Gwarantowana prędkość internetu - wszyscy mają obawy

09-03-2011, 13:12

Operatorzy powinni określić minimalne prędkości internetu w umowach, a sankcją za niespełnienie warunków powinno być zwolnienie z opłaty abonamentowej - taki jest pomysł Ministerstwa Infrastruktury. Operatorom pomysł minimalnych prędkości może się podobać, ale proponowane sankcje rodzą wątpliwości u wszystkich. Może nie trzeba odrzucać pomysłu, ale tylko go zmienić?

W ubiegłym tygodniu Dziennik Internautów pisał o założeniach Ministerstwa Infrastruktury do nowelizacji Prawa telekomunikacyjnego. W dokumencie zaproponowano, aby operatorzy określali w umowach z abonentami minimalną gwarantowaną prędkość transferu danych. W przypadku, gdy prędkość faktycznie oferowana byłaby niższa niż 90% prędkości gwarantowanej, klient byłby zwolniony z opłaty abonamentowej. Poniżej link do tekstu na ten temat.

>>> Czytaj: Operatorzy zagwarantują minimalną prędkość usług?

Wspominaliśmy już o obawach wyrażonych w czasie konsultacji. Poważne zastrzeżenia do tego pomysłu miały TP, PIKE, KIGEiT. Dziennik Internautów obiecał spytać o opinie również innych operatorów. Wpłynęły do nas dwie odpowiedzi - od Play i Dialogu.

Rzecznik Play Marcin Gruszka napisał:

Nas bardzo cieszy ta zmiana. Play jako jedyny operator nie obiecuje klientom gruszek na wierzbie. Nie mówimy w reklamach o szybkościach 21 Mbps czy 42 Mbps, jak robią to nasi koledzy. Nie wiem, czy poprawi to jakość, ale na pewno ogranicza marketingową ściemę. Proszę jednak pamiętać, że to Internet mobilny i nie w każdym miejscu jego zasięg jest identyczny. Mogą się zdarzyć miejsca z gorszym zasięgiem, choćby w centrum Warszawy i należy się zastanowić, jak dokładnie oceniać te odchylenia. Jeżeli tego nie określimy precyzyjnie, wywoła to ogromną liczbę reklamacji. W zasadzie zawsze znajdziemy miejsce ze słabym zasięgiem u każdego operatora. Czy zgodnie z tym zapisem będziemy mogli na tej podstawie zerwać umowę? To musi być bardzo dokładnie doprecyzowane.

Marta Pietranik-Pacuła z Telefonii Dialog napisała natomiast:

Na razie to tylko założenia do ustawy. Chwalebne w celach, ale wymagające uszczegółowienia i na pewno ogólnorynkowej dyskusji. O ile nikt nie podważa konieczności podnoszenia jakości usług internetowych w Polsce, o tyle wątpliwe są plany dotyczące np. sposobów jej weryfikacji i egzekucji. Na dziś żaden operator nie posiada rozwiązań zapewniających stałe monitorowanie i rejestrację przepływności dla każdego z klientów indywidualnie. Wprowadzenie takich rozwiązań podniosłoby koszty świadczenia, a więc i końcową cenę - analogicznie jak na rynku biznesowym, gdzie usługi z wyższym SLA (Service Level Agreemnet - gwarancja jakości) są droższe.

Najlepszym naszym zdaniem sposobem na podnoszenie jakości usług internetowych w Polsce jest wsparcie inwestycji w kierunku budowy sieci nowej generacji oraz konkurencja, dzięki której klient zawsze wybierze usługę o najlepszych parametrach. Dziś konkurencja sprowadza się najczęściej do ceny i marketingu, a operatorzy korzystają z tych samych zasobów sieciowych. Ważne, by rynek miał świadomość również jakości infrastruktury u poszczególnych dostawców.

Dialog jako jeden z nielicznych operatorów ma jednorodną, jednolitą sieć, a od kilku lat konsekwentnie ją modernizuje, by zapewnić jeszcze wyższą jakość świadczonych usług. Stąd m.in największy w Polsce, jeden z większych w Europie, realizowany przy wsparciu unijnym, projekt budowy sieci w technologii PON (światłowód do domu).

Opinię TP można poznać, czytając wcześniejszy tekst na ten temat. Generalnie widać, że operatorzy rozumieją potrzebę definiowania minimalnej prędkości, ale nawet ci najbardziej otwarci na wyzwania nie chcą być karani według niejasnych zasad.

Możliwe, że pomysł gwarantowania minimalnych prędkości zostanie całkowicie odrzucony z powodu oporu operatorów, zresztą całkiem zrozumiałego. Warto natomiast zwrócić uwagę na to, że pomysł ten miałby większą szansę na realizację, gdyby ustawodawca nie zapędził się w zakresie "sankcji".

Wszyscy mają rację

Przyjrzyjmy się temu, co do powiedzenia mają operatorzy i konsumenci.

  • Operatorzy niewątpliwie mają rację, mówiąc, że zagwarantowanie stałej prędkości będzie bardzo kosztowne, jeśli w ogóle jest możliwe.
  • Konsumenci mają rację, mówiąc, że nie jest uczciwe sprzedawanie łącza o prędkości 10 czy 20 Mbps, aby później świadczyć usługę o prędkości 512 kbps czy nawet 2 Mbps.

Autorzy ministerialnych założeń bardzo przesadzili, wymagając, aby operator gwarantował cały czas 90% minimalnej prędkości. To niewątpliwie prawda. Byłoby jednak dobrze, gdybym prawo chroniło konsumentów przed tym, co Marcin Gruszka określił jako "marketingowa ściema".

Przepisy mogłyby np. ułatwiać rozwiązanie umowy w przypadku, gdy abonent stale uzyskuje dostęp do sieci z niezadowalającą prędkością (np. o 50-60% niższą niż gwarantowana, choć można też wymyślić wiele innych metod określania "niezadowalającej prędkości"). To otwierałoby drogę do tego, o czym pisała przedstawicielka Dialogu, a więc do konkurencji. Rzeczywiście dziwnym pomysłem jest pozbawianie operatora abonamentu za wykonaną usługę, ale ułatwianie rozwiązania umowy miałoby sens.

Oczywiście powyższa propozycja rodzi masę różnych problemów (jak każda). Czy to abonent ma ustalać, jaka jest prędkość łącza? Jak powinien to udokumentować? A może po złożeniu skargi powinien to sprawdzić operator? Jeśli tak, to według jakich procedur? Czy nie należy przewidzieć wyjątków dla braku zasięgu w sieci mobilnej? Czy nie należy stworzyć innych zasad dla sieci mobilnej i stacjonarnej?

Pytania mnożą się same i odpowiadanie wcale nie jest łatwe. Byłoby jednak miło, gdyby ustawodawca chciał przeanalizować te problemy. Oczywiście jest wyjście łatwiejsze - zapomnieć o "prędkości gwarantowanej" i pozostawić konsumentom rozwiązywanie problemów ze "ściemą".

>>> Czytaj: TP chce inwestycji, a nie niższej stawki MTR


Źródło: Dziennik Internautów
  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy