Kontrowersje wokół "Georgialików", czyli metoda "kopiuj-wklej" w praktyce

23-01-2014, 11:30

Zaczęło się niewinnie. Współautorka bloga Oblicza Gruzji, Anna Janicka-Galant, odwiedzając gruzińskiego artystę Fridona Niżaradze, natknęła się na "Georgialiki", książkę Katarzyny Pakosińskiej. "Zaczynam czytać i cóż to... chyba mam omamy. Czytam jeszcze raz... teraz mam już pewność - to moje własne słowa z moich osobistych dzienników" - dowiadujemy się z napisanej niedługo potem recenzji.

Reportaż o Fridonie był jednym z pierwszych tekstów opublikowanych na blogu Oblicza Gruzji. Jego fragmenty - bez informacji o źródle - znalazły się w "Georgialikach. Książce pakosińsko-gruzińskiej" wydanej w listopadzie 2012 r. przez Wydawnictwo Pascal. Autorką książki jest Katarzyna Pakosińska, którą nasi Czytelnicy mogą pamiętać z występów Kabaretu Moralnego Niepokoju albo dokumentalnego serialu "Tańcząca z Gruzją". "Georgialiki", reklamowane na stronie wydawnictwa jako "opowieść bardzo kulturalna z satyrycznym zacięciem", mają być swoistym przewodnikiem po Gruzji widzianej oczami autorki.

Oprócz informacji o Fridonie w książce Katarzyny Pakosińskiej znalazły się też inne treści z bloga Oblicza Gruzji, o czym można przeczytać we wspomnianej wcześniej recenzji (dla niecierpliwych zainteresowanych: chodzi o fragmenty reportażu o królowej Tamar i autorskie adaptacje czterech gruzińskich toastów, w żadnym z wymienionych przypadków źródła nie podano). Od razu pojawiło się też przypuszczenie, że "Georgialiki" naruszają prawa autorskie do tekstów opublikowanych w kilku innych serwisach internetowych i książkach - przypuszczenie to zostało później potwierdzone, ale nie wyprzedzajmy wydarzeń.

Autorzy bloga, czyli Anna Janicka-Galant i Artur Bińkowski, wysłali do Wydawnictwa Pascal pismo, w którym poinformowali o naruszeniach i podjęli negocjacje w sprawie tych, które dotyczą ich osobiście. W piśmie zażądali zapłaty odszkodowania w wysokości 5 400 zł (co stanowi trzykrotność wynagrodzenia za bezprawnie skopiowane treści) oraz wycofania w ciągu pół roku obecnej wersji książki ze sprzedaży. Wydawnictwo zareagowało po paru dniach, gdy temat podchwyciły media.

Mozaika z kolażami plagiatowymi z książki Georgialiki

Mozaika z kolażami plagiatowymi z książki "Georgialiki", źródło: Artur Bińkowski

Dziennikarze zostali poinformowani, że "po wnikliwej analizie całej 350-stronicowej książki" wydawnictwo znalazło "kilka zdań" zapożyczonych z bloga Oblicza Gruzji bez podania źródła, nad czym ubolewa (Artur Bińkowski zwraca uwagę, że w "Georgialikach" tekst zajmuje 244 strony i nie trzeba było analizować całości, bo skopiowane fragmenty zostały dokładnie wskazane w wysłanym do wydawnictwa piśmie). Rozpoczęły się negocjacje.

Wydawnictwo było zainteresowane przedłużeniem terminu wycofania książki ze sprzedaży. Autorzy bloga nie chcieli się na to zgodzić. Jak już pisałam, podjęli oni rozmowy jedynie w kwestii naruszenia swoich praw autorskich - osobistych przez Katarzynę Pakosińską i majątkowych przez Wydawnictwo Pascal (art. 78 i 79 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). W "Georgialikach" znalazły się jednak treści pochodzące także z innych źródeł (plagiat w rozumieniu art. 115), a przedstawiciele wydawnictwa w żaden sposób tego nie skomentowali.

Propozycja porozumienia, którą wydawnictwo przygotowało pod koniec listopada ubiegłego roku, zobowiązywała Annę Janicką-Galant i Artura Bińkowskiego do niezgłaszania "teraz ani w przyszłości jakichkolwiek roszczeń ani zarzutów jakiejkolwiek natury". Współtwórcy Oblicz Gruzji odebrali to jako żądanie nieujawniania informacji o pozostałych naruszeniach. Czy słusznie? Nie wiadomo, ponieważ na wysłane do wydawnictwa uwagi nie otrzymali odpowiedzi.

