje tworzenia, jak i zapisu treści tekstowych i audiowizualnych oraz w wiele innych funkcji, założenie, zgodnie z którym nabywca takiego sprzętu będzie prawdopodobnie sporządzał kopie utworów chronionych prawem autorskim zostało poważnie zakwestionowane. Wprawdzie, jak stwierdził sam Trybunał, system opłaty reprograficznej jest uzasadniony fikcją prawną, zgodnie z którą nabywca sprzętu elektronicznego korzysta z wszystkich funkcji tego sprzętu, w tym służących kopiowaniu treści, które mogą być chronione prawem autorskim, jednak każdy, kto korzysta z nowoczesnego sprzętu elektronicznego, wie, jak dalece założenie to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, a stanowi właśnie fikcję.

Bardzo dobrze napisane i nie trzeba już nic dodawać. Może poza tym, że polskie prawo dotyczące opłaty reprograficznej odnosi się jeszcze do magnetofonów. Dlaczego zatem ZAiKS i inne OZZ przekonują, że trzeba "dostosować prawo do epoki cyfrowej" poprzez... rozszerzenie zakresu reliktu epoki magnetofonów? 


  
znajdź w serwisie



RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy