Zarzut zdrady stanu miał uciszyć niemieckich blogerów? Nie udało się - #Landesverrat

03-08-2015, 09:33

Serwis Netzpolitik.org ujawniał plany niemieckiego rządu dotyczące inwigilacji. Dziennikarze stali się celem śledztwa, zarzucano im zdradę stanu. Wywołało to falę społecznego oburzenia i śledztwo już wstrzymano.

W skrócie:

  • Niemiecka prokuratura uruchomiła śledztwo przeciwko dziennikarzom z serwisu Netzpolitik.org, który ujawniał plany dotyczące działań związanych z inwigilacją w internecie. 
  • Informacje o śledztwie wywołały falę krytyki wobec prokuratury generalnej. W Berlinie odbył się nawet marsz w obronie dziennikarzy.
  • Śledztwo jest tymczasowo wstrzymane.

Na przestrzeni ostatnich lat sporo było wycieków dotyczących nadmiernej inwigilacji. Część z tych wycieków dotyczyła Polski i nasz rząd z pewnością miałby co wyjaśniać. Z jakichś powodów nasze społeczeństwo na to nie naciska. 

W innych krajach doniesienia o nadmiernej inwigilacji wzbudzają większe zainteresowanie. W ujawnianiu tych informacji niemałą rolę odegrał serwis Netzpolitik.org. Ujawnił on m.in. informacje o projekcie za 2,75 mln euro, który miał się koncentrować na analizie treści zamieszczanych w internecie. Blog poinformował także o planie stworzenia nowej jednostki, w której 75 szpiegów miało monitorować m.in. serwisy społecznościowe.

Dziennikarze podejrzani o zdradę stanu? 

Ujawnianie takich informacji z pewnością nie podobało się władzom. Można było spodziewać się śledztwa, ale chyba nikt się nie spodziewał, że to śledztwo zostanie uruchomione przeciwko dziennikarzom. W ubiegły czwartek jeden z tych dziennikarzy - Andre Meister - poinformował na stronie Netzpolitik.org o otrzymaniu pisma z prokuratury generalnej. Wynikało z niego, że dziennikarz jest podejrzewany o zdradę stanu. Pozostali podejrzani to Markus Beckendahl (drugi dziennikarz) oraz jakaś trzecia, nieznana jeszcze osoba.

W niemieckim internecie zawrzało i łatwo zrozumieć dlaczego. Władze zachowały się tak, jakby chciały zwyczajnie uciszyć dziennikarzy. W obronie dziennikarzy wystąpiły m.in. organizacje pozarządowe takie jak EDRi. Na Twitterze pojawiły się wpisy z hashtagiem #Landesverrat (zdrada stanu), w których internauci wyrażali solidarność z dziennikarzami. 

W sobotę w Berlinie odbył się marsz w obronie Netzpolitik.org. Wzięło w nim udział 2 tys. protestujących (zob. DW.com, Thousands march in Berlin over journalist 'treason' claims).

Marsz ws. Netzpolitik.org
fot. Andi Weiland (lic. CC BY)

Pojawiły się memy na temat zdrady, sprawę zaczęły opisywać media niemieckie i zagraniczne. Gazety "Die Zeit" oraz "Der Spiegel" podkreślały, że dziennikarze wystąpili w obronie demokracji. Nawet niemiecki minister sprawiedliwości Heiko Maas wyraził wątpliwości, czy działanie blogerów mogło być zdradą. Nie chcieli oni przecież zaszkodzić krajowi. Nie można też powiedzieć, by pomagali jakiemuś wrogowi z zewnątrz. 

Śledztwo wstrzymane

Na efekty krytyki nie trzeba było długo czekać. Jeszcze w piątek prokurator generalny Harald Range powiedział gazecie Frankfurter Allgemeine Zeitung, że dla dobra wolności prasy śledztwo przeciwko dziennikarzom zostanie wstrzymane. Najpierw prokuratura postara się wyjaśnić, czy w ogóle doszło do ujawnienia tajemnicy państwowej. Opinię w tej sprawie ma wydać niezależny ekspert. 

Blogerzy zapowiadają, że będą nadal ujawniać wycieki, o ile oczywiście nie pójdą do więzienia. Zawieszenie śledztwa ma charakter tymczasowy i sytuacja blogerów może się pogorszyć, kiedy sprawa nieco przycichnie.

Tymczasem prokurator generalny Harald Range musi stawić czoło politykom opozycji, którzy żądają od niego ustąpienia ze stanowiska (pisze o tym DW.com). Można spotkać się z opiniami, że w Niemczech zbyt mało zrobiono, by wyjaśnić udział władz w masowej inwigilacji, za to dość szybko zdecydowano się na ściganie dziennikarzy ujawniających takie działania.


  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Listopad 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930