Potencjał rozwijany dzięki otwartemu oprogramowaniu

15-04-2019, 19:35

Open source, czyli otwarte oprogramowanie rozwijane przez społeczności, obchodzi w tym roku swoje 21-lecie. Choć na początku kojarzony był głównie ze słabo działającymi pakietami biurowymi i nie wróżono mu sukcesu, z czasem zyskał zwolenników, a jego globalna wartość rośnie. Według firmy doradczej Forrester obecnie programiści pracujący nad rozwojem nowych aplikacji nawet w 80-90% bazują na otwartych komponentach. Z kompletnych rozwiązań, zaprojektowanych w duchu „wolnego oprogramowania”, korzystają dziś także krajowe administracje.

Nazwą open source określamy oprogramowanie, którego kod źródłowy jest udostępniony do powszechnego użytku, dzięki czemu mogą nad nim pracować programiści z całego świata. Do powstania tej filozofii przyczyniło się ponad dwie dekady temu upublicznienie przez firmę Netscape kodu źródłowego przeglądarki internetowej Netscape Navigator. To był prawdziwy wstrząs. W tamtych czasach bowiem duże firmy trzymały kody swoich sztandarowych rozwiązań pod kluczem, pilnie strzegąc przed konkurencją i przestępcami. Początkowe obawy o ujawnianie know-how stopniowo jednak malały. Stopniowo do grona wspierającego open source zaczęli dołączać także inni globalni gracze, włączając do wspólnej puli, jak OVH, autorskie patenty. Trend ten wciąż jest rozwojowy i niedawno jeden z gigantów uwolnił około 60 tysięcy patentów związanych z Linuksem.

Potencjał i rozwój

Koncepcji open source udało się w ciągu dwóch dekad rozkwitnąć, ponieważ okazało się, że zalet społecznościowego opracowywania oprogramowania jest więcej niż wad. W efekcie, za pośrednictwem samego GitHub’a i w samym tylko 2018 roku, nad setkami tysięcy projektów pracowały ponad 24 miliony programistów z ponad 200 krajów. Niektóre z tych projektów są dopracowywane do końca, a część służy jako element składowy większych lub bardziej zaawansowanych rozwiązań. Dzięki open source powstało ponadto wiele popularnych programów, takich jak pakiet biurowy LibreOffice, legendarny edytor grafiki GIMP czy najpopularniejszy darmowy edytor audio – Audacity. Prace na otwartym kodzie doprowadziły też do powstania systemu operacyjnego Ubuntu oraz elementów innego – Android OS, z którego korzysta około 2 miliardów użytkowników smartfonów. Wreszcie przyjęło się uważać, że open source jest jednym z motorów rozwoju innowacji w IT.

Open source to jednak nie tylko aplikacje dla konsumentów. Otwarte oprogramowanie to przede wszystkim spektrum nieskończonych możliwości rozwoju kodu źródłowego przez programistów w skali globalnej. Z rodowodem otwartego oprogramowania funkcjonuje więc też bardzo wiele krytycznych obecnie rozwiązań IT. Według Linuxa korzystanie z otwartego oprogramowania deklaruje aż 9 na 10 polskich firm z sektora technologii. Jak pokazało badanie przeprowadzone przez OVH – specjaliści, inżynierowie i osoby zarządzające projektami IT największych przewag open source upatrują w niskich kosztach zakupu i utrzymania tego typu rozwiązań. Doceniają też niezależność od wielkich dystrybutorów, a także elastyczność w tworzeniu oprogramowania na własne potrzeby.

Właśnie ta ostatnia zdaje się przemawiać najgłośniej do innowatorów IT. Open source dostarcza bowiem łatwo dostosowywalne komponenty do budowy własnych rozwiązań. Ktoś oparł na otwartym oprogramowaniu mobilny system operacyjny, ktoś inny rozwiązania cloud.

Otwarty, czyli niebezpieczny?

Idea open source ma też jednak grono przeciwników. Jednym z argumentów, który często pojawia się w ustach krytyków jest ten, że otwartość może ułatwiać hakowanie. Jak tłumaczy Robert Paszkiewicz z firmy OVH, już samo słowo „otwarty” może sugerować, że kod dostępny do wglądu dla każdego łatwo może stać się pożywką także dla przestępców. W praktyce jednak to właśnie w otwartości tkwi siła open source – dzięki temu, że kod jest wciąż rozwijany i mają do niego dostęp użytkownicy z całego świata, a nie tylko zamknięta grupa programistów, jak ma to miejsce w przypadku rozwiązań komercyjnych. Wszelkie luki mogą zostać łatwiej znalezione i – co za tym idzie – szybciej załatane. Nie jest także prostym wprowadzenie tzw. „backdoora” (luka w zabezpieczeniach systemu utworzona umyślnie w celu późniejszego wykorzystania) właśnie z uwagi na monitoring wielu osób.

Jako najpoważniejszą wadę otwartego oprogramowania ankietowani przez OVH wymienili brak gwarancji profesjonalnego wsparcia technicznego – sytuacja ta jednak odchodzi do lamusa. Początkowo użytkownicy open source rzeczywiście mogli liczyć głównie na pomoc społeczności, co jednak sukcesywnie zmienia się wraz z angażowaniem się w ruch otwartego oprogramowania dużych korporacji. Niektórzy z zapytanych przez OVH jako wadę open source wymieniali także problemy z kompatybilnością wsteczną.

Źródło: OVH


Źródło: materiał nadesłany do redakcji
  
znajdź w serwisie

RSS  
RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Grudzień 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031