Cała akcja ma służyć szybszemu wykrywaniu, kto w szkole zajmuje się np. dystrybucją narkotyków lub sprzedażą kradzionych rzeczy i – jak zapewniają pomysłodawcy nowych szkolnych przepisów – nie ma nic wspólnego z zainteresowaniem prywatnym życiem uczniów.
Uczniowie mają jednak inne zdanie na ten temat. Uważają, że przeglądanie zawartości ich telefonów jest nadużyciem, ingerowaniem w ich prywatność oraz naruszeniem tejże.
„Ludzie powinni być uznawani za niewinnych, dopóki nie udowodni się im winy – a tak zdaje się, że nasze prawa nie są nic warte.” – broni swoich racji jeden z licealistów w wypowiedzi dla MetroWest Daily News
Michael Walch, dyrektor szkoły nie przejmuje się protestami uczniów. Mówi, że nowe przepisy są zgodne ze stanowym prawem, które dopuszcza by szkoła interweniowała w „uzasadnionych przypadkach.”
Uczniowie twierdzą, że nowe przepisy nic nie zmienią, a wychowankowie szkoły będą czuć się w niej tylko mniej komfortowo.





