Jobs nie przeprosi za śledzenie w iPhone, ale pytania zostają

26-04-2011, 08:23

Android śledzi ludzi, iPhone nie, a doniesienia prasy o śledzeniu użytkowników iPhone'a są fałszywe - tak wynika z e-maila, jakiego otrzymał od Steve'a Jobsa jeden z czytelników MacRumors. Apple nie ma więc zamiaru przepraszać za stworzenie zagrożenia dla prywatności. To nie znaczy jednak, że politycy i media odpuszczą zadawanie pytań.

Przed weekendem Dziennik Internautów pisał o tym, że dane o miejscu przebywania użytkowników urządzeń Apple są zapisywane wraz ze znacznikiem czasowym w nieszyfrowanym pliku na urządzeniu. Stwarza to niemałe zagrożenie dla prywatności wielu ludzi - wystarczy stracić urządzenie, aby osoba niepowołana otrzymała dostęp do bardzo wrażliwych danych.

Dane o lokalizacji zbiera również Android, ale pozyskanie tych danych przez osoby niepowołane jest trudniejsze, wysyłanie natomiast danych do Google można wyłączyć.

>>> Czytaj: iPhone zbiera dane o położeniu użytkownika

Wydaje się, że na stronie Apple już powinno wisieć wyjaśnienie sprawy, ale tam go nie znajdziemy. Prasa też nie otrzymała żadnych ważnych oświadczeń. Pojawiło się jedynie coś, co jest namiastką stanowiska szefa Apple Steve'a Jobsa.

Obserwatorzy Apple wiedzą, że od pewnego czasu Jobs krótko odpisuje na e-maile przypadkowych osób. Możliwe, że w rzeczywistości odpisuje jakiś pracownik działu PR, ale tak czy owak jest to jakaś informacja z wnętrza Apple.

Jeden z czytelników serwisu MacRumors zaryzykował wysłanie e-maila do Steve'a Jobsa i otrzymał odpowiedź. Czytelnik ten spytał o cel zbierania informacji, a swoje pytanie zakończył słowami: "Może mógłbyś rzucić na to trochę światła, zanim przesiądę się na Droida. Oni mnie nie śledzą". Steve Jobs odpowiedział "O tak, śledzą. My nie śledzimy nikogo. Krążące informacje są fałszywe" (zob. MacRumors, Steve Jobs on iOS Location Issue: 'We Don't Track Anyone').

Taka odpowiedź nie ma dużej wartości merytorycznej, ale między słowami da się wyczytać jeden jasny przekaz - Apple nie czuje, by zrobiła coś złego i nie ma zamiaru nikogo przepraszać. Firma chętnie wskazuje na poczynania konkurencji, ale czy to ją tłumaczy?

Pytania nie uciekną

Tymczasem politycy, badacze i prasa drążą sprawę dalej. Wall Street Journal zauważył, że iPhone zapisuje lokalizację nawet wówczas, gdy wyłączy się usługi lokalizacyjne. Ustalenia dziennikarzy potwierdził badacz Ashkan Soltani. Można więc zaktualizować pytania o to, czy zbieranie danych o położeniu użytkowników ma związek z usługami lokalizacyjnymi (zob. WSJ, IPhone Stored Location in Test Even if Disabled).

Jak podaje agencja Bloomberg, doniesienia o zbieraniu danych uruchomiły postępowania regulatorów we Francji, Niemczech, Włoszech i Korei Południowej. Ponadto przedstawiciele Apple i Google zostali zaproszeni na spotkanie z Lisą Medigan, prokuratorem generalnym stanu Illinois. Mimo to rzecznicy Apple ciągle milczą. Google podkreśla, że daje użytkownikom więcej kontroli nad udostępnianiem informacji (zob. Bloomberg, Apple, Google Privacy Meeting Sought By Illinois’s Madigan).

W tej chwili pytaniem nie mniej ciekawym niż cel zbierania danych przez Apple jest to, jak długo firma utrzyma tę niewzruszoną postawę i jak zareagują na nią konsumenci.

>>> Czytaj: Samsung też pozywa Apple'a


  
znajdź w serwisie



RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy