Zobacz, co ocenzurował Google dzięki prawu do bycia zapomnianym

03-07-2014, 08:59

Google już realizuje "prawo do bycia zapomnianym", usuwając linki niewygodne dla niektórych osób. Patrząc na sposób działania wyszukiwarki, trudno nie odnieść wrażenia, że to działanie ma pewne cechy cenzury.

W maju tego roku Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał wyrok, który bardzo wiele zmienił dla Google. Orzekł, że wyszukiwarka jest "administratorem danych" i może być zobowiązana do usunięcia wyników wyszukiwania niewygodnych dla danej osoby, nawet jeśli linki w Google prowadzą do informacji legalnie opublikowanej na innych stronach.

Wyrok potwierdził, że w UE istnieje "prawo do bycia zapomnianym". Pojawiły się jednak obawy, że zaszkodzi to prawu do informacji. Może być przecież tak, że ludzie zaczną żądać od Google usunięcia niewygodnych informacji na swój temat. Google jeszcze w maju udostępniła nawet formularz do zgłaszania linków do usunięcia, ale zapewniła, że będzie analizować uważnie każdy przypadek i nie dojdzie do cenzury.

Co zostało zapomniane?

Wczoraj brytyjskie gazety - m.in. BBC i Guardian - opublikowały artykuły na temat ich własnych treści, które zniknęły z Google, a mówiąc ściślej, zniknęły z wyników Google widocznych w wybranych krajach UE.

Zniknął m.in. link do bloga Roberta Pestona, który opisywał problemy Stana O'Neala, byłego szefa banku inwestycyjnego Merrill Lynch. Robert Peston wie tylko tyle, że link do jego bloga jest niewidoczny w niektórych wyszukiwaniach w UE. Powiadomiła o tym sama firma Google, ale nie podała więcej informacji.

Trudno powiedzieć, dlaczego ten artykuł został usunięty. Nie wydaje się informacją całkiem bez znaczenia. Robert Peston ustalił nawet, że kiedy szuka się informacji o nazwisku Stan O'Neal, można znaleźć ten artykuł. Najwyraźniej został on usunięty na prośbę osoby, która w artykule w ogóle nie występowała. Peston zgaduje, że mogło chodzić o jakąś osobę wskazaną w komentarzach.

Dostrzeżeni, bo zapomniani

Przypadki usunięć wskazane przez Guardiana są jeszcze ciekawsze. "Zapomniane" artykuły gazety z reguły dotyczyły bardziej wpływowych ludzi, którzy mają interes w dbaniu o swoją reputację. Trzy teksty z roku 2010 dotyczyły sędziego piłkarskiego Dougie McDonalda, który ma na koncie pewien spór o podyktowanie rzutu karnego. 

Guardian zauważył, że osoby wpisujące frazę "Dougie McDonald Guardian" zobaczą w wynikach amerykańskiego Google trzy artykuły Guardiana na temat sędziego. Guardian zauważył, że wpisanie tej samej frazy do brytyjskiego Google (Google.co.uk) powodowało pominięcie tych tekstów w wynikach. Nie jest jednak całkowicie pewne, czy akurat w tym przypadku różnice w wynikach miały związek z "prawem do bycia zapomnianym". Marketingland.com sugeruje, że modyfikacje obejmują tylko wyniki dotyczące samych nazwisk, a więc dodanie do wyszukiwanej frazy słowa "guardian" wiele zmienia (zob. Thanks To “Right To Be Forgotten,” Google Now Censors The Press In The EU).

Inne usunięte artykuły Guardiana dotyczą np. prawnika, któremu zarzucono oszustwo albo... bardzo wielu różnych spraw (Google zablokowała spis artykułów z wybranego tygodnia, właściwie nie wiadomo dlaczego).

Również linki do innych gazet zostały usunięte z trudnych do określenia przyczyn. Chodzi m.in. o artykuł DailyMail opisujący pracowników Tesco, którzy publikowali obraźliwe komentarze na temat klientów. 

Nie ma odwołań!

Co można powiedzieć o "prawie do bycia zapomnianym" po przyjrzeniu się tym wszystkim przypadkom?

Już wcześniej mówiono, że "prawo do bycia zapomnianym" może być de facto rodzajem cenzury. Teraz wydaje się to potwierdzać. Cenzura ma to do siebie, że jeden podmiot decyduje, co ma być dostępne. Tak jest w przypadku prawa do bycia zapomnianym. Google decyduje i nikt nie może z nim dyskutować. Wydawcy są powiadamiani o usuwaniu linków, ale nie mogą wnieść żadnego odwołania. Nie ma znaczenia, że ocenzurowana informacja jest prawdziwa.

