Australia: Dostawca internetu nie naruszał praw autorskich

04-02-2010, 11:37

Wielkie wytwórnie przegrały przełomową sprawę w Australii. Tamtejszy sąd potwierdził, że dostawca internetu nie może odpowiadać za naruszenia praw autorskich, których dopuszczali się użytkownicy jego sieci. To pierwsza tego typu sprawa w Australii, która w przyszłości może mieć wpływ na podobne procesy w innych częściach świata.

Australijski operator iiNet pod koniec ubiegłego roku deklarował, że nie będzie blokował serwisów takich, jak The Pirate Bay, i według niego żaden operator nie może tego zrobić. Z tego powodu iiNet wzięła na celownik organizacja antypiracka AFACT, za którą kryje się ponad 30 firm, w tym Universal Pictures, Warner Bros, 20th Century Fox, Paramount Pictures, Sony Pictures Entertainment i Disney.

Wytwórnie chciały przed sądem nie tylko zmusić operatora do blokowania "pirackich" stron, ale także obciążyć go odpowiedzialnością za naruszenia praw autorskich dokonane przez użytkowników iiNet.

O wyniku sprawy, którą rozstrzygał Sąd Federalny w Sydney, informuje m.in. Reuters. Cytuje on sędziego Dennisa Cowdroya, który stwierdził, że iiNet rzeczywiście miał wiedzę o naruszeniach prawa autorskiego i nic w tej sprawie nie zrobił. Jedyne, co zrobił, to dostarczał internet użytkownikom. W tym przypadku nie można jednak mówić o naruszeniu praw autorskich (źródło: Michael Perry, Alex Richardson, Hollywood loses landmark copyright case in Australia).

Inne wypowiedzi sędziego przytacza Associated Press. Tłumaczy on, iż samo dostarczanie internetu nie oznacza naruszenia, a iiNet w rzeczywistości nie miał władzy pozwalającej na powstrzymanie nielegalnych pobrań. Ponadto zdaniem sędziego jest prawdą, że za pomocą internetu dochodzi do naruszeń praw autorskich, ale nie można pociągać operatorów do odpowiedzialności za to, że "coś powinno być zrobione".

>>> Czytaj: Posiadacze praw autorskich zarabiają krocie na P2P

Przedstawiciel operatora Michael Malone rzecz jasna pochwalił werdykt. Powiedział, że jego firma chciałaby pracować z wytwórniami filmowymi nad usługami, które dałyby użytkownikom internetu legalny dostęp do filmów. Stwierdził też, że trudno mu działać przeciwko użytkownikom, jeśli nie zapadły przeciwko nim wyroki sądowe (źródło: Rohan Sullivan, Film companies lose file sharing case in Australia).

O stanowisku AFACT wobec wyroku można poczytać w serwisie ARN. Stowarzyszenie ma powody do niezadowolenia choćby dlatego, że poniesie koszty postępowania sądowego. Szef AFACT Neil Gane stwierdził, że decyzja sądu jest "krokiem w tył" dla całego australijskiego przemysłu filmowego, który zatrudnia 50 tys. ludzi.

Gane wierzy jednak, że jeśli nie udało się załatwić sprawy przez władzę sądowniczą, to uda się wpłynąć na prawodawców.

Wierzymy, że decyzja sądu bazuje na technicznych ustaleniach koncentrujących się na sądowej interpretacji tego, jak dochodzi do naruszeń i jak ISP (dostawcy internetu – red.) mogą je kontrolować. Wierzymy, że rząd nie zamierza prowadzić polityki, w której wybujałe naruszenia praw autorskich mogą trwać nieukrywane i nie powstrzymywane w sieci iiNet - mówił szef AFACT (źródło: ARN, AFACT blames technical intepretation for loss against iiNet).

AFACT prawdopodobnie złoży apelację  i sprawa trafi do sądu najwyższego. Będzie kolejny ciekawy proces.

>>> Czytaj także: IFPI: Sprzedaż online rośnie, a problemem jest P2P


  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy