Postanowienie FERC w sprawie Google Energy zostało wydane 18 lutego. Można się z nim zapoznać na stronie FERC. Z dokumentu wynika, że w pełni zależna od Google firma Google Energy może zachowywać się na rynku jak zakład użyteczności publicznej. Ma prawo do sprzedawania energii i usług po stawkach rynkowych. W dokumencie zaznaczono, że Google Energy, Google i inne zależne od nich firmy nie posiadają infrastruktury do generowania energii.
Tu pojawia się pytanie – po co istnieje Google Energy? Prawdopodobnie Google chce zracjonalizować zarządzanie energią. Będzie sama dostarczać ją do swoich centrów danych i będzie mogła decydować się na zakup czystszej energii. Nie jest wykluczone, że będzie sprzedawać nadwyżki.
>>> Czytaj: Energia słoneczna w biurowcu Google
Warto zresztą zauważyć, że Google interesuje się energią nie od dziś. W roku 2006 Google zdecydowała o założeniu na jednym z biurowców paneli słonecznych, które będą produkować 30% całej energii zużywanej przez Googleplex (obecnie to chyba największy zestaw paneli słonecznych w rękach prywatnej firmy). Po otrzymaniu postanowienia od FERC kalifornijska firma może sobie zainstalować dowolną liczbę paneli, nie obawiając się, że wygenerują zbyt dużo prądu – będzie można go odsprzedać.
Nie jest też wykluczone, że Google chce wejść na rynek czystej energii. W roku 2007 wystartowała inicjatywa Google o nazwie Renewable Energy Cheaper than Coal (odnawialna energia tańsza niż węgiel). W jej ramach Google sponsorowała badania związane z energią słoneczną, elektrowniami wiatrowymi, energią geotermalną oraz innymi czystymi metodami na pozyskiwanie energii.
Nie jest wykluczone, że Google zaoferuje usługi, które będą pozwalać na lepsze kontrolowanie zużycia prądu w biurowcach, fabrykach lub nawet w domach. Takie usługi nie muszą sprzedawać się dobrze, jeśli będą oferowane osobno, ale mogą być dodatkiem do sprzedawanej energii.
To wszystko wygląda jeszcze bardziej interesująco w połączeniu z informacją o superszybkiej sieci od Google.





