
Nie jestem żywotnie zainteresowany.
A co do domowej edukacji, to przecież od tego roku można uczyć się samemu. To nowość i są tacy rodzice, którzy zdecydowali się nie posyłać dziecka do szkoły i uczyć go samemu. Efekty pewnie zobaczymy za jakiś czas. Ale nie wróżę im sukcesu. Nauczyciel przedmiotu to fachowiec od edukacji i swojego przedmiotu. A rodzic - przeważnie ani od tego ani od tego.
Nie mówiąc już o skutkach społecznych dla dziecka. Trzymanie go w domu pod kloszem, izolowanie od szkoły, rówieśników, codziennego kontaktu z ludźmi, dziecko odczuje dopiero po kilku latach. I kto wtedy do kogo będzie mieć pretensje ???
Oczywiście, że taka gadka prawdopodobnie płynie od kogoś żywotnie zainteresowanego utrzymaniem obecnego idiotycznego systemu nauczania (dla niepoznaki zwaynym: gruntownym, szkolnym). Przyszłość edukacji, to indywidualna praca w domu w oparciu o wysokiej jakości materiały edukacyjne takie jak np.: http://wazniak.mimuw.edu.pl. Rola państwa powinna się sprowadzać, do tworzenia wysokiej jakości materiałów edukacyjnych (ogólnie dostępnych dla mas) i do egzaminowania tych co chcą oficjalne papiery.

Technika idzie do przodu, a poziom edukacji - do tyłu. Nauka przez komputer z użyciem np. wikipedii nie zastąpi gruntownej, szkolnej edukacji.

Web 2.0 to określenie technologii, w której większość pracy przy rozwijaniu serwisu - wzbogacania go w treść przerzuca się na nie generujących koszty użytkowników. Dodatkowo tym właśnie użytkownikom pokazuje się reklamy - to tak jakby wszyscy za darmo tworzyli programy do internetu, które później okraszone byłyby reklamami za które 'utrzymywany' byłby kanał telewizyjny (czyli właściciel, prezes i tym podobne). Biznes sam w sobie genialny, marketingowy o dużej stopie zwrotu.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.