Korzystając z pirackiej muzyki wspierasz terrorystów, burzysz istotną gałąź gospodarki, a nawet... ograniczasz możliwość wprowadzenia nowych twarzy do showbiznesu - informuje Międzynarodowa Federacja Przemysłu Fonograficznego (IFPI), która opublikowała na swoich stronach "10 niewygodnych prawd o piractwie".
Ostatnio na blogu redakcyjnym sporo pisaliśmy o piractwie i prawdę mówiąc chciałem już sobie dać spokój z tym tematem. Kiedy jednak zajrzałem dziś na stronę IFPI, po prostu nie mogłem się powstrzymać, aby nie napisać kilku słów.
Tekst pt. Music piracy - ten inconvenient truths wygląda trochę jak showbiznesowa implementacja microsoftowej kampanii Get The Facts. Niektóre argumenty wydają się brzmieć jakoś znajomo, część z nich jest oczywista, a jeszcze inne właściwie udowadniają pewne wady przemysłu muzycznego.
Do rzeczy! Oto 10 niewygodnych prawd o piractwie wg IFPI (w nawiasach moje komentarze):
Pirate Bay, jeden ze statków flagowych ruchu przeciwko prawom autorskim, zarabia tysiące euro na reklamach na swoich stronach, podczas gdy jednocześnie posługuje się anty-instytucjonalną retoryką wolnej muzyki.
Allofmp3.com, znana rosyjska strona internetowa, nie posiada licencji członka IFPI, nie ma żadnego związku ze światowymi instytucjami posiadającymi prawa autorskie do muzyki i grożą jej postępowania prawne w Rosji (a to zaskakujące!).
Zorganizowane grupy przestępcze, a nawet grupy terrorystyczne, korzystają ze sprzedaży pirackich płyt CD aby zwiększyć swoje wpływy i prać pieniądze.
Użytkownicy sieci P2P nie zastanawiają się nad tym, czy dzieło które rozpowszechniają pochodzi od dużej wytwórni, czy od wydawcy niezależnego.
Malejące wpływy wytwórni nagraniowych oznaczają, że będzie mniej pieniędzy na podjęcie ryzyka związanego z promocją artystów undergroundowych i wydawcy będą chętniej inwestować w "pewnych" pod względem komercyjnym wykonawców (czytaj: wciskamy wam kicz, bo za prawdziwą sztukę trzeba dobrze płacić).
Dostawcy usług internetowych (ISP) często reklamują swoje usługi mówiąc o dostępie do muzyki, ale w rzeczywistości ułatwiają nielegalną wymianę utworów chronionych prawem autorskim (w tym argumencie coś akurat jest... niedawno pewien czytelnik zwrócił mi uwagę na ciekawy charakter reklam usług TP).
Ruch przeciwko prawom autorskim nie generuje zatrudnienia, eksportu, wpływów z podatków i wzrostu ekonomicznego - w dużej mierze składa się on z ludzi autorytatywnie wypowiadających się o świecie handlu, o którym nic oni nie wiedzą (to ciekawe... może i nic nie wiedzą, ale patrz punkt 1).
Piractwo nie jest spowodowane biedą. Przykładowo prof. Zhang z uniwersytetu Nanjing, który okazał się jednym z nabywców pirackich produktów, którzy często są ludźmi o średnich lub wysokich dochodach (warto tu jeszcze wymienić inny przykład, a mianowicie dzieci szefa Warner Music).
Większość ludzi wie, że wymieniając się plikami P2P postępuje źle, ale nie przestanie tego robić dopóki nie zmusi ich do tego prawo, o czym wyraźnie świadczą badania przeprowadzone przez MIPI (czyli trzeba ścigać wszystkich, bo inaczej się nie nauczą).
Sieci P2P wcale nie służą odkrywaniu nowej muzyki. Najczęściej wymienia się w nich popularną muzykę (porównaj z punktami 4 i 5).
Generalnie nie jestem absolutnym zwolennikiem piractwa i rozumiem to, że wytwórnie nagraniowe dokonują inwestycji i chcą na nich zarabiać. Wydaje mi się jednak, że nie powinno się to odbywać kosztem robienia ze wszystkich przestępców. Trzeba raczej znaleźć sposób na pogodzenie ludzkich przyzwyczajeń (P2P, słuchanie muzyki na dowolnym urządzeniu) z biznesem. Za każdym razem, kiedy czytam podobne teksty na stronie IFPI lub RIAA dochodzę do wniosku, że wytwórnie są w niepokojący sposób niereformowalne, a tu trzeba przemian.
W Dragon's Den wszystko było wyreżyserowane. Nasz projekt był z góry łatwy do określenia, że nie wiadomo, o co nam chodzi i nie umiemy tego zaprezentować - mówi Dziennikowi Internatów uczestnik Dragon's Den, Ziemowi Gólski, który odpadł z programu, ponieważ nikt nie zrozumiał jego projektu. więcej
Kilka dni temu publikowaliśmy treść listu Radia Wolne Media do ZPAV w sprawie próby pobrania przez pracownika tej instytucji opłat za korzystanie z utworów na licencji Creative Commons. Sprawie przyjrzeliśmy się bliżej, wysyłając do ZPAV-u prośbę o komentarz. Przy okazji zadaliśmy też pytanie, czy ZPAV stara się dotrzeć do producentów, w obronie których pobiera opłaty. więcej
Przed wyjazdem na zagraniczne wakacje warto otworzyć sobie rachunek walutowy z kartą. Dzięki temu nie musimy zabierać ze sobą dużej ilości waluty w gotówce. Korzystając z takiego rozwiązania, nie potrzebujemy karty kredytowej, aby np. zarezerwować hotel czy wynająć za granicą samochód. Walutę na taki rachunek możemy też tanio kupić w kantorze internetowym. więcej
Od jakiegoś czasu abonenci telewizji satelitarnej n są nękani bardzo uciążliwą reklamą emitowaną zaraz po każdym uruchomieniu dekodera. Reklama ma formę planszy zastępującej właściwy obraz i zachęcającej do skorzystania z oferty wypożyczalni VOD operatora - pisze Czytelnik Dziennika Internautów. więcej