Jeśli już porównywać, to z Project Gutenberg. Bo chociaż mniej książek, to dostępne w sensowniejszy sposób.

Nędza powiem wam. Słyszę o tym projekcie pierwszy raz, ale oprócz idei nie podoba mi się w nim nic. Design, zawartość, poruszanie się po stronie, działanie... beznadziejne.
Jak na razie chała. Wolę Wikipedię.
Google z reklam ściągnęłoby z firm nie 2.5 mln rocznie ale 25 mln miesięcznie. Zapłaciłoby od tego podatki, owszem, ale w Mountain View.
Biorąc pod uwagę obecne finansowanie z podatków średnio każdy europejczyk ROCZNIE płaci na ten projekt PÓŁ EUROCENTA. Pół centa za brak reklam w bibliotece.

Na razie to nadal jest tam straszna bryndza, a wyszukiwanie zupełnie kiepawe. Trudno nawet "Pana Tadeusza" znaleźć (ale się da).


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.