Georgialiki, str. 34 - informacje o wojnie domowej w Gruzji

Przykładowy plagiat - informacje o wojnie domowej w Gruzji, w "Georgialikach" str. 34, źródło: Artur Bińkowski

Zerknijcie teraz, proszę, na grafiki dołączone do tego tekstu. Autorzy bloga - w oczekiwaniu na odpowiedź wydawnictwa - przygotowali kilkadziesiąt kolaży pokazujących, skąd Katarzyna Pakosińska czerpała informacje do swojej książki. Najwięcej zapożyczeń pochodzi z Wikipedii, która udostępnia teksty na licencji CC-BY-SA 3.0 (tak, to oznacza konieczność podania źródła, czego autorka "Georgialików" nie zrobiła).

Spore fragmenty tekstu zostały skopiowane - zazwyczaj słowo w słowo - z serwisów internetowych poświęconych Gruzji (m.in. kaukaz.pl, odkryjgruzje.pl), dotyczących religii (np. niedziela.pl, przegladprawoslawny.pl) oraz typowo informacyjnych, takich jak tvn24.pl. Na liście plagiatów nie brakuje też pomniejszych, niecieszących się zbyt dużą popularnością stron. Spośród wykorzystanych książek warto wymienić "Tradycyjną kuchnię gruzińską" Jeleny Kiładze. Każdy sam może zresztą zajrzeć do galerii przykładowych plagiatów.

Według twórców Oblicz Gruzji "widoczne na podanych przykładach skala i konteksty użycia kopiowanych fragmentów wskazują wyraźnie, że było to działanie świadome, zamierzone i celowe, bo albo służyło to stworzeniu/odtworzeniu dialogów, albo błyśnięciu przez Autorkę «znajomością tematu», albo ubarwieniu opisywanego zdarzenia". W żadnym ze wskazanych przypadków Katarzyna Pakosińska nie podała, skąd pochodzą wykorzystane przez nią fragmenty. Dopiero po przedstawieniu pierwszych zarzutów podrzuciła na swego bloga bibliografię.

Georgialiki, str. 195 - informacje o królowej Tamar

Przykładowy plagiat - informacje o królowej Tamar, w "Georgialikach" str. 195, źródło: Artur Bińkowski

Co było dalej? Tuż przed Nowym Rokiem autorzy Oblicz Gruzji wystosowali list otwarty do Wydawnictwa Pascal, które - nawiasem mówiąc - przez cały grudzień nie próbowało nawiązać z nimi kontaktu. List dotyczył wszystkich wykrytych plagiatów, informacja o nim zaczęła rozchodzić się na Facebooku i w taki sposób do mnie trafiła. Wydawnictwo kolejny raz zareagowało dopiero wtedy, gdy sprawą zaciekawiły się media. Współtwórcy bloga otrzymali też propozycję spotkania od Katarzyny Pakosińskiej, ale wydawnictwo nie potwierdziło, że autorka "Georgialików" występuje w jego imieniu.

W ubiegłym tygodniu Wydawnictwo Pascal przedstawiło kolejną wersję porozumienia, co istotne, z pustym polem do wpisania żądanej sumy. Anna Janicka-Galant i Artur Bińkowski uznali za zasadne obciążyć wydawnictwo kwotą 3 200 zł za wyszukanie plagiatów, czyli de facto za wykonanie pracy, której wydawnictwo się nie podjęło (a jeśli się podjęło, to ich o tym nie poinformowało). Koszt zakupu książki to 40 zł, odszkodowanie za straty moralne i wizerunkowe - 10 000 zł, dodajmy do tego pierwotną kwotę odszkodowania za naruszenie praw autorskich, czyli 5 400 zł, otrzymamy 18 640 zł i taka właśnie suma została wpisana w puste pole.

"Nie wiemy, czy to dla Wydawnictwa za dużo, czy może uzasadnienie dodania tych kwot jest dla nich nie do przyjęcia... po prostu nie ustosunkowali się do tego... łatwiej bowiem było wydać oświadczenie niż porozmawiać konkretnie i rzeczowo" - napisali autorzy Oblicz Gruzji na Facebooku. Wydawnictwo zignorowało bowiem przesłane przez nich uwagi, w szczególności informację, że nie są oni stroną w sprawie plagiatów innych niż z ich bloga - wykryli je, zweryfikowali i upublicznili, ale to nie z nimi wydawnictwo powinno się dogadywać odnośnie zniwelowania naruszeń.

Georgialiki, str. 201 - informacje o Kachetii

Przykładowy plagiat - informacje o Kachetii, w "Georgialikach" str. 201, źródło: Artur Bińkowski

W takim właśnie momencie wysłałam do wydawnictwa prośbę o skomentowanie zaistniałej sytuacji. W odpowiedzi otrzymałam odnośnik do oświadczenia, które tego dnia zostało wydane. Można się z niego dowiedzieć, że "niektóre fragmenty tekstu autorki zawierały zapożyczenia, które omyłkowo nie zostały odpowiednio oznaczone" (a myślałam, że omyłkowo można nie oznaczyć jednego... no dobrze, dwóch... pięciu cytatów, ale nie kilkudziesięciu).

Taką samą wersję wydarzeń przedstawiła autorka "Georgialików", z którą również udało mi się skontaktować. Katarzyna Pakosińska oświadczyła, że książkę napisała osobiście. Ucięła tym samym medialne spekulacje, że zredagował ją autor widmo (z ang. ghostwriter - pisarz, którego dzieła, po zainkasowaniu przez niego opłaty, są publikowane pod nazwiskiem zleceniodawcy). W e-mailu, który do mnie dotarł, można przeczytać: "Oczywiście korzystałam też z tekstów źródłowych, co pewnie zrozumiałe. Niestety niektóre fragmenty zawierające zapożyczenia z takich źródeł omyłkowo nie zostały przeze mnie odpowiednio oznaczone".

Wróćmy jednak do oświadczenia, które zostało podpisane również przez autorkę "Georgialików". Wydawnictwo ubolewa w nim, że wyjaśnianie sprawy jeszcze się nie zakończyło. Przyczyną takiego stanu rzeczy mają być negocjacje prowadzone z autorami Oblicz Gruzji (według których to wydawnictwo zwleka z odpowiedziami na przesyłane uwagi).

Georgialiki, str. 228-229 - informacje o chitonie Jezusa

Przykładowy plagiat - informacje o chitonie Jezusa, w "Georgialikach" str. 228-229, źródło: Artur Bińkowski

Wydawnictwo zarzuca twórcom bloga rozpowszechnianie informacji "sprzecznych i niezgodnych ze stanem faktycznym", niezachowanie poufności prowadzonych rozmów oraz "ciągłe mnożenie rosnących niemal w każdej kolejnej korespondencji oczekiwań finansowych, które od momentu pierwszego roszczenia (w listopadzie 2013 roku) wzrosły ponad trzykrotnie (w styczniu 2014 roku) - przy jednoczesnych sugestiach, że tych żądań finansowych może być jeszcze więcej".

Komentarz Anny Janickiej-Galant i Artura Bińkowskiego można przeczytać na facebookowym fanpage'u bloga. Rzeczywiście zaakceptowali oni prośbę wydawnictwa o zachowanie poufności i do końca grudnia zainteresowanych sprawą dziennikarzy odsyłali z kwitkiem. Przedłużający się brak odpowiedzi po opublikowaniu listu otwartego uznali jednak za zerwanie rozmów przez wydawnictwo. Co do roszczeń finansowych, to kwestia ta została już wyżej wyjaśniona.

Wydawnictwo sugeruje w swoim oświadczeniu, że "w sprawie tej nie chodzi Autorom bloga o to, by spór zakończyć, ale by go prowadzić najgłośniej i najdłużej jak się da", nawet na drodze sądowej. Twórcy Oblicz Gruzji stawiają z kolei zarzut, że "wydawnictwo, które dopuściło do wydania książki z plagiatami, robi wszystko, żeby ją jak najszybciej sprzedać", a upublicznianie informacji o plagiatach, w sprawie których nic nie robi, traktuje jako przejaw braku dobrej woli. Obie strony deklarują gotowość zawarcia porozumienia, wygląda jednak na to, że nie szybko do tego dojdzie.

Kto w tej sprawie ma rację, możecie ocenić sami po zapoznaniu się z materiałami, do których linkuję w tekście. Postaram się trzymać rękę na pulsie i poinformuję w Dzienniku Internautów, jeśli sytuacja się zmieni.


Źródło: DI24.pl
Wszystkie Listy czytelników kierowane do DI są czytane przez redaktorów. Niektóre pytania / prośby do redakcji mogą dotyczyć szerszego grona internautów, wymagać wypowiedzi ekspertów lub zainteresowanych stron, wówczas traktowane są jako tematy interwencyjne. Wszelkie sprawy, którymi Waszym zdaniem powinniśmy się zająć prosimy kierować na adres: interwencje@di.com.pl
Komentarze
comments powered by Disqus
To warto przeczytać












  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Sierpień 2017»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031 
Jak czytać DI?
Newsletter

Podaj teraz tylko e-mail!



RSS
Copyright © 1998-2017 by Dziennik Internautów Sp. z o.o. (GRUPA INFOR PL) Wszelkie prawa zastrzeżone.