Historia "staruszka"
W zeszłym miesiącu byłem w markecie na Głębockiej. "Zawadziłem" na swoje nieszczęście o salonik plus gsm. Już od trzech lat nie brałem nowego telefonu. Chciałem sony-ericssona tak jak poprzedni, ale akurat nie było. Wyjaśniłem sprzedawczyni, że zależy mi tylko na telefonoowaniu i pisaniu sms-ów, ale chciałbym spory druk, widoczny zegar i latarkę w telefonie komórkowym. Bez wahania zaproponowała mi emporię talk V20 silver ns. Na pytanie o słownik T9 odpowiedziała twierdząco, ale na następne pytanie , czy zapisane słowa w pamięci starej komórki można przenieść do nowego telefonu, stwierdziła, że taka możliwość nie istnieje w żadnym telefonie. Trudno. Podpisałem w ciemno jakieś papierki [nadmieniam, że jestem po ciężkim udarze i czytanie już mi tak łatwo nie idzie, pisanie ręczne również]. Dopiero w domu zacząłem studiować instrukcję i w/g niej ustawiać emporię. Niestety słownika T9 nigdzie nie umiałem znaleźć. Zresztą pisanie esemesów "postawione na głowie" nikt kto miał normalne telefony komórkowe z tym sobie szybko nie poradzi. Oprócz tego sygnał nadchodzącej wiadomości krótki i bardzo cichy. Nazajutrz, znów byłem w tym punkcie plusa. Uprzejma panienka z poprzedniego dnia nie umiała znaleźć słownika, ale twierdziła, że czytała o tym w internecie. Zawołała kolegę i ponad pół godziny pracowałi przy ustawieniach telefonu. Zadnego efektu, nie udało się znaleźć słownika ani zgłośnić sygnału przychodzących wiadomości. Zażądałem zmiany aparatu na jakiś inny. Odpowiedzieli, że nie mogą, bo przedłużyłem wczoraj umowę. Mogę tylko napisać prośbę. Zresztą, sami ją napisali, motywowali to tym, że aparat nie spełnia moich oczekiwań, oraz moim długim stażem w plusie [ponad 10 lat]. Ja tylko podpisałem. No i dostałem dzisiaj odpowiedź. Ku memu zdziwieniu,odmowną. W streszczeniu "widziały gały co brały". Było oczywiście powoływanie się na przepisy czy paragrafy. No i tak właśnie dział reklamacj plusa traktuje klienta, trochę niesprawnego, napewno niemłodego, ale klienta. W ten sposób wciska się różne "buble" Ten telefon nie nadaje się nawet do dzwonienia. Jak któś do mnie dzwoni, skarży się na straszny pogłos w głośniku. Ale to, to sprawa serwisu. Co dalej robić, czy sporą emporę nosić jako latarkę i zegar a kupić za spore pieniądze inny telefon. Z drugiej strony Wisła niedaleko.
Ja z kolei kupiłam w 12/2008r. telefon Samsung D900i, oczywiście wraz z umową. Po sprawdzeniu w domu okazało się, że bateria w telefonie trzyma 7-8 godzin, nie włączając multimediów i innych bajerów w telefonie, ponieważ był to okres przedświąteczny Pani z salonu doradziła mi, żeby telefon przynieść do reklamacji po Świętach ponieważ przez ten okres i tak będzie leżał w serwisie i nie będą go naprawiać. Tak tez zrobiłam, po 1 reklamacji wrócił do mnie z tą samą usterką, ponownie zaniosłam i znowu ta sama śpiewka pana kierownika salonu ERA, musi pójść do serwisu, wrócił no i oczywiście to samo, jakąś ekspertyzę przesyłają za każdym razem, tłumacząc, że spełnia wszystkie parametry i że bateria trzyma tyle ile podaje producent, po raz trzeci jak już oddałam do do reklamacji, to miałam cicha nadzieję, że do 3 razy sztuka. Ale nie przecież nie może być tak kolorowo, aparat znowu nie działał tzn. trzymał 12 godz. Wymieniono mi w końcu baterię, nie wiem chyba wymienili z innego telefonu, bo skąd by mieli zapasową??? Po przyjściu do domu i ponownym włączeniu nic się nie zmieniło nadal bateria nie trzyma, więc myślę sobie, że to chyba jest jakaś wada telefonu nie związana z baterią, tylko nie wiadomo, gdzie tkwi przyczyna???
Pan kierownik salonu Era doradził mi żeby jeszcze raz oddać go do serwisu, podając, że nie jest to wina baterii ponieważ była sprawdzana na różnych ładowarkach w różnych miejscach, nawet przez samego kierownika salonu, teraz czekam na pomyślne wieści na temat mojego super telefonu. Tylko zastanawiam się, czy w ogóle będzie szansa na wymianę telefonu na nowy, jeśli okaże się, że jednak geniusze pracujący w serwisach stwierdzą ponownie, że spełnia wszystkie parametry. Może ktoś miał podobny problem???
Mam nadzieje że u mnie nie ma czegoś takiego :) telefon był zamoczony bardzo krótko, wiec mam nadzieje (nadzieja matką głupich :) )ze wyschnie i bedzie ok :)Jeśli jednak nie odpali, to i tak spróbuje oddać go na gwarancji :D zwalę winę na szynę która, z tego co wiem, bardzo często sie psuje. Może nie zauważą xD a jak wpadnę, to pech.. zostaje serwis ;(

W niektórych telefonach są specjalne markety, które powodują, rozlewanie się specjalnej farby pod wpływem wilgoci.
Wilgoć może mieć również wpływ na pojawienie się korozji poszczególnych elementów, lub odkładanie się kamienia w trakcie zbyt szybkiego wysychania (tak jak w czajniku).
Reklamowałem kiedyś telefon, który "nagle przestał działać". Serwis odmówił naprawy ze względu na ingerencję cieczy - przesłał zdjęcia na których było widać że miał do czynienia z cieczą. Okazało się, że przez tydzień właściciel przebywał z nim w warunkach 100% wilgotności.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.