Złej baletnicy przeszkadza i rąbek od spódnicy. Komputer to tylko zwiększenie potencjału człowieka (/ucznia). Jak ktoś nie ma potencjału, albo ma tylko potencjał do pornografii i czatowania, to efekty są, jakie są.
Jakby nie patrzeć, 1 na 100 wykorzysta komputer do nauki. Widać to na codzień. Małolaty zamiast szukać w internecie materiałów do nauki grają w gierki i ściągają tapety do komórek. A jak przyjdzie co do czego, to nie potrafią znaleźć w sieci prostej rzeczy. Laptopy powinno się rozdawać za dobre oceny i troszkę starszym. Ocena spada - zabierać. Po gwarancji - niech naprawiają na własny koszt.
A nie wpadli na pomysł, żeby te edukacyjne laptopy nie miały możliwości podłączenia do internetu? Owszem, ograniczy to *nieco* ich funkcjonalność, ale dane można przenosić na CDR (ile to kosztuje, 10 centów za sztukę?) a naukę "sieciową" prowadzić na stacjonarnych komputerach w szkole.

CTHULHU: Taki stary a juz nie pamieta czasow bez internetu ;)
Odetna siec to beda przynosic gry, smieszne filmiki i pr0n na plytkach tak jak to jeszcze pare lat temu bylo, bo modemy byly za wolne, a lacza szerokopasmowe za drogie. Zabiora komputery - ludzie zaczna przynosic swoje. Wlasciwie to bez sensu ze szkola je zapewnia bo o nie swoje nikt nie dba, a laptopy(a pewnie biora delle czy acery) sa szczegolnie wrazliwe.

A.S. Neill popełnił swego czasu książkę "The New Summerhill". Jest tam mowa o jedynej na świecie szkole, w której uczniowie nie są w żaden sposób zmuszani do nauki czegokolwiek. Sami wybierają przedmioty, których chcą się uczyć, podobnie jak wybieramy towary w sklepie. Nauczyciel, który nie ma uczniów jest zwalniany. Ta szkoła świetnie prosperuje, a jej uczniowie osiągają doskonałe wyniki na studiach i w życiu.
Jak nauczyciel jest idiotą, durniem, który chce zmuszać uczniów przysłowiową "trzcinką" do wkuwania bzdetów, to oczywiście laptop będzie dla niego niebezpieczną konkurencją.
Nauczycieli, którym przeszkadzają nowoczesne środki dydaktyczne należałoby zwolnić w pierwszej kolejności. Niech idą zamiatać ulice albo kopać rowy. Na skomputeryzowane miotły lub łopaty nie ma co na razie liczyć, więc jest to sprzęt akurat dla nich. Niestety, obawiam się że związki zawodowe nie dopuszczą do wyrzucenia twardogłowych. W końcu to dzięki nim takie związki w ogóle istnieją.
Durnowate belfry popierają komuchowate związki, bo bez tych związków wyrzucono by ich natychmiast.
Komuchowate związki popierają durnych belfrów, bo to oni przede wszystkim na nich płacą.
Rączka rączkę myje. Nie tylko w USA
MrBean, nie zgadzam się z tobą. Przeczytaj linka, którego dał dArk - w USA nie bardzo ma kto uczyć, a komercjalizacja szkół sprawia, że w publicznych szkołach nie ma kasy żeby uczyć, a w prywatnych za kasę nikomu się nie chce.
Odnośnie "komuchowatych" związków zawodowych - także o nich poczytaj, bez związków miałbyś kapitalizm XIX wieczny (czyli coś podobnego jak w Polsce). Socjalistom i związkom zawodowym zawdzięczamy m. in. 8 godzinny, a nie 12 godzinny dzień pracy oraz emerytury i zwolnienia lekarskie...

@sdasda: Przeczytałem tego linka. Z kolei proszę, Cię a także i innych o zapoznanie się z podanymi linkami, które opisują Summerhill:
http://csa.pl?149
http://csa.pl?14a
http://csa.pl?14b
http://csa.pl?14c
Co zaś do związków zawodowych to akurat nie miałem na myśli samej idei, tylko konkretnie ZPN, który sprzeciwia się np. idei bonu edukacyjnego, za pomocą którego rodzice decydowaliby o dofinansowaniu szkoły. Rzecz jasna na rynku pozostałyby wówczas szkoły zatrudniające sensownych nauczycieli, a te, które związałyby się z durnowatymi belframi same by upadły pod ciężarem zadłużeń. Zatem w sposób nieunikniony doprowadziłoby to do redukcji zakutych belfrów - a do tego ZPN nie chce dopuść, bo takie zakute łby to podstawa ich finansowania.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.