Ambasador USA gani kopiowanie "Gry o tron", na które HBO się zgadza

26-04-2013, 14:08

Amerykański polityk wyraził żal z powodu piratów dzielących się serialem "Gra o tron" i to po tym, jak przedstawiciele HBO przyznali, że nie mają nic przeciwko temu piractwu. Jeszcze nigdy rozdźwięk między antypiracką retoryką a rzeczywistością nie był tak widoczny.

23 kwietnia obchodzono Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Z tej okazji wiele osób poczuło potrzebę wydania jakiegoś ciekawego oświadczenia, a jedno z najciekawszych wydał na Facebooku Jeff Bleich, ambasador USA w Australii.

W swoim wpisie pan ambasador chciał podkreślić, że "piractwo nie jest przestępstwem bez ofiar". Jako przykład podał on popularny serial Gra o tron, który jest bardzo popularny wśród piratów, a Australijczycy są jednym z narodów przodujących w jego pirackim pobieraniu.

Bleich rozpisał się o tym, jak wielką krzywdę czyni twórcom to piractwo. Wspomniał też o tym, że gdyby 4 mln widzów oglądających Grę o tron było piratami, ten serial nigdy by nie powstał (sic!). Ambasador dał też do zrozumienia, że to, co robią osoby pobierające nieautoryzowane kopie Gry o tron, to po prostu kradzież.

zdjęcie

Ofiary nie czują się okradzione

Taki komentarz ze strony polityka zazwyczaj by nas nie zdziwił, ale w tym przypadku Bleicha został wyśmiany w komentarzach i w mediach. Problem w tym, że twórcy Gry o tron nie tylko nie przejmują się piractwem, ale nawet cieszą się z popularności serialu wśród piratów. Otwarcie przyznał to przedstawiciel HBO Michael Lombardo, który nazwał piractwo rodzajem komplementu.

Nie jest to jedyna forma "kradzieży", na którą HBO zwyczajnie się zgadza. Przedstawiciele tej firmy przyznają również, że celowo pozwalają na korzystanie przez kilka osób z jednego konta w HBO Go. Ich zdaniem nie musi to drastycznie obniżać sprzedaży usługi, a może nawet się opłacać.

Żal Ci tego, co nie powstało?

Mamy zatem polityka mówiącego o ofiarach piractwa oraz twórców, którzy wcale ofiarami się nie czują. Nigdy wcześniej nie był tak widoczny rozdźwięk między antypiracką retoryką w polityce a rzeczywistością.

Szczególnie niemądry był argument ambasadora o tym, że serial by nie powstał, gdyby jego "legalni nabywcy" byli piratami. Skoro serial Gra o tron bije rekordy popularności i jest kręcony pomimo intensywnego piractwa, to znaczy, że jednak piractwo mu nie szkodzi. A może powinniśmy wykazywać szkodliwość piractwa, ubolewając nad tymi wszystkimi serialami i filmami, które nigdy nie zostały nakręcone? Czy winą piratów jest to, że czegoś w ogóle nie ma?

Kopiowanie to nie kradzież

Inną kwestią jest użyte przez ambasadora słowo "kradzież" na określenie naruszenia praw autorskich.

Sonda
Czy uważasz piractwo za "kradzież"?
  • tak
  • nie
wyniki  komentarze

Kradzież to zabieranie czegoś innej osobie w taki sposób, że ta osoba to traci. Naruszenie prawa autorskiego poprzez wykonanie nieautoryzowanej kopii nie sprawia, że twórca traci swoje dzieło czy prawa do niego.

Politycy i media powinni skończyć z nazywaniem naruszeń praw autorskich "kradzieżą", bo to po prostu nie jest kradzież. Tak samo sprawcy wypadku nie powinno nazywać się "mordercą". Generalnie nie powinniśmy określać jednego rodzaju naruszeń mianem innych naruszeń.


Przepisy na coś słodkiego z kremem Nutella
  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy