IFPI o sprzedaży muzyki: Rządy muszą niszczyć piractwo

21-01-2011, 10:57

Cyfrowa muzyka sprzedaje się lepiej, coraz więcej osób ją kupuje, ale rządy powinny coś zrobić, aby zniszczyć piractwo - takie wnioski przedstawiła Międzynarodowa Federacja Przemysłu Muzycznego (IFPI) w swoim raporcie Digital Music Report 2011. Można było już wcześniej przewidzieć, że taki będzie raport IFPI. Według "przemysłu" - niezależnie od wzrostów na rynku - piractwo jest złe.

To już właściwie tradycja. Przemysł muzyczny od lat obserwuje wzrost sprzedaży muzyki w formacie cyfrowym pomimo ciągłego istnienia zjawiska, jakim jest wymiana plików w sieci. Wzrost sprzedaży muzyki cyfrowej musi powodować spadki sprzedaży w innych formatach. Przemysł uważa jednak, że wszystkiemu winni są "piraci".

W tym roku Dzienniku Internautów wspominaliśmy już o raporcie BPI, który pokazuje obiecujące liczby obok smutnych komentarzy o piractwie. Wczoraj pojawił się kolejny taki raport przygotowany przez IFPI (Digital Music Report 2011). Dokument ten niby dotyczy sprzedaży muzyki, ale tak naprawdę jest to tyrada na temat szkodliwości wymiany plików w sieci. O charakterze raportu dobrze świadczy podtytuł notatki na stronie IFPI - "Governments can turn the tide against piracy in 2011" (Rządy mogą odwrócić losy w walce z piractwem w 2011 r.).

>>> Czytaj: BPI: Sprzedaż muzyki świetna, ale piractwo przeszkadza

Spójrzmy na dane dotyczące sprzedaży. Z raportu wynika, że przychody z muzyki cyfrowej wzrosły w roku 2010 o 6% w skali globalnej i wyniosły 4,6 mld USD. W Europie wzrost wyniósł aż 20%. Albumy w formacie cyfrowym też sprzedają się lepiej (w Wielkiej Brytanii, Francji i USA wzrosty wyniosły odpowiednio 29%, 43% i 13%).

Przychody ze sprzedaży muzyki cyfrowej stanowią obecnie 29% wszystkich przychodów firm nagraniowych.

Sukces odniosły muzyczne cyfrowe usługi abonamentowe, np. Spotify ma 750 tys. płacących klientów, a Vodafone Music ponad 600 tys. na ośmiu rynkach w Europie. We Francji 13% aktywnych internautów korzysta z usługi Deezer. Według NPD Group 16,5% internautów w USA kupuje muzykę online, a w Wielkiej Brytanii odsetek ten wynosi 14%. IFPI nie jest jednak  z tego zadowolona i stwierdza, że świadczy to jedynie o potencjale rynku.

Firmy nagraniowe podpisały wiele umów z dostawcami internetu i operatorami komórkowymi, wliczając w to Eircom (Irlandia), Far EasTone Communications (Tajwan), FASTWEB (Włochy), SK Telecom (Korea Południowa), TDC (Dania), Vodafone (Europa) i in. Konsumenci mają dostęp do 13 mln piosenek dostępnych w ramach 400 usług.

Bo debiuty, bo Hiszpania, bo raport...

Wydaje się, że IFPI ma powody do radości, ale raport ma przecież na celu wykazanie, jak szkodliwe jest piractwo. IFPI uważa, że to obecnie główny problem rynku muzycznego, na co daje trzy dowody.

  • Mniej nowych artystów przebija się na scenę. Łączna sprzedaż albumów debiutantów w zestawieniu 50 najlepiej sprzedających się albumów stanowiła w roku 2010 zaledwie czwartą część tego, co w 2003.
  • W Hiszpanii (będącej niegdyś silnym rynkiem muzycznym) sprzedaż muzyki spadła o ok. 22% w roku 2010.
  • Niezależne (?) badania Tera Consultants pokazują, że zagrożone jest 1,2 mln miejsc pracy w przemyśle muzycznym.

Trudno powiedzieć, czy mniejsza liczba debiutujących artystów jest problemem w czasach, gdy debiuty generalnie tracą na znaczeniu. IFPI i przemysł muzyczny zdaje się nie dostrzegać faktu, że muzyka traci znaczenie dla słuchaczy. Niegdyś słuchano jej bardziej refleksyjnie, co wymuszało na wydawcach poszukiwanie nowych środków wyrazu. Minęły czasy, gdy ludzie zbierali się, aby wysłuchać nowej płyty i podyskutować o niej. Dziś wystarczy artystka taka, jak Lady Gaga, i tworzenie wokół niej atmosfery niesamowitości. Nowej muzyki nie słucha się z uwagą - ląduje ona w dużej kolekcji plików MP3, które tworzą "tapetę dźwiękową" otaczającego nas świata.

Drugą ciekawą rzeczą jest to, że IFPI wskazała w swoim raporcie Hiszpanię - kraj, który odrzucił kontrowersyjne "prawo Sinde", okazując tym samym nieposłuszeństwo wobec amerykańskiego przemysłu rozrywkowego. Czyżby zemsta?

Najbardziej interesujące jest wskazywanie raportu Tera Consultants jako dowodu na to, że coś złego się dzieje. O tym raporcie wspominaliśmy w marcu 2010 r. Jego autorzy stwierdzili, że wymiana plików przez internet pozbawi pracy 1,2 mln osób. Na podstawie wyliczeń raportu można było dojść do ciekawych wniosków, np. stwierdzić, że ten, kto pobiera najwięcej muzyki, dysponuje największym budżetem na jej zakup. Więcej na ten temat w tekście pt. P2P pozbawi pracy 1,2 mln osób? Jak to policzono?

IFPI zdaje się też całkowicie pomijać fakt, że przemysł muzyczny przechodzi wielką zmianę - płyty CD są zastępowane przez pliki w formacie cyfrowym. Nie można więc oczekiwać, że rosnąca popularność muzyki cyfrowej nie odbije się na sprzedaży płyt. To trochę tak, jakby producenci sprzętu audio narzekali na to, że rosnąca sprzedaż odtwarzaczy CD zepsuła sprzedaż odtwarzaczy kasetowych. Możliwe, że wpływy z muzyki cyfrowej są mniejsze. Wynika to jednak z tego, że nabywca cyfrowej muzyki płaci tylko za te piosenki, które naprawdę chce. Nie musi kupować całego albumu dla jednego hita.

W najnowszym raporcie IFPI podano przykłady udanych działań rządów zmierzających do zmniejszenia piractwa (m.in. prawo Hadopi). Napiętnowano kraje nieposłuszne i wspomniano o potrzebie wprowadzenia nowych rozwiązań prawnych, m.in. odpowiedzialności dostawców internetu za naruszenia praw autorskich. Raport jest więc w pełni zgodny z tendencjami widocznymi w takich inicjatywach, jak ACTA.

Generalnie odnosi się wrażenie, że IFPI wcale nie przygotowała zestawienia dla ludzi z branży. Ten raport jest apelem do polityków o to, aby bezzwłocznie i bezmyślnie wprowadzali prawo, którego życzy sobie przemysł. Nie zdziwmy się, jeśli za jakiś czas polscy politycy będą cytować ten raport.

>>> Czytaj: WikiLeaks powstrzymał cenzurowanie sieci w Hiszpanii?


Źródło: IFPI
  
znajdź w serwisie

RSS  

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy