Sprzedawanie odtwarzaczy może być piractwem i oglądanie streamingu też? Niepokojąca opinia rzecznika gen. TSUE

, 09-12-2016, 09:48

Co może być "publicznym udostępnianiem" utworów? Unijny Trybunał upycha w tym pojęciu coraz więcej zjawisk. Ponadto jego rzecznik generalny wyraził ostatnio opinię, że istnieje różnica między "normalnym" przeglądaniem stron internetowych a "abnormalnym" oglądaniem pirackich filmów w streamingu.

Czytelnicy DI zapewne pamiętają, że w tym roku zapadł niezwykle ważny wyrok w sprawie linkowania. Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że linkowanie do treści opublikowanej z naruszeniem prawa może stanowić kolejne naruszenie. Wyrok uznano za wysoce problemowy bo pojęcie "publicznego udostępniania" nagle zostało rozszerzone. Dziennikarze i pracownicy mediów zobaczyli przed sobą nowe prawne pułapki - tylko linkując możesz dokonać naruszenia. 

Teraz na horyzoncie pojawiła się zapowiedź kolejnej pułapki. Urządzenia do odtwarzania filmów w streamingu mogą być uznane za kolejny rodzaj "publicznego udostępniania". Gdybyśmy chcieli dalej rozwijać ten sposób myślenia to dojdziemy do wniosku, że właściwie sprzedaż komputerów jest rodzajem publicznego udostępniania dzieł chronionych prawem autorskim. Podmioty z rynku praw autorskich pragnęliby przyjęcia takiego rozumowania.

Spór o odtwarzacz z "piracką" funkcją

Trybunał Sprawiedliwości UE zajmuje się obecnie sprawą C‑527/15 (BREIN vs Wullems). W tej sprawie nie zapadł wyrok, ale wydana została opinia rzecznika generalnego. Treść całej opinii zamieszczamy pod tym tekstem. Opinia rzecznika generalnego nie jest wyrokiem, ale stanowi istotną wskazówkę dla orzekających sędziów i często wyrok jest zbieżny z opinią. 

Tło sporu było następujące. Holenderska organizacja antypiracka BREIN wystąpiła do sądu przeciwko człowiekowi o nazwisku Jack Frederik Wullems. Pan Wullems na stronie www.filmspeler.nl sprzedawał urządzenie umożliwiające oglądanie na telewizorze treści z internetu. 

Na odtwarzaczach Wullemsa znalazło się otwarte oprogramowanie XBMC oraz dodatki od różnych producentów. To oprogramowanie generalnie da się znaleźć w internecie. Niektóre z dodatków zawierały hiperłącza, które przekierowywały użytkownika na bezpłatne strony ze streamingiem. Niektóre treści na tych stronach były udostępnione bez pozwolenia posiadaczy praw autorskich. Mówiąc krótko - odtwarzacze dawały dostęp do treści "pirackich", ale jednak treści dostępnych w internecie nawet bez tego odtwarzacza.

Holenderski sąd (Rechtbank Midden-Nederland) miał pewne wątpliwości i skierował pytania do Trybunału Sprawiedliwości UE. Chciał wiedzieć m.in. czy sprzedawanie takiego odtwarzacza można uznać za "publiczne udostępnianie". Chciał też wiedzieć, czy w tej sprawie będzie czyniło jakąś różnice to, że wcześniej doszło do opublikowania utworów lub oprogramowania dającego dostęp do nich. 

To jest publiczne udostępnianie(?)

Opinię rzecznika generalnego przygotował Manuel Campos Sánchez-Bordona. Jego zdaniem sprzedawanie odtwarzacza mediów, w którym sprzedawca zainstalował linki dające dostęp do nieautoryzowanych kopii utworów mieści się w pojęciu "publicznego udostępniania". Nie jest ono również objęte wyjątkiem przewidzianym w art. 5(1) dyrektywy  2001/29/WE tzn. nie można go uznać za tymczasowe czynności zwielokrotniania, których celem jest legalne udostępnienie.

Zdaniem rzecznika generalnego Wullems działał dla zysku i miał świadomość uczestniczenia w obchodzeniu praw autorskich. Dlatego nie można sprzedawanych przez niego odtwarzaczy zaliczyć do "zwykłego dostarczenia urządzeń przeznaczonych do umożliwienia lub dokonania przekazu" w rozumieniu dyrektywy. 

Trzeba odróżnić surfowanie i streaming?

Rzecznik generalny stwierdza też w swojej opinii, że "zachowanie osoby surfującej po internecie i odwiedzającej strony internetowe nie może być przyrównane do osoby, która streamuje chronione filmy i seriale". Dlaczego? Zdaniem rzecznika surfując po stronach dochodzi do tworzenia tylko tymczasowych kopii dzieł udostępnionych przez wydawcę strony. Tymczasem w czasie oglądania streamów dochodzi do "abnormalnego" działania, które wynika z zamiaru skorzystania z treści bez odprowadzenia wynagrodzenia dla autora. 

Powyższe stwierdzenie padło w kontekście odtwarzaczy sprzedawanych przez Wullemsa. Niestety równie dobrze moglibyśmy wykreślić z opinii rzecznika generalnego słowa "z pomocą filmspelera" (with the assistance of the filmspeler) i wówczas powstaje nam dość niezwykły pogląd. Rzecznik Generalny uważa, że oglądanie filmu w sieci może być działaniem innym z punktu widzenia prawa niż "surfowanie po stronach". 

 

Zobacz także:

Ochrona praw autorskich i pokrewnych a zasady swobodnego przepływu towarów i świadczenia usług w prawie UE

Książka kompleksowo wyjaśnia problematykę wpływu zasady swobody przepływu towarów oraz zasady swobodnego świadczenia usług na tworzenie rynku wewnętrznego w zakresie praw autorskich i pokrewnych.*

Robi się ślisko

Po części stanowisko rzecznika generalnego można zrozumieć. Z czysto moralnego punktu widzenia Inaczej możemy oceniać zachowanie osoby surfującej po przypadkowych treściach oraz takiej, która specjalnie korzysta z e-usługi streamingu by dotrzeć do treści chronionej. Pytanie tylko, czy ta różnica w ocenie moralnej może być wprowadzona do systemu prawnego bez robienia w nim bałaganu? Moim zdaniem nie może gdyż nie wyznaczymy jasnych granic między "surfowaniem" a "zamierzonym dostępem do treści". W świecie mediów społecznościowych trudno jest również wyznaczyć granicę między linkowaniem "złośliwym" i "przypadkowym", a takie rozróżnienie wprowadził przywołany na początku tego tekstu wyrok w sprawie GS Media

Dodajmy, że na przestrzeni ostatnich 10 lat internet przekształcił się z medium tekstowo-obrazkowego w medium filmowo-obrazkowe. Tym bardziej trudno jest dokonać rozróżnień między surfowaniem i uzyskiwaniem dostępu do konkretnych treści np. filmowych. 

Nie uważam by działalność Wullemsa była bez zarzutu. Moim zdaniem przedsiębiorca powinien zaprzestać sprzedawania urządzeń z dostępem do "pirackich" treści, jeśli został do tego wezwany. Można by rozważać jego zachowanie w kategoriach ułatwiania naruszeń innym osobom (za coś takiego skazano twórców The Pirate Bay). Jeśli jednak zaczynamy traktować sprzedawanie urządzeń jako publiczne udostępnianie to wchodzimy na bardzo śliski grunt. Ten grunt staje się jeszcze bardziej śliski jeśli zaczniemy wprowadzać różnice między "pirackim" i "niepirackim" korzystaniem z zasobów internetu. Istnieją rozwiązania prawne pozwalające na usuwanie bezprawnych treści z sieci i nie trzeba schodzić na poziom producentów urządzeń albo zachowań użytkowników by walczyć z tzw. piractwem. 

Ostateczny wyrok w tej sprawie poznamy prawdopodobnie na początku przyszłego roku. Może być bardzo ciekawie. Pytanie brzmi, czy interpretacje takie jak powyżej przedstawiona nie będą przyczynkiem do takiego copyright trollingu, jaki uderzył niegdyś w rzekomych użytkowników RedTube

Poniżej opinia rzecznika generalnego. Niestety nie ma wersji w języku polskim. 

opiniaC-52715 by Dziennik Internautów on Scribd


Komentuj na Facebooku
Komentarze
comments powered by Disqus
To warto przeczytać








  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
Jak czytać DI?
Newsletter

Podaj teraz tylko e-mail!



RSS
Copyright © 1998-2017 by Dziennik Internautów Sp. z o.o. (GRUPA INFOR PL) Wszelkie prawa zastrzeżone.