
@woowek
Od tematów przewałkowanych roi się i w kinematografii i w literaturze. Ważny jest również moment, w którym film się pojawił - narastanie neokolonialnych konfliktów, kryzysy systemowe, budząca się powoli acz systematycznie świadomość społeczeństw odnośnie istoty systemu...
A poza tym warto takie dzieła odbierać sercem, głównie w tym celu są tworzone:)

"Avatar" jest przepiękną opowieścią o zwycięstwie przyrody nad biznesem (określenie nie moje - imho bardzo trafne) i nawiązuje do najlepszych tradycji sf (nie myślę tu o kinematografii, o literaturze raczej). Można się w nim dopatrzeć wielu kontekstów, między innymi antyhegemonistycznych (co spowodowało, że w części amerykańskich środowisk był przyjęty z rezerwą). Zakochałem się w "Avatarze" po obejrzeniu fatalnej kinowej kopii (w dodatku niepolskiej i dubbingowanej). Potem 3 razy byłem w kinie. Efekty specjalne (nic nie ujmując ich rewolucyjności - technologia "przechwytywania ruchu") są dla mnie tylko dodatkiem potęgującym efekt.
@Borat - patrz wgłąb, jeśli potrafisz...

Jedynym atutem Avatara jest technologi i efekty specjalne dzięki, którym został wykonany. Bez tego to zwykła kupa z marnym scenariuszem i przeciętnymi aktorami.
Takie "Pocahontas" tylko z odbajerzone.
Nazywanie tego filmem wszech czasów to śmiech na sali.
Avatar to słabe sci-fi. Nie ma tematyki transhumanistycznej i poshumanistycznej. Biorąc pod uwagę szybki rozwój neuronauk i nauk kognitywnych to pewnie szybciej zrozumiemy z grubsza działanie umysłu i świadomości niż zbudujemy kolonię na Marsie. A co dopiero na planetach w układzie Alfa Centauri.
Co do Incepcji... film opiera się na ubzduranej przez Nolana koncepcji warstw snu. Film nie ma żadnych choćby śladowych podstaw naukowych. I jest to bardziej fantasy niż sci-fi.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.