prosty przykład: większość filmów pana Krzysztofa Kieślowskiego nie ma polskiego wydania DVD, rodzi się pytanie: czemu za polską kulturę mam płacić amerykańskiemu wydawcy? Czy odsyła część pieniędzy rodzinie Kieślowskich? Rozumiem, że gdy ktoś ściąga najnowszego Bonda to trochę to dziwne, bo jednak może pójść do kina, jednak cały spór toczy się o sposób dystrybucji dóbr kultury i czy np.: po śmierci Chaplina, jego rodzina ma do końca życia czerpać z tego kasę, czy w pewnym momencie powstaje dobro kultury. Super, że mieszkańcy dużych miast (sam z Warszawy jestem) mają wszystko pod nosem, jednak dla rozwoju osób mniej zamożnych, z mniejszych miast, nie należy pozbawiać ludzi kontaktu z kulturą.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.