Jeśli wysyłamy do kogoś e-mail i w sygnaturce mamy firmowy telefon, adres lub inne dane, to spodziewamy się zazwyczaj, że odbiorca zachowa je dla siebie. W USA od pewnego czasu działa jednak serwis, w którym użytkownicy mogą upublicznić takie dane, dostać za to punkty i pieniądze. Dozwolone, czy nie?
Serwis Jigsaw to olbrzymia baza kontaktów biznesowych, zawierająca ponad 3 mln wpisów na temat pracowników 150 tys. przedsiębiorstw. Twórcy serwisu przewidują, że do końca roku kontaktów będzie 5 mln.
Dane dostarczą użytkownicy serwisu, których zadaniem będzie po prostu wpisać do bazy kontakty, które mają w swoich notatnikach, rolodeksach i wirtualnych książkach adresowych. Nikt raczej nie będzie pytał o zdanie osoby, której dane kontaktowe znajdą się w Jigsaw.
Wielu blogerów i ekspertów uznaje serwis za nieetyczny lub wręcz "zły". Nawet ci, którzy przyznają, że jest na swój sposób pomysłowy i z pewnością ułatwia kontakty biznesowe, mają wątpliwości. Tym bardziej, że użytkownicy za każdy dodany do bazy adres otrzymują punkty, a te można potem zamienić na pieniądze.
Jim Fowler, CEO firmy Jigsaw, w wypowiedzi dla San Francisco Chronicle stwierdził, że przemyślał moralne aspekty tego serwisu i uważa, że wszystko jest w porządku. Podkreślił, że baza udostępnia jedynie kontakty biznesowe. Nigdy nie znajdzie się w niej numer telefonu komórkowego lub e-mail z ogólnodostępnej domeny. Podane adresy, zawsze są adresami siedzib firmy. Każdy może też sprawdzić czy jego dane kontaktowe figurują w Jigsaw. Jeśli tak - można zażądać ich skasowania.
Fowler uważa też, ze jego serwis doskonale realizuje ideę Web 2.0. Informacje są dostarczane przez użytkowników i to oni z tych informacji korzystają. Jak sam twierdzi, jego serwis robi firmom profesjonalnie udostępniającym kontakty biznesowe taką samą konkurencję, jak Wikipedia profesjonalnym wydaniom encyklopedycznym.
Wydaje się jednak, że prędzej czy później sprawę legalności takiego postępowania trzeba będzie rozstrzygnąć. David Batstone, etyk z University of San Francisco, uważa, że z czasem może dojść do tego, że np. informacje na wizytówce będą opatrzone klauzulą dotyczącą polityki prywatności...
W Dragon's Den wszystko było wyreżyserowane. Nasz projekt był z góry łatwy do określenia, że nie wiadomo, o co nam chodzi i nie umiemy tego zaprezentować - mówi Dziennikowi Internatów uczestnik Dragon's Den, Ziemowi Gólski, który odpadł z programu, ponieważ nikt nie zrozumiał jego projektu. więcej
Kilka dni temu publikowaliśmy treść listu Radia Wolne Media do ZPAV w sprawie próby pobrania przez pracownika tej instytucji opłat za korzystanie z utworów na licencji Creative Commons. Sprawie przyjrzeliśmy się bliżej, wysyłając do ZPAV-u prośbę o komentarz. Przy okazji zadaliśmy też pytanie, czy ZPAV stara się dotrzeć do producentów, w obronie których pobiera opłaty. więcej
Ochrona, jaką daje interpretacja indywidualna, obowiązuje nawet po doręczeniu zmienionej interpretacji. Niestety nie zawsze oznacza to zwolnienie z obowiązku zapłaty podatku. Tak pełnej ochrony nie uzyskają osoby, które zrealizowały sytuację opisaną we wniosku o wydanie interpretacji jeszcze przed jej doręczeniem. Jednak i one mogą spać spokojniej, gdyż nie grozi im postępowanie karne skarbowe czy konieczność płacenia odsetek za zwłokę. więcej
Od jakiegoś czasu abonenci telewizji satelitarnej n są nękani bardzo uciążliwą reklamą emitowaną zaraz po każdym uruchomieniu dekodera. Reklama ma formę planszy zastępującej właściwy obraz i zachęcającej do skorzystania z oferty wypożyczalni VOD operatora - pisze Czytelnik Dziennika Internautów. więcej