"Gwiezdne wojny" w rękach Disneya, czyli po ciemnej stronie praw autorskich

31-10-2012, 08:41

Lucasfilm, producent filmów z serii Gwiezne wojny, jest już własnością Disneya. Być może powstaną nowe filmy, ale podejście Disneya do praw autorskich może zagrozić specyficznej kulturze wytworzonej wokół kosmicznej sagi

Disney kupił Lucasfilm, czyli producent absolutnie kultowych filmów został przejęty przez "globalnego lidera familijnej rozrywki wysokiej jakości".

W oficjalnej informacji prasowej na ten temat czytamy, że wartość transakcji wynosi 4,05 mld USD. Disney przejmie wszystko - produkcję filmów, system sprzedaży towarów, technologie efektów wizualnych i dźwiękowych. Trzeba mieć na uwadze, że ta technologiczna strona przejęcia jest nie mniej ważna niż prawo do dysponowania wizerunkiem Lorda Vadera. 

Czytaj: Disney omijał prawa autorskie, ale teraz chce ich zaostrzenia

George Lucas, będący do tej pory prezesem firmy, obejmie teraz funkcję konsultanta kreatywnego. Prezesem Lucasfilm i zarządcą marki Gwiezdne Wojny będzie dotychczasowa wiceprezes Kathleen Kennedy. To ona będzie odpowiedzialna za zgranie biznesu z Disneyem.

montaż

Disney ma zamiar realizować wizję 9 części sagi Gwiezdnych Wojen, które od początku miały być trylogią trylogii. Obecnie planowane jest wydanie epizodu 7 w roku 2015. Nie można zresztą wykluczyć, że pod skrzydłami Disneya powstanie nawet więcej niż trzy filmy z tej serii (sic!). 

Nikt nie wątpi, że przejęcie Lucasfilm to dla Disneya nie lada gratka, ale fani kultowej serii mają mieszane uczucia. Nie chodzi tylko o to, że Yoda może upodobnić się do Myszki Miki. Wokół Gwiezdnych wojen wytworzyła się przecież specyficzna kultura, a dotychczasowy producent tej serii nie tylko ją tolerował, ale nawet wzmacniał.

Po ciemnej stronie praw autorskich?

Istotnym elementem kultury Gwieznych wojenfilmy fanowskie - różne parodie, historyjki, animacje albo dokumenty zawierające elementy gwiezdnych wojen. Firma Lucasfilm wspierała je, angażując się nawet w inicjatywę The Official Star Wars Fan Film Awards, czyli nagradzanie najciekawszych z nich.  

Szczerze powiedziawszy, te fanowskie filmy funkcjonowały w ramach szarej strefy praw autorskich. Lucasfilm zachowywał 100% praw do wykorzystanych w nich elementów, ale jednocześnie tolerował te "nieautoryzowane" dzieła. Firma udostępniła nawet narzędzia do remiksowania treści Gwiezdnych wojen, a przedstawiciele Lucasfilm przyznawali, że zależy im na utrzymaniu tej specyficznej kultury. Nie była to może absolutna wolność, ale krok w kierunku jasnej strony własności intelektualnej.

Sonda
Jak skończy się przejęcie Lucasfilm przez Disneya?
  • dobrze, będą nowe filmy
  • kultura "Gwiezdnych wojen" upadnie
  • trudno powiedzieć
wyniki  komentarze

Mickey Mouse Protection Act

Disney też ceni sobie kulturę wytworzoną wokół własnych produktów, ale naruszania praw autorskich nie znosi.

Ponadto jest to firma, która sama chętnie korzysta z dóbr kultury (domeny publicznej), a jednocześnie jest w stanie cenzurować każdy przejaw twórczości, który wykorzystuje jej "własność intelektualną". Disney jest również firmą ostro zaangażowaną w działania prawne, które mają zapewnić, że jej dzieła nie przejdą do domeny publicznej. Nie bez powodu amerykańska ustawa z 1998 roku, rozciągająca okres ochrony dzieł, nosiła nazwę Mickey Mouse Protection Act.

Czas pokaże, w jaki sposób Disney będzie podchodził do kultury Gwiezdnych wojen. Można mieć jednak obawy, że pewnego dnia z YouTube zaczną znikać filmy, na których ktoś uwiecznił swoje dziecko w masce Lorda Vadera, podobnie jak swojego czasu zniknął film, na którym dziecko tańczyło przy piosence Prince'a.

Poniżej, na pocieszenie, jeden z ciągle dostępnych filmów fanowskich:

Czytaj: Nagrywając swoje dziecko, naruszyli prawa autorskie? Wytwórnia Prince'a nie odpuszcza


  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Sierpień 2020»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31