Winni są sami wydawcy którzy zamiast wrzucić plik tekstowy na jakiś najtańszy nośnik (którego choć symbolicznie kupujący stawał by się właścicielem) i sprzedać go jako zwykłą książkę z vatem jak na zwykłą książkę to wolą dołożyć do książki jakieś drmy i sprzedawać jedynie usługę pod tytułem możliwość jednokrotnego przeczytania książki z vatem jak za usługę.
Niemniej jednak chwała dla posła Przemysława Wiplera. Chociaż jeden się znalazł, który artykułuje to co może ułatwić życie e-czytelnika. Tylko szkoda, że tylko jeden. Podobno jednak pierwsza jaskółka...
http://4m-wydawnictwacyfrowe.blogspot.com
No tak, ale co to za tytuły?
Choć Barczaka widzę a poza tym nic co znam.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.