Informatyka śledcza, czyli po e-mailu do kłębka

Forsal.pl 27-09-2010, 13:54

Początkowo dowody cyfrowe wykorzystywano głównie w śledztwach dotyczących spraw karnych. Szybko jednak przekonano się, że mogą one pomóc także w wytropieniu winnych szpiegostwa na niekorzyść swoich pracodawców. Tak powstał nowy zawód: e-detektywi.

Firma X działająca w branży spożywczej kilka miesięcy temu zauważyła dziwną zbieżność. Nagle zaczęła przegrywać przetargi, a choć były one organizowane w różnych częściach kraju, zawsze wygrywał jeden konkurent, którego oferty tylko nieznacznie różniły się od propozycji firmy X.

Podejrzenie: cyberszpiegostwo

Decyzja: firma wynajmuje informatyków śledczych. Ci przez kilka tygodni w ukryciu przetrząsają dane z firmowego sprzętu.

Misja: ustalić, czy winę za wyciek dokumentacji ponosi technologia (konkurencja zdalnie włamała się do systemu), czy czynnik ludzki (w firmie jest kret, który donosi).

Informatycy śledczy z prywatnego laboratorium, do których udało się przedsiębiorstwo X, przejrzeli zawartość komputerów pracowników, i to nie tylko zapisane na nich pliki, ale także zachowane w pamięci przeglądarek strony WWW, na które wchodzili. Udało się im nawet zapoznać z zawartością tych stron. I tak po nitce do kłębka doszliśmy do winnego. Nielojalny pracownik wykazał dużo sprytu. Przekazywał konkurencji informacje o kwotach ofert przetargowych za pomocą uruchamianej w przeglądarce internetowej gry online OGame. Jest w niej opcja wysyłania wiadomości do innych graczy i to właśnie w ten sposób wyciekały z firmy informacje – opowiada „DGP” Zbigniew Engiel z firmy Mediarecovery, która przeprowadziła śledztwo.

Podobnie po cichu, w tajemnicy zarówno przed innymi firmami, jak i swoimi pracownikami, coraz więcej przedsiębiorstw sprawdza, czy przypadkiem nie zalągł się u nich podobny, szpiegujący dla konkurencji kret lub czy ich komputery nie zostały zainfekowane szpiegowskim oprogramowaniem. Straty, jakie można ponieść w wyniku cyberszpiegostwa, są ogromne. To nie tylko przegrane konkursy i przetargi, wyprowadzone z firmy spore sumy, ale także utracone zaufanie kontrahentów czy dobre imię w branży – tłumaczy Tadeusz Koczkowski, prezes Krajowego Stowarzyszenia Ochrony Informacji Niejawnych.

Więcej na ten temat w Forsal.pl: Informatyka śledcza, czyli po e-mailu do kłębka

Sylwia Czubkowska

Forsal.pl


Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
  
znajdź w serwisie



RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy