Czy istnieją w Sieci granice przyzwoitości, których nie można przekroczyć? Szwedzki dziennikarz założył eksperymentalny blog, na którym krytycznie odnosił się zarówno do opisywanych osób jak i swoich czytelników. W krótkim czasie jego zapiski zaczęły bić rekordy popularności.
31-letni Alex Schulman, dziennikarz szwedzkiej gazety "Aftonbladet", uruchomił przed rokiem swój prywatny dziennik internetowy - początkowo na jednym z prywatnych serwerów, potem w ramach witryny tytułu prasowego, w którym pracuje.
Po wejściu na stronę wita nas ironiczne spojrzenie autora z zapalonym papierosem - zdjęcie, które całkiem trafnie charakteryzuje treści, jakie tam znajdziemy.
Schulman nie zaproponował na dobrą sprawę niczego, czego byśmy codziennie nie znaleźli w Sieci - krytyczne, często przepełnione nienawiścią wpisy pod adresem mniej lub bardziej znanych w Szwecji osób.
Śmiałków, którzy na swych blogach bądź w komentarzach obrażają innych, nie brakuje, czego najlepszym przykładem jest polska Sieć. Rzadko jednak zdarza się, aby zrezygnowali oni z pozornej anonimowości i podpisywali swą "wesołą twórczość" prawdziwymi danymi osobowymi.
Być może właśnie fakt, iż Schulman nie prowadził swego bloga z ukrycia, a podpisywał własnym nazwiskiem, pozwoliły mu stać się idolem, pewnego rodzaju reprezentantem tych internautów, dla których treści bez zahamowań są jak najbardziej atrakcyjne.
Okazało się, że jest ich niespodziewanie dużo - w ostatnim czasie blog Schulmana odwiedzało tygodniowo ponad 250 tysięcy osób, czyniąc go najpopularniejszym dziennikiem prywatnym w tym dziewięciomilionowym kraju.
Odbiorcom przypadł do gustu kreowany przez autora wizerunek - człowieka narcystycznego, który uważał się za lepszego niż otaczający go ludzie. W jednym z wpisów chwalił się wynikami testu na inteligencję, z którego miało wynikać, iż jest mądrzejszy od 95 proc. społeczeństwa. "Jestem elitą" - skwitował krótko.
Apetyt publiczności rósł w miarę jedzenia, co ze smutkiem zaobserwował dziennikarz. Z każdym kolejnym wpisem coraz trudniej było zadowolić czytelników, którzy spragnieni byli nowej dawki chamstwa i nienawiści.
- W komentarzach czytelników wyczuwałem żądzę krwi - powiedział Schulman w rozmowie ze Spiegel Online - Oni chcieli nienawiści, pragnęli agresji. Nie miałem możliwości, aby nagle zacząć milej pisać.
Po przejrzeniu archiwalnych wpisów, Schulman podjął na początku miesiąca decyzję o zamknięciu projektu. Z przerażeniem zauważył, że zachęcany przez czytelników, nieświadomie przekraczał wcześniej narzucone sobie granice.
Nieco inną wersję wydarzeń podają szwedzkie media, które twierdzą, iż o zamknięciu bloga zadecydowały naciski z redakcji "Aftonbladet". W jednym ze swych ostatnich wpisów Schulman ostro zaatakował recenzenta pracującego dla tego samego tytułu, podważając jego kompetencje. Takie wpisy na niezwykle popularnej stronie mogły mocno szkodzić wizerunkowi wydawcy.
Autor bloga temu zaprzecza i podkreśla, że jest wdzięczny za wsparcie dla projektu, jakiego udzieliła mu redakcja. Zapowiada jednocześnie rychłe rozpoczęcie nowego projektu, w którym zaprezentuje nową formę komunikacji z czytelnikami.
W Dragon's Den wszystko było wyreżyserowane. Nasz projekt był z góry łatwy do określenia, że nie wiadomo, o co nam chodzi i nie umiemy tego zaprezentować - mówi Dziennikowi Internatów uczestnik Dragon's Den, Ziemowi Gólski, który odpadł z programu, ponieważ nikt nie zrozumiał jego projektu. więcej
Kilka dni temu publikowaliśmy treść listu Radia Wolne Media do ZPAV w sprawie próby pobrania przez pracownika tej instytucji opłat za korzystanie z utworów na licencji Creative Commons. Sprawie przyjrzeliśmy się bliżej, wysyłając do ZPAV-u prośbę o komentarz. Przy okazji zadaliśmy też pytanie, czy ZPAV stara się dotrzeć do producentów, w obronie których pobiera opłaty. więcej
Ochrona, jaką daje interpretacja indywidualna, obowiązuje nawet po doręczeniu zmienionej interpretacji. Niestety nie zawsze oznacza to zwolnienie z obowiązku zapłaty podatku. Tak pełnej ochrony nie uzyskają osoby, które zrealizowały sytuację opisaną we wniosku o wydanie interpretacji jeszcze przed jej doręczeniem. Jednak i one mogą spać spokojniej, gdyż nie grozi im postępowanie karne skarbowe czy konieczność płacenia odsetek za zwłokę. więcej
Od jakiegoś czasu abonenci telewizji satelitarnej n są nękani bardzo uciążliwą reklamą emitowaną zaraz po każdym uruchomieniu dekodera. Reklama ma formę planszy zastępującej właściwy obraz i zachęcającej do skorzystania z oferty wypożyczalni VOD operatora - pisze Czytelnik Dziennika Internautów. więcej