Właśnie sam jestem w pracy. Jako programista ciągle mam przed oczami monitor i czuję, że już po 2-3 godzinach MUSZĘ albo odejść od komputera (monitora), albo choć na kilka minut odpocząć od aktualnego zajęcia i zająć się czymś innym. Może to być coś luźniejszego w pracy (w stylu rozpatrywanie uwag, sugestii użytkowników czy odpisywanie im) albo właśnie na chwilkę zerknąć na portale interesujące nas. Te kilka, kilkanaście minut co kilka godzin pozwoli nam oderwać się od aktualnej pracy. A z mojego doświadczenia wynika, że powrót potem do zadania pozwala na nieco inne, świeższe, spojrzenie na aktualnie rozwiązywany problem.

Marketingowy belkot o osobodniach i roboczogodzinach. Ludzie to nie automaty, a praca nie jest dla czlowieka czyms naturalnym, jesli przekracza sytuacje, w ktorej moze on zobaczyc efekt swojej pracy - np wyhodowana zywnosc. Jesli pracuje sie na "wspolny wirtualny wynik i statystyki", to kazdy usiluje naprawcowac sie jak najmniej. Taka jest mentalnosc ludzka, a stosowanie idiotycznych sankcji, zamiast przywracania pracownikom ludzkich twarzy jedynie te sytuacje poglebia.
No tak, a nie ma to jak dać wszystkim pracownikom internet a potem wprowadzić monitoring niby w celach bezpieczeństwa itp bzdury.
Wcześniej tylko część osób miała net w pracy i było ok. Ci po marketingu (zarządy, kontroling i temu podobne komórki) wyraźnie starają się coś robić, żeby nie było, że nic nie robią. U nas w firmie pracownicy tracą coraz bardziej morale do pracy. Bo to my pracujemy na tych co niby rządzą.
Ale świnia przy korycie musi się przecież nażreć.
U nas ogladamy sobie np. takie filmiki-> http://www.sexy.(...)987.html
i jakos nasza efektywnosc nie spada, jest wrecz przeciwnie.
Jesli mam internet w domu to w pracy korzystam z niego w celach relaksacyjnych...
Typowy bełkot gościa, który nie odróżnia menadżera od marketingowca. Jeśli te wszystkie świnie tylko tam siedzą i patrzą z upodobaniem jak inni na nich harują, to trzeba było iść w menadżery i teraz sam byś to robił.
Polecam to narzędzie http://timecamp.pl
U nas w firmie sprawdza się znakomicie.

Mam mieszane uczucia, w pracy jak w życiu powinny obowiązywać niepisane umowy, czyli zaufanie między pracodawcą a pracownikiem. Jednak doskonale znam z praktyki, że obie strony potrafią być nielojalne, pracownik ,,obija się" a pracodawca zaniża wartość pracownika. Sam monitorowałem pracę swoich pracowników, jest to metoda na ustalenie poziomu dyscypliny pracy, lojalności i uczciwości, jednak w tym wypadku pracownicy wiedzieli o tym, a metodę wdrażałem ,,raz na jakiś czas". To działało, choć wiem, że pracownicy byli niezadowoleni i rozczarowani. Jednak zasada jest zawsze ta sama ,,nie tnie się gałęzi na której się siedzi", czyli pracownik dobrze pracujący, wspiera firmę a firmę stać na premiowanie pracownika, banalne, ale praktyczne i rzeczywiste.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.