Naiwnością nazwał jeden z wysokich urzędników chińskich próby ukrywania złych wiadomości przed opinią publiczną i zaapelował o więcej otwartości. Czy oznacza to zmianę w polityce informacyjnej Chin?
Zdaniem Wang Guoqinga, wiceministra Państwowej Rady Informacji, w obliczu bardzo dynamicznego rozwoju środków komunikacji, naiwnością jest sądzić, że możliwe jest całkowite blokowanie negatywnych informacji. Nawołuje więc organy władzy lokalnej do większej otwartości i przejrzystości, jeśli chodzi o politykę informacyjną - czytamy na
stronach China Daily.
Przyjęty w styczniu Dekret o Otwartości Informacji Rządowych, mimo że wejdzie w życie dopiero w maju przyszłego roku, winien doprowadzić do poprawy sytuacji. Może stanowić też pewien punkt zwrotny, jeśli chodzi o cenzurę w Chinach. Wang podkreśla, że media należałoby uwzględniać także w sytuacjach kryzysowych. W przeciwnym razie rządowi grozi utrata zaufania i poparcia społecznego.
Póki co, media pełne są doniesień o kolejnych odsłonach cenzury Państwa Środka.
Na MySpace brak jest grup dyskusyjnych dotyczących polityki czy religii,
Yahoo przekazuje władzy e-maile użytkowników, krytykujących rząd Chin, a
Google filtruje wyniki wyszukiwania...