Kiedy ZnanyLekarz.pl ujawni lekarzowi dane internauty?

23-04-2014, 15:59

Komentowanie w sieci jakości usług lekarzy staje się standardem, ale pisząc "anonimowy" komentarz powinniście liczyć się z tym, że lekarz może dostać dane autora komentarza.

W styczniu tego roku na blogu FeminaSum.pl pojawił się wpis o tym, że portal ZnanyLekarz.pl ujawnia dane pacjentów. Autorka wpisu - Anna Maria Lepucka - była zdziwiona tym, że po opublikowaniu komentarza na temat dentystki, otrzymała tradycyjną pocztą list od tej dentystki.

Nic dziwnego, że blogera była zdziwiona. Napisała "anonimowy" komentarz, a dostała na niego odpowiedź pocztą. Zaczęła drążyć sprawę we własnym zakresie i doszła do wniosku, że portal ZnanyLekarz.pl zbyt łatwo oddał jej dane dentystce.

6 dni temu ta sama blogerka skonfrontowała się z przedstawicielami portalu w programie telewizyjnym, co również opisała. Blogerka nadal stoi na stanowisku, że portal ZnanyLekarz.pl powinien przynajmniej jasno zaznaczyć w regulaminie, że dane komentującego mogą trafić do lekarza.

Kiedy ZnanyLekarz.pl ujawni dane pacjenta?

Dziennik Internautów postanowił we własnym zakresie zwrócić się do portalu ZnanyLekarz.pl z prośbą o wyjaśnienia. Spytaliśmy o to, w jakiej sytuacji dane pacjenta mogą trafić do lekarza i jak wygląda procedura podejmowania decyzji o takim przekazaniu danych.

Poniżej treść odpowiedzi, jakiej udzieliła nam przedstawicielka portalu Marta Wrzosek.

Udostępnienie danych użytkownika (nie danych pacjenta) ma miejsce niezwykle rzadko i dotyczy ułamka procenta wszystkich opinii w serwisie. Uzyskanie danych użytkownika nie jest oczywiście tak proste tzn. nie wystarczy "pisemnie poprosić", aby takie dane otrzymać. Wniosek o udostępnienie danych może złożyć wyłącznie lekarz, którego opinia dotyczy. Taki pisemny wniosek musi zawierać dokładne uzasadnienie żądania i cel wykorzystania danych. Wszystkie wnioski są rozpatrywane indywidualnie, a ostateczna decyzja o przekazaniu danych jest podejmowana wspólnie z zespołem prawnym.

Żądania udostępnienia danych otrzymujemy w sytuacjach, gdy lekarz jest przekonany o tym, że opinia, która go dotyczy, narusza jego dobra osobiste i w związku z tym chce wystąpić na drogę sądową w związku z tym naruszeniem. Każdorazowo w takich sytuacjach staramy się najpierw rozwiązać sprawę polubownie i dopiero po wyczerpaniu tej drogi, lekarz może wnioskować o udostępnienia danych.

Jak wygląda cały proces? Lekarz, który nie zgadza się z opinią na prawo zgłosić do nas nadużycie. W takiej sytuacji opinia wraca do moderatora, który kontaktuje się z autorem wpisu i prosi go o potwierdzenie zgodności z prawdą. Na takie potwierdzenie czekamy 7 dni. Jego brak oznacza dla nas brak możliwości jakiejkolwiek weryfikacji i w tej konkretnej sytuacji opinia jest usuwana z serwisu. Jeżeli użytkownik potwierdzi swój wpis, opinia nadal jest widoczna w serwisie. Taka sytuacja miała też miejsce w przypadku opisywanym przez blogerkę.

Dalsze postępowanie zależy w dużej mierze od lekarza - może on skomentować taki wpis lub, jeżeli podtrzymuje stanowisko, że opinia jest naruszeniem jego dóbr osobistych i chce wystąpić na drogą sądową, zwrócić się do nas lub GIODO z żądaniem udostępnienia danych.

W tym konkretnym przypadku blogerki dane zostały udostępnione - w naszym mniemaniu lekarz uzasadnił, że dane są mu potrzebne, aby dochodzić swoich praw na drodze sądowej. Z tego co wiem, sprawa zakończyła się tak, że blogerka zmieniła tę część opinii, która zawierała sporne kwestie, a lekarz umieścił pod wpisem swój komentarz. Od niedawna każdy lekarz, który posiada konto w serwisie może skontaktować się bezpośrednio z autorem opinii poprzez formularz kontaktowy (dane użytkownika, w tym e-mail, na który jest wysyłana wiadomość nie są dla niego widoczne). To kolejne narzędzie wprowadzone przez nas, aby ułatwić komunikacje na linii lekarz-pacjent.

Wracając do sprawy blogerki, chcę podkreślić, że ZnanyLekarz.pl nie udostępnił danych adresowych autorki komentarza - takich informacji nawet nie posiadamy. Domyślam się, że te dane pacjentka podała sama lekarzowi podczas opisywanej wizyty. Udostępnienie danych w tym przypadku oparliśmy o przepisy ustawy o Ochronie Danych Osobowych i mają tutaj zastosowanie art. 23, ust. 1, pkt. 5. Zwracam uwagę, że w analogicznej sprawie decyzją administracyjną GIODO (http://www.giodo.gov.pl/307/id_art/4361/j/pl/), nakazał udostępnienie danych powołując się na wskazany fragment UODO. Dodatkowo stanowisko GIODO podtrzymał Naczelny Sąd Administracyjny wyrokiem (http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/2650539008).

Mamy świadomość, że niektórzy administratorzy serwisów utrudniają osobom pomawianym dochodzenie swoich praw. Uważamy jednak, że praca lekarzy jest jedną z najbardziej odpowiedzialnych i staramy się walczyć z bezpodstawnymi oskarżeniami osób, które chcą się ukryć za anonimową wypowiedzią. Warto też dodać, że tylko w Polsce mamy prawie 400 000 opinii o lekarzach. Często zdarza się, że pacjent oczernia lekarza będąc pozornie anonimowym. Oczywiście zdarza się również tak, że opinia jest rzetelna, a lekarz walczy o jej usunięcie. Zawsze w taki sytuacjach staramy się zachować zdrowy rozsądek. Chcemy, żeby ZnanyLekarz.pl był miejscem wartościowym i dla pacjentów i dla lekarzy, a umieszczane tu informacje były wiarygodne.

Kto ma rację? Wszyscy!

Kto w tej sytuacji ma rację, blogerka czy portal ZnanyLekarz.pl? Moim osobistym zdaniem jest to jedna z tych sytuacji, gdy obie strony mają rację (sic!). Blogerka ma rację twierdząc, że portal mógłby wyraźniej zaznaczać, że nie ma pełnej anonimowości.

Sonda
Urządzenie przenośne z dwoma ekranami to dobry pomysł?
  • Tak
  • Nie
wyniki  komentarze

Z drugiej strony portal ZnanyLekarz.pl ma rację twierdząc, że nie można utrudniać lekarzom dochodzenia swoich praw. Trudno w tej sytuacji roztrząsać, czy ważniejsze są prawa pacjenta (do wyrażenia opinii i prywatności) czy lekarza (do ochrony swojego wizerunku). Każdy przypadek będzie inny.

Skoro obie strony mają rację, to czy można z całej tej sytuacji wyciągnąć mądry wniosek? Tak! Po prostu pamiętajcie, że wszelkie wasze opinie w sieci (nie tylko te na ZnanyLekarz.pl) mogą kogoś urazić i może się to skończyć różnymi postępowaniami. Żyjemy w Polsce i mamy tutaj takie wynalazki jak artykuł 212. Nawet jeśli dany serwis nie wyda waszych danych od razu, mogą go do tego zmusić władze, czasem z błahych powodów.


Komentarze
comments powered by Disqus
To warto przeczytać





fot. Gkenius



fot. od dot.pr




  
znajdź w serwisie

RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
Jak czytać DI?
Newsletter

Podaj teraz tylko e-mail!



RSS
Copyright © 1998-2017 by Dziennik Internautów Sp. z o.o. (GRUPA INFOR PL) Wszelkie prawa zastrzeżone.