Sharing economy. Dlaczego lepiej używać wspólnie niż mieć na własność?

28-06-2018, 19:47

W czasach wszechobecnej konsumpcji na pytanie „być czy mieć” młode pokolenie Polaków coraz częściej odpowiada „być”. Bo „nie mieć” nie jest już równoznaczne z „nie korzystać”. Czy globalne pożyczanie będzie znakiem przyszłości?

Posiadanie, a tym samym wypełnianie swojego życia rzeczami, które mają świadczyć o naszym statusie społecznym to model postępowania, który z roku na rok ma coraz mniej zwolenników. O ile pragnienie posiadania własnych czterech kątów wciąż jest w kręgu aspiracji Polaków, o tyle inne dobra materialne już niekoniecznie, bowiem nowoczesna gospodarka pozwala cieszyć się nimi bez potrzeby posiadania tego na własność.

Ekonomicznie i ekologicznie

Okazuje się, że zjawisko globalnego pożyczania ma już swoją naukową nazwę – sharing economy, czyli po polsku ekonomia współpracy lub inaczej – gospodarka współdzielenia. To zjawisko, które w teorii naukowej opisano już dawno, ale dopiero teraz, dzięki wszechobecnej digitalizacji, ma ono szansę w pełni zaistnieć w rzeczywistości. Jednym z jego elementów jest właśnie współużytkowanie, które rozwinęło się dzięki postępowi technologii, który z kolei zrewolucjonizował komunikację.

Głównym założeniem ekonomii współdzielenia jest idea, że dostęp do dóbr jest bardziej wartościowy niż samo ich posiadanie, a co za tym idzie, brak czegoś na własność nie stoi na przeszkodzie w użytkowaniu danej rzeczy. Dotyczy to zwłaszcza tych przedmiotów, na posiadanie których nie można sobie pozwolić ze względu na wysokie koszty lub nie chce się ich mieć z powodu stosunkowo rzadkiej potrzeby korzystania, jak tłumaczy Marcin Maliszewski, współwłaściciel w firmie blinkee.city, wypożyczającej skutery elektryczne.

Konsumentów korzystających z współdzielenia nazywa się odpowiedzialnymi, bo ekonomia współdzielenia ma także swoje ekologiczne podstawy. W dobie konsumpcjonizmu i nadprodukcji społeczeństwo zaczyna dostrzegać negatywne skutki takiego stanu rzeczy, a obroną przed nim ma być właśnie świadome rezygnowanie z posiadania na rzecz korzystania z dostępnego dobra w razie potrzeby, tak aby zmniejszyć zjawisko globalnej nadprodukcji i jej niekorzystnych dla ludzi konsekwencji.

Posiadanie na godziny

Wypożyczyć na określony czas można wszystko to, czego nie musimy mieć na własność, by przeżyć. Oczywistym przykładem są tutaj wypożyczalnie samochodów, ale warto zwrócić uwagę także na inne dobra, które od lat istnieją już nie tylko jako towary, ale przede wszystkim jako usługi. Tak właśnie stało się z muzyką czy kinem, które swoje miejsce znajdują teraz przede wszystkim na platformach internetowych lub w wirtualnych wypożyczalniach, a ich kupowanie i kolekcjonowanie uchodzi raczej za hobby niż typowy sposób korzystania. Taki sam los coraz częściej spotyka luksusowe ubrania, na wypożyczanie których decydują się już nie tylko celebryci, lecz także przeciętni „Kowalscy”. W dużych miastach furorę robi też coworking, który klasyfikowany jest jako jeden z obszarów rozwoju gospodarki współdzielenia. Coworkingiem określa się nowoczesny sposób pracy, który polega na samodzielnym działaniu, ale we wspólnym biurze. Przestrzenie coworkingowe to miejsca, w których na pracy skupiają się niezależnie osoby, najczęściej freelancerzy, którzy chcą pracować samodzielnie, ale nie samotnie.

Biznes w stylu sharing economy

Idea wspólnego dobra budzi kreatywność w przedsiębiorcach, którzy wychodzą do konsumentów z coraz ciekawszymi pomysłami na usługi. Właśnie na tej fali w Marcinie Maliszewskim i jego wspólnikach zrodził się pomysł na blinkee.city, czyli elektryczne skutery do wypożyczania w mieście. – Sercem całego projektu jest aplikacja mobilna, przez którą użytkownik zakłada swoje konto, płaci i wypożycza, a nawet uruchamia skuter. Nie ma żadnej stacji, gdzie trzeba maszynę odprowadzić – tam, gdzie skończyliśmy trasę, tam zostawiamy skuter. To wygodne, proste w obsłudze i ekologiczne, czyli właśnie takie, jakiego chce nowoczesny mieszkaniec miasta i świadomy konsument – mówi Maliszewski. Scooter sharing, tak jak inne elementy globalnego „sharingu” został przyjęty przez polskich konsumentów bardzo pozytywnie, a firma w krótkim czasie z kilku złożonych w domu skuterów rozrosła się do kilkunastu pokaźnych flot (firma ma już w Europie blisko 700 pojazdów) zlokalizowanych w największych polskich miastach oraz za granicą, np. w Walencji czy Budapeszcie.

Źródło: Synertime


Źródło: materiał nadesłany do redakcji
  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Kwiecień 2020»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930