Śledztwo trwało ponad 18 miesięcy. Dowody zgromadzono na 4620 stronach. W końcu czterech operatorów The Pirate Bay usłyszało dziś zarzuty. W obliczu zaangażowania w tę sprawę największych amerykańskich gigantów przemysłu rozrywkowego, wykorzystanych sił policyjnych Szwecji, czy też samych danych dotyczących popularności TPB i śledzonych przez ich serwery torrentów wydają się być na razie nieco śmieszne.
Przed szwedzkim sądem stanęło dziś czterech z pięciu osób zaangażowanych w prowadzenie serwisu The Pirate Bay: Fredrik Neij ("TiAMO"), Gottfrid Svartholm ("Anakata"), Peter Sunde ("Brokep") oraz biznesmen Carl Lundstr�m. Oskarżeni zostali o współudział w naruszeniu praw autorskich do 4 programów, 9 filmów i programów tv (m.in. Harry Potter and the Goblet of Fire" czy program BBC "Doctor Who") oraz 22 utworów muzycznych (m.in. "Let It Be" zespołu The Beatles).
Hakan Roswall, oskarżyciel publiczny działający w imieniu takich firm, jak Warner Bros., Colombia Pictures, 20th Century Fox, Sony BMG, Universal oraz EMI, zażądał wymierzenia ekipie TPB kary finansowej w wysokości 188,000 USD oraz konfiskaty komputerów. Jednak strona pozywająca do końca lutego br. ma jeszcze złożyć swoje roszczenia dotyczące szkód spowodowanych działalnością serwisu The Pirate Bay.
W swojej przemowie przed sądem Roswall wytknął TPB, że serwis finansowany jest z emitowanych w nim reklam, nie płacąc nic właścicielom treści, które przyciągają do tej witryny miliony internautów. Jego zdaniem świadczy to o komercyjnym wykorzystaniu chronionej prawem twórczości i produktów. Oskarżyciel twierdzi, że The Pirate Bay zarabia na tej działalności ponad 4 miliony USD rocznie. Z kolei przedstawiciel szwedzkiego oddziału IFPI Ludvig Werner dodał, że operatorzy TPB nie prowadzą serwisu z miłości muzyki i filmów, tylko z chęci wzbogacenia się.
Peter Sunde, współzałożyciel The Pirate Bay twierdzi, że oskarżyciele próbują uznać za niezgodne z prawem to, co - jak wszyscy wiedzą - jest legalne. Przedstawiciele witryny zapewnili także jej użytkowników, że niezależnie od wyniku procesu, nie zniknie ona nawet na minutę z internetu. Po nalocie policji w maju 2006 roku TPB wyniósł się ze swoimi serwerami ze Szwecji. Obecnie komputery serwisu rozsiane są po całym świecie, a jego operatorzy - jak przyznają dla celów bezpieczeństwa - sami nie wiedza dokładnie gdzie.
W Dragon's Den wszystko było wyreżyserowane. Nasz projekt był z góry łatwy do określenia, że nie wiadomo, o co nam chodzi i nie umiemy tego zaprezentować - mówi Dziennikowi Internatów uczestnik Dragon's Den, Ziemowi Gólski, który odpadł z programu, ponieważ nikt nie zrozumiał jego projektu. więcej
Kilka dni temu publikowaliśmy treść listu Radia Wolne Media do ZPAV w sprawie próby pobrania przez pracownika tej instytucji opłat za korzystanie z utworów na licencji Creative Commons. Sprawie przyjrzeliśmy się bliżej, wysyłając do ZPAV-u prośbę o komentarz. Przy okazji zadaliśmy też pytanie, czy ZPAV stara się dotrzeć do producentów, w obronie których pobiera opłaty. więcej
Ochrona, jaką daje interpretacja indywidualna, obowiązuje nawet po doręczeniu zmienionej interpretacji. Niestety nie zawsze oznacza to zwolnienie z obowiązku zapłaty podatku. Tak pełnej ochrony nie uzyskają osoby, które zrealizowały sytuację opisaną we wniosku o wydanie interpretacji jeszcze przed jej doręczeniem. Jednak i one mogą spać spokojniej, gdyż nie grozi im postępowanie karne skarbowe czy konieczność płacenia odsetek za zwłokę. więcej
Od jakiegoś czasu abonenci telewizji satelitarnej n są nękani bardzo uciążliwą reklamą emitowaną zaraz po każdym uruchomieniu dekodera. Reklama ma formę planszy zastępującej właściwy obraz i zachęcającej do skorzystania z oferty wypożyczalni VOD operatora - pisze Czytelnik Dziennika Internautów. więcej