Prawa autorskie uciszą muzykę klasyczną

28-09-2011, 14:18

Rada UE przyjęła dyrektywę rozszerzającą okres ochrony nagrań. W związku z tym wiele cennych nagrań z muzyką klasyczną nie ujrzy szybko światła dziennego. Teoretycznie prawo powinno zagwarantować wynagrodzenie wykonawcom, ale jak dotrzeć do członków orkiestry symfonicznej, która zagrała pewien koncert w roku 1960?

We wrześniu Dziennik Internautów informował o tym, że Rada UE przyjęła dyrektywę wydłużającą okres ochrony praw autorskich do nagrań muzycznych z 50 do 70 lat. Zdaniem Rady UE było to konieczne, bo artyści młodo zaczynają karierę i okres ochrony okazuje się zbyt krótki, aby zapewnić im przychody na starość i dać im możliwość ograniczenia wykorzystania ich dzieł w sposób, którego by sobie nie życzyli.

Wiadomość o rozszerzeniu okresu ochrony dobrze przyjęli wydawcy muzyki oraz organizacje przez nich finansowane. Nic dziwnego - te podmioty z pewnością na nowym prawie skorzystają. Można wątpić w to, czy na przedłużeniu okresu ochrony faktycznie skorzystają artyści. Odbiorcy kultury i konsumenci z pewnością na tym nie skorzystają. Kreatywność przemysłu muzycznego też ucierpi - nie będzie zachęty do inwestowania w młode talenty.

Czytaj: UE: 70 lat ochrony dla nagrań. Zachęta do kreatywności?

Okazuje się, że w praktyce rozszerzony okres ochrony może sprawić, że wiele cennych nagrań nie ujrzy światła dziennego lub stanie się to po bardzo długim czasie. Jednocześnie trudno będzie wynagrodzić trud artystów. Uwagę na to zwrócił użytkownik PristineAudio w komentarzu zamieszczonym w serwisie Guardian.

Firma Pristine Audio zajmuje się rekonstruowaniem i remasterowaniem historycznych nagrań muzyki klasycznej i najwyraźniej autor komentarza był jej przedstawicielem. Podał on przykład nagrania z koncertu, jaki w 1960 roku dała Philadelphia Orchestra kierowana przez słynnego dyrygenta Leopolda Stokowskiego. Nagranie w tym roku przeszło do domeny publicznej (minęło 50 lat), zatem można było wydać je w lepszej jakości, wykorzystując do tego kopie taśm-matek, jakie stacja radiowa przygotowała dla dyrygenta. Wcześniej nagranie z tego koncertu znane było tylko we fragmentach, z kopii marnej jakości.

Na wydanie tych nagrań nie można byłoby sobie pozwolić, gdyby nie przeszły one do domeny publicznej. Standardowy kontrakt z orkiestrą pozwala bowiem na transmitowanie koncertu i jedną retransmisję. Wydanie nagrań przed upływem okresu ochronnego wymagałoby podpisania nowego kontraktu, konieczne byłoby więc namierzenie członków zespołu orkiestrowego z roku 1960. To mogłoby się okazać niemożliwe. Może ktoś pamięta, kto wtedy grał pierwsze skrzypce, ale czy uda się dotrzeć do orkiestranta, który grał wówczas na trójkącie?

Dotarcie do wykonawców po 50 latach może być trudne. Jeszcze trudniejsze będzie po 60 czy 69 latach. W praktyce oznacza to, że część muzyki będzie leżała w archiwach, jeśli oczywiście te archiwa będą istnieć i będą w stanie przechować te skarby.

A wynagrodzenia dla artystów? Nie będzie wynagrodzeń, bo nie da się zarobić na muzyce, która leży w archiwum. Co gorsze, nie będzie można nawet cieszyć się tą muzyką. Dziadek będący kiedyś trianglistą nie będzie mógł pokazać wnuczkowi płyty i powiedzieć: "a wiesz, to ja grałem wtedy na trójkącie".

Czytaj: UE: Porozumienie ws. książek o wyczerpanym nakładzie


Przepisy na coś słodkiego z kremem Nutella
  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy