Antypiraci odstąpili od roszczeń do filmu uważanego za domenę publiczną

23-02-2015, 13:56

Antypiracka firma Bailey & Morgan występowała do internautów z propozycją ugody w związku z udostępnianiem starego filmu uważanego za domenę publiczną. Firma twierdziła, że posiada jakąś licencję upoważniającą do roszczeń, ale teraz twierdzi, że postanowiła od roszczeń odstąpić.

Uwaga: Opisana tutaj sprawa ma swój dalszy ciąg opisany w tekście pt. Copyright trolling na Chomikuj.pl totalnie bez podstaw? Sprawa "Nocy żywych trupów" okazała się wpadką antypiratów

Dziś rano pisałem w Dzienniku Internautów o działaniach firmy Bailey & Morgan, która wysyłała do użytkowników Chomikuj.pl "wezwania przedsądowe" w związku z rzekomymi naruszeniami praw autorskich. Co ciekawe, firma wystąpiła do ludzi udostępniających film znajdujący się w domenie publicznej. Firma twierdziła, że posiada jakąś licencję upoważniającą ją do takich roszczeń. Szczegóły w tekście pt. Grożą pozwem za umieszczenie filmu z domeny publicznej na Chomikuj.pl.

Zwróciłem się dziś do firmy Bailey & Morgan z pytaniem o tę licencję. Otrzymałem wreszcie odpowiedź. Okazało się, że licencji nie mogę zobaczyć, a przynajmniej Bailey & Morgan nie prześle jej elektronicznie. Okazało się jednak również, że mimo posiadania tej licencji firma postanowiła odstąpić od roszczeń. 

Mamy licencję, ale odstępujemy od roszczeń

Oto odpowiedź, pod którą podpisał się Paweł Kubiak z Bailey & Morgan. Pogrubienia zostały dodane przez redakcję DI. 

Dzień dobry,

Nie czujemy się upoważnieni do przekazywania żadnych licencji jak również umów naszych Mocodawców podmiotom trzecim. Oczywiście może Pan w tej sprawie zgłosić się jeszcze do kancelarii CODEX, z naszej strony tego typu dokumentu na pewno nie przekażemy co jest oczywiste i logiczne bowiem działanie to byłoby sprzeczne z prawem (tajemnica przedsiębiorstwa Mocodawcy).

Jeżeli bardzo zależy Panu na uzyskaniu wglądu w licencję to proponuję po prostu napisać bezpośrednio do kancelarii CODEX i zapytać się czy kancelaria zgodzi się na spotkanie w tej sprawie oraz okazanie Panu licencji na miejscu w swojej siedzibie.

W kwestii public domain (domeny publicznej) - pojęcie to wywodzi się z Common Law, w Polsce jak Panu wiadome posiadamy inny system prawny niż Common Law i na gruncie prawa polskiego nie istnieje pojęcie domeny publicznej i za tym idące skutki prawne (w tym również ewentualna ochrona) bowiem brak jest przepisu który by to statuował. Jest to oficjalna wiedza z którą w każdej chwili może się Pan zapoznać.

Ponadto, do Pana wiadomości i zainteresowanych, postanowiliśmy już znacznie wcześniej odstąpić od roszczeń pieniężnych związanych z tym tytułem - osoby które otrzymały od nas upomnienia i zgłosiły się do nas, w sytuacji gdy nie posiadały żadnych innych naruszeń na swoich kontach otrzymywały po prostu upomnienie oraz informację iż na chwilę obecną od roszczeń odstępujemy.

Powyższa odpowiedź jest ciekawa z dwóch powodów.

  1. Firma postanowiła odstąpić od roszczeń, ale najwyraźniej informuje o tym tylko te osoby, które "zgłosiły się do niej". Czemu takie działanie ma służyć? Skoro firma nie ma roszczeń, po co wysyła do ludzi korespondencję z zapowiedzią postępowań karnych i cywilnych? W poprzednim tekście na ten temat opisałem, jak wyglądała wiadomość wysłana do jednego z internautów. Czy tak powinny wyglądać komunikaty kierowane do ludzi w przypadku odstąpienia od roszczeń? 
  2. Przedstawiciel Bailey & Morgan w swojej odpowiedzi próbuje sugerować, że w polskim prawie nie istnieje coś takiego jak domena publiczna. Cóż... nie on jeden tak twierdzi, ale termin "public domain" znajduje się w konwencji berneńskiej, której Polska jest sygnatariuszem. W polskim prawie brakuje nazwy "domena publiczna", bo autor tłumaczenia konwencji berneńskiej użył w odpowiednim jej miejscu sformułowania "własność publiczna państwa". Sprawia to nieco problemów, ale jednak wielu specjalistów uważa, że "domena publiczna" ma w Polsce umocowanie prawne. Zwrócił mi na to uwagę znany prawnik Piotr Waglowski, a więc człowiek zorientowany w temacie. Możecie też zajrzeć do ciekawego artykułu na ten temat w Czasopiśmie Lege Artis prowadzonym przez prawnika Olgierda Rudaka. 

Tak czy owak firma odstępuje od roszczeń pieniężnych. To miłe.  

Warto poświęcić nieco więcej miejsca sprawie licencji. Ja nie wątpię, że jakaś licencja może istnieć (pracownik Bailey & Morgan twierdził, że mój tekst coś takiego sugeruje, z czym ja się nie zgadzam). Mogę natomiast stwierdzić, że posiadanie licencji na film powszechnie uważamy za domenę publiczną jest dość zaskakujące. Oczywiście chętnie bym tę licencję zobaczył. Z korespondencji z Bailey & Morgan dowiedziałem się, że ten dokument może być udostępniony do wglądu w kancelarii w Bielsku-Białej, ale nie można go przesłać elektronicznie, gdyż jest to tajemnica przedsiębiorstwa. Oczywiście będę musiał rozważyć, czy do tej kancelarii się nie wybrać.

Przedstawiciel Bailey & Morgan miał do mnie żal, że nie stawiłem się w Bielsku Białej już teraz. Z mojego punktu widzenia wygląda to inaczej. Najpierw to firma Bailey & Morgan twierdziła, że posiada licencję (tak wynikało z korespondencji kierowanej do użytkownika). Skierowałem pytania do firmy Bailey & Morgan. Teraz wiem, że licencja jest do wglądu w Bielsku-Białej, ale po odstąpieniu od roszczeń nie jest to dla mnie sprawa priorytetowa. Oczywiście nadal chciałbym zobaczyć tę licencję, ale na wszystko przyjdzie czas. 

Copyright trolling i "obiektywne" dziennikarstwo

Wcześniej pisałem również o tym, że miałem serię innych pytań do firmy Bailey & Morgan. Chciałem wiedzieć m.in. czy firma Bailey & Morgan tworzy jakąś bazę informacji na temat sprawców naruszeń i czy w bazie tej mogą się znajdować dane mające charakter danych osobowych? Pytanie to jest dość istotne, bo firma Bailey & Morgan najwyraźniej zbiera jakieś informacje o ludziach, ale na jakiej podstawie? Nie wiem, a zwyczajnie chciałbym wiedzieć.

Firma Bailey & Morgan stwierdziła, że przekaże mi odpowiedzi na pytania dopiero wtedy, gdy... publikowane w DI informacje na temat copyright trollingu "będą przekazywane w sposób bardziej rzeczowy i bardziej obiektywny". 

Akurat obiektywność w przypadku tematu takiego, jak copyright trolling, staje się bardzo płynnym pojęciem. Jeśli napiszesz krótkiego newsa w stylu "Kancelaria uderzyła w piratów" i opiszesz go absolutnie jednostronnie, przedstawiając tylko interesy posiadaczy praw autorskich, będziesz uznany za "obiektywnego dziennikarza". Przykład takiego obiektywnego dziennikarstwa opisywałem w lipcu ubiegłego roku, gdy autor tekstu prasowego z automatu założył, że każdy odbiorca pism z kancelarii musi być sprawcą naruszeń. Czy to naprawdę jest obiektywna i pogłębiona analiza? Moim zdaniem nie.

Jeśli więc jesteś dziennikarzem i spytasz o sprawę tylko antypiratów, ale nie zapytasz ani jednego odbiorcy pism, będziesz obiektywny. Spróbuj jednak porozmawiać z odbiorcami pism, spróbuj podnieść przemilczane kwestie etyczne, spróbuj pytać o prawo ochrony danych osobowych i nagle stajesz się "nieobiektywny". Obiektywność z perspektywy firm takich jak Bailey & Morgan oznacza spłycenie tematu albo założenie, że działania antypirackie są zawsze słuszne. Czy są? Nie wiem. Ja po prostu o to pytam, a niektóre z tych działań wzbudzają istotne wątpliwości. Czy mówienie o wątpliwościach to już brak obiektywności?

Uwaga: Opisana tutaj sprawa ma swój dalszy ciąg opisany w tekście pt. Copyright trolling na Chomikuj.pl totalnie bez podstaw? Sprawa "Nocy żywych trupów" okazała się wpadką antypiratów


  
znajdź w serwisie



RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Kwiecień 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930