"Wykopanie" nieciekawej wiadomości w popularnym serwisie Digg okazuje się możliwe, jeśli tylko skorzystamy z usług zawodowych "wykopywaczy". Przekonała się o tym Annalee Newitz z serwisu Wired, która z powodzeniem dokonała zakupu głosów. Jak widać "sponsoworanie" nie dotyczy już tylko blogów, ale także innych serwisów Web 2.0.
W swoim reportażu w serwisie Wired Annalee Newitz pisze, że za pomocą płatnego serwisu udało sie jej nie tylko wypchnąć kiepskiego bloga na główną stronę serwisu Digg, ale nawet sprowokować niesponsorowanych użytkowników do zagłosowania na eksperymentalną stronę.
W celu przekonania się o tym, czy "wykopanie" da się kupić, Newitz postanowiła założyć bloga, który urąga wszystkim zasadom blogowania. Powstał w ten sposób blog pt. My Pictures of Crowds. Blog ten zawiera po prostu zdjęcia tłumów do których dodano nudne komentarze. Po dodaniu do serwisu Digg przez pewien czas jedyną osobą która wykopała tę karykaturę bloga była sama autorka.
Później Newitz postanowiła skorzystać z usług serwisuUser/Submitter. Oferuje on "wykopywanie" w cenie 1 USD za głos, przy czym jest jeszcze opłata wstępna wynosząca 20 USD. Newitz zapłaciła 450 USD za 420 głosów. Trzeba dodać, że serwis User/Submitter zwraca odpowiednią sumę pieniędzy, jeśli w ciągu 48 godzin liczba oddanych głosów była mniejsza.
Po wniesieniu opłaty pracownicy User/Submitter "uczciwie" ostrzegli reporterkę, że post który ma być przez nich wykopany może zostać "zakopany" przez społeczność i zaproponowali zwrot pieniędzy. Autorka mimo wszystko zdecydowała się zaryzykować. Ostatecznie okazało się, że po kilku godzinach jej artykuł zdobył 124 głosy, z czego niemal połowa nie była płatna. Do tego pojawiło się 29 niesponsorowanych komentarzy, w tym 12 pozytywnych. Sądząc po ilości wizyt widocznej w statystykach bloga, nie wszyscy głosujący odwiedzili go, aby sprawdzić co tak naprawdę wykopują.
Na podstawie eksperymentu Annalee Newitz nie można mieć wątpliwości co do tego, że sponsorowanie w serwisach oferujących social bookmarking ma miejsce i dotyczy to zapewne nie tylko popularnego Digga. Trzeba jednak dodać, że istnieją argumenty przemawiające za obroną serwisu i jego społeczności.
Użyty przy reportażu blog - My Pictures of Crowds - wcale nie łamie tak wielu zasad dobrego blogowania, jak może się wydawać. Jego szablon jest estetyczny i niemęczący. Tematyka jest bardzo ściśle określona. Niektóre fotografie są po prostu dobre. Analiza tłumów ze względu na ich wygląd i charakter wcale nie wydaje się banalnym pomysłem. Brak dużej ilości linków każe myśleć, że nie jest to blog spamerski. W czasie pisania tego tekstu w ramach własnego doświadczenia przesłałem jego adres 5 osobom i 4 przyznały, że ten blog po prostu się im podoba.
W Dragon's Den wszystko było wyreżyserowane. Nasz projekt był z góry łatwy do określenia, że nie wiadomo, o co nam chodzi i nie umiemy tego zaprezentować - mówi Dziennikowi Internatów uczestnik Dragon's Den, Ziemowi Gólski, który odpadł z programu, ponieważ nikt nie zrozumiał jego projektu. więcej
Kilka dni temu publikowaliśmy treść listu Radia Wolne Media do ZPAV w sprawie próby pobrania przez pracownika tej instytucji opłat za korzystanie z utworów na licencji Creative Commons. Sprawie przyjrzeliśmy się bliżej, wysyłając do ZPAV-u prośbę o komentarz. Przy okazji zadaliśmy też pytanie, czy ZPAV stara się dotrzeć do producentów, w obronie których pobiera opłaty. więcej
Gdy posiadasz prywatny samochód, komputer czy inny sprzęt i chcesz wykorzystać go na potrzeby działalności gospodarczej, wprowadzając do ewidencji środków trwałych firmy, musisz ustalić wartość początkową, od której rozpoczniesz amortyzację danego składnika. Jest nią cena nabycia, a gdy nie możesz jej ustalić, dokonaj wyceny, uwzględniając ceny rynkowe. więcej
Od jakiegoś czasu abonenci telewizji satelitarnej n są nękani bardzo uciążliwą reklamą emitowaną zaraz po każdym uruchomieniu dekodera. Reklama ma formę planszy zastępującej właściwy obraz i zachęcającej do skorzystania z oferty wypożyczalni VOD operatora - pisze Czytelnik Dziennika Internautów. więcej