Firma Dell zapowiedziała wczoraj, że rozszerzy swoją ofertę komputerów z systemem Linux o kilka modeli notebooków i komputerów stacjonarnych. Wygląda na to, że wysiłek użytkowników Linuksa, którzy ochoczo głosowali za na stronie IdeaStorm, dał wyraźny efekt.
Na blogu IdeaStorm znalazło się zapewnienie firmy Dell o tym, że oferta komputerów z Linuksem zostanie poszerzona i nie będzie już dotyczyć wyłącznie serwerów i komputerów do zastosowań profesjonalnych. Opublikowano również wstępne wyniki linuksowego sondażu, który Dell przeprowadził w tym miesiącu.
Ponad 70% respondentów odpowiedziało, że komputer z Linuksem przydałby się zarówno do użytku domowego jak i biurowego. W pytaniu o preferowany rodzaj wsparcia technicznego większość opowiedziała się za istniejącym obecnie modelem społecznościowym (tj. za wsparciem poprzez grupy dyskusyjne, serwisy społecznościowe itd).
Z ankiety wynika również, że istnieje zapotrzebowanie na Linuksa zarówno na notebookach jak i na komputerach stacjonarnych. Firma Dell stwierdziła również (śledząc komentarze na blogu Direct2Dell), że dla zwolenników Linuksa o wiele ważniejsza jest kwestia kompatybilności sterowników i wsparcia dla jądra niż to, która dystrybucja zostanie zaoferowana.
Szczegóły dotyczące linuksowej oferty Della mamy poznać już niebawem. W tej chwili nie wiadomo jaka dystrybucja będzie dostępna i które dokładnie modele komputerów będzie można zakupić z preinstalowanym Linuksem.
O otwartym systemie na komputerach Della zaczęło się mówić pod koniec lutego, gdy firma uruchomiła stronę Ideastorm, aby wsłuchać się w potrzeby klientów. Był to nowy element w polityce firmy wprowadzony po powrocie Michaela Della na stanowisko dyrektora generalnego. W głosowaniu okazało się, że największa liczba respondentów opowiedziała się za instalowaniem na komputerach Della systemu Linux i innych otwartych programów.
Wyniki ankiety mogą być dowodem istniejącego zapotrzebowania na komputery z otwartym oprogramowaniem, albo przynajmniej... bez Windowsa. Osoby, które chcą kupić komputer z wyższej półki często są skazane na zakup systemu od Microsoftu, którego później nie zawsze używają. Nic więc dziwnego, że mówi się "microsoftowym podatku", którego istnienie dla wielu klientów jest po prostu krzywdzące.
W Dragon's Den wszystko było wyreżyserowane. Nasz projekt był z góry łatwy do określenia, że nie wiadomo, o co nam chodzi i nie umiemy tego zaprezentować - mówi Dziennikowi Internatów uczestnik Dragon's Den, Ziemowi Gólski, który odpadł z programu, ponieważ nikt nie zrozumiał jego projektu. więcej
Kilka dni temu publikowaliśmy treść listu Radia Wolne Media do ZPAV w sprawie próby pobrania przez pracownika tej instytucji opłat za korzystanie z utworów na licencji Creative Commons. Sprawie przyjrzeliśmy się bliżej, wysyłając do ZPAV-u prośbę o komentarz. Przy okazji zadaliśmy też pytanie, czy ZPAV stara się dotrzeć do producentów, w obronie których pobiera opłaty. więcej
Kiedy stajemy się właścicielami nowego telefonu, najczęściej nie możemy się doczekać, żeby połączyć się z internetem i zacząć korzystać z tych wszystkich funkcji, o których producent informuje na opakowaniu. Niekiedy nasz niepokój wzbudzają jednak kwestie związane z bezpieczeństwem - obawiamy się, że nasze urządzenie może stać się ofiarą złośliwego oprogramowania lub ataku oszustów, zwłaszcza gdy jest to smartfon oparty na Androidzie. więcej
Od jakiegoś czasu abonenci telewizji satelitarnej n są nękani bardzo uciążliwą reklamą emitowaną zaraz po każdym uruchomieniu dekodera. Reklama ma formę planszy zastępującej właściwy obraz i zachęcającej do skorzystania z oferty wypożyczalni VOD operatora - pisze Czytelnik Dziennika Internautów. więcej