Apple Facebook Google Microsoft badania bezpieczeństwo patronat DI prawa autorskie serwisy społecznościowe smartfony

Pomimo kolejnych poprawek lokalizatory Apple AirTag dalej budzą kontrowersje

06-05-2022, 15:00

Minął rok od premiery urządzeń lokalizacyjnych Apple AirTags. Niestety po początkowych zachwytach im dłużej Airtagi pozostają na rynku, tym budzą więcej kontrowersji. Dodatkowo ostatnie aktualizacje, ani nie poprawiły wrażeń z użytkowania lokalizatorów, ani nie utrudniły ich wykorzystywania w nielegalnych celach.

AirTag — małe, okrągłe urządzenie, które przy pomocy bluetooth łączy się z iPhone’ami. Poprzez komunikację ze smartfonami Apple’a w bliskim otoczeniu, sprawdza swoją lokalizację i informuje o niej swojego właściciela. Dzięki temu po przypięciu Airtaga do kluczy lub włożeniu go do portflela użytkownik nie musi się martwić, że je zgubi. 

Niestety przestępcy i stalkerzy szybko wpadli na to, jak w inny sposób skorzystać z urządzenia Apple’a. Co ciekawe, teraz ze względów bezpieczeństwa producent z Cupertino musi obniżać funkcjonalność własnego produktu. 

Lokalizator, który nie powinien śledzić

O ile pierwsze komentarze po premierze były pełne zachwytów, o tyle ostatnie doniesienia i wzmianki w coraz większym stopniu dotyczą wykorzystania Airtagów do nieetycznych celów. Znane są przypadki śledzenia kobiet przez swoich byłych partnerów właśnie przy pomocy lokalizatorów Apple’a czy wykorzystywania Airtagów do kradzieży. Teraz producent z Cupertino na różne sposoby próbuje ukrócić te praktyki. Skutki są różne.

Co prawda niedawnej aktualizacji iOS 15.4 Apple system informuje, że używanie lokalizatora do śledzenia osób bez ich zgody jest przestępstwem. Czy taki komunikat powstrzyma jednak stalkera lub złodzieja?

Inna zmiana w ramach iOS 15.4 wydaje się być bardziej przydatna z punktu widzenia potencjalnych ofiar. Od teraz nie będzie można wyłączać powiadomień ostrzegawczych o „obcych” Airtagach w pobliżu. Wcześniej w ten sposób przestępca mógł zabezpieczyć się przed wykryciem. 

Producent zapewnia, że do końca 2022 roku opracuje jeszcze więcej zabezpieczeń. Wobec tego wszystkiego nasuwa się pytanie, dlaczego Apple stworzył sprzęt, przed którym teraz musi chronić ludzi?  

Pogodzić sprzeczności

Lokalizatory w swoich założeniach miały pomagać przy szukaniu kluczy lub portfela — najlepiej w domu i to kiedy sami je gdzieś pozostawiliśmy. Jednak wbrew założeniom Apple’a użytkownicy wykorzystują Airtagi do ochrony swojego dobytku lub bliskich. Chowają urządzenia nie tylko w samochodach czy w torbach podróżnych, ale i przypinają do psich obroży czy nawet podkładają je swoim dzieciom. Dokładnie takich funkcji oczekują po urządzeniu lokalizacyjnym.

Niestety, poręczność oraz funkcjonalność urządzenia szybko stały się wykorzystywane do nielegalnych celów. Teraz producent, żeby zapobiec niepożądanym działaniom, musi ograniczać możliwości urządzenia. Na przykład jedną z funkcji chroniących przed śledzeniem, jest możliwość wykrycia obcego Airtaga w pobliżu. Z drugiej strony, jeżeli obcy iPhone jest w stanie wykryć nasze urządzenie, to znaczy, że potencjalny złodziej z łatwością może znaleźć i usunąć lokalizator.

Apple nie przewidziało, że użytkownicy wyjdą z założenia, że lokalizator może służyć do czegoś więcej, niż do szukania kluczy w domu. Teraz nawet zwykłe powiadomienia o nieznanym urządzeniu w pobliżu, które nie musi być Airtagiem, budzą skojarzenia z podłożonym lokalizatorem i śledzeniem. Z drugiej strony, ograniczanie funkcji Airtagów, utrudnianie śledzenia sprzętu lub redukowanie komunikatów o jego położeniu będą uprzykrzać życie uczciwym użytkownikom. Przed Apple’em stoi duże wyzwanie z zakresu przejrzystości aplikacji i pogodzenia jakości doświadczenia użytkownika z bezpieczeństwem osób trzecich.

Doświadczenie czy bezpieczeństwo użytkownika?

Lokalizatory Apple’a do określenia swojej pozycji, wykorzystują iPhone’y innych użytkowników. Im więcej telefonów w okolicy, tym z większą częstotliwością Airtag może wysyłać informacje o swoim położeniu. Problem pojawia się, gdy zgubimy lokalizator w mniej zatłoczonym miejscu np. w lesie. Aplikacja nie poinformuje nas o tym, kiedy i gdzie nasz telefon ostatni raz miał łączność z danym Airtagiem. 

Co więcej, nawet jeśli do urządzenia zbliży się ktoś posiadający telefon Apple’a, właściciel lokalizatora nie zostanie od razu o tym powiadomiony. Dlaczego? Powód może wynikać z kwestii bezpieczeństwa. Gdyby lokalizacja Airtagów była aktualizowana w czasie rzeczywistym, śledzenie przy ich pomocy byłoby dziecinnie proste. 

W efekcie znalezienie Airtaga w terenie może okazać się trudne, a samo poszukiwanie wyjątkowo irytujące. Natomiast w mieście odnalezienie zaginionej rzeczy wraz z załączonym urządzeniem może być wręcz niemożliwe. Potencjalny złodziej naszego portfela lub plecaka dzięki funkcjom zapobiegającym śledzeniu z łatwością znajdzie i zneutralizuje lokalizator. 

 

Kiedy użytkownik jest zadowolony z urządzenia lub usługi? Wtedy, gdy szybko i trwale spełnia jego potrzeby. W sytuacji, w której poszukiwania lokalizatora przypominają grę w chowanego, korzystanie z Airtaga może być frustrujące. Użytkownik powinien być na bieżąco informowany, od czego zależy dokładność lokalizacji, jak często jest aktualizowana oraz na jakiej podstawie telefon ocenia odległość i kierunek. Jeżeli w związku z bezpieczeństwem nie można zwiększyć precyzji, warto rozważyć, chociaż dodanie znaczników pokazujących na mapie ostatnie miejsca, w których zaobserwowano urządzenie.

 

Wprowadzenie znaczników i historii lokalizacji mogłoby również zmniejszyć frustrację, którą na ogół powoduje brak zasięgu czy zbyt duża odległość od urządzenia. Innym problemem jest nieprecyzyjność komunikatów. Jeżeli Airtag jest zbyt daleko od nas, otrzymamy powiadomienie, że jest nieosiągalny. W takim wypadku aplikacja poprosi użytkownika o przemieszczenie się.

Inny problem do tej pory mieli użytkownicy telefonów z systemem Android. Ich telefony automatycznie nie wykrywały Airtagów. Najpierw z myślą o nich Apple przygotował specjalną aplikację, która pozwala sprawdzić, czy użytkownik jest śledzony. Teraz Google ma podobno pracować nad wprowadzeniem funkcji automatycznego wykrywania niechcianych lokalizatorów, podobnej do tej z systemu iOS. 

Problem w tym, że w efekcie przestępcom będzie jeszcze łatwiej znaleźć lokalizator w rowerze, w samochodzie czy w plecaku. Potem wystarczy urządzenie wyrzucić lub wyjąć z niego baterię. Wychodzi na to, że producenci, walcząc ze stalkingiem, ułatwią pracę złodziejom.

Nie tylko Apple

Do tej pory producent z Cupertino był znany z wyjątkowo odpowiedzialnego podejścia do kwestii prywatności swoich użytkowników. Tym bardziej dziwi, że Apple pozwoliło sobie na wyprodukowanie sprzętu wprost stworzonego do śledzenia i że tak długo boryka się ze związanymi z nim problemami. Firma zapowiada, że dalej będzie opracowywała zabezpieczenia. Warto również pamiętać o tym, że Airtagi nie są jedynymi takimi urządzeniami na rynku. Poza nimi z podobnymi kontrowersjami zmagają się lokalizatory Tile i Samsunga

Autor:

Szeran Millo, CEO w Symetrii, trener międzynarodowego certyfikatu UX-PM, potwierdzającego znajomość narzędzi User Experience oraz metodyki projektowania doświadczeń użytkownika w organizacjach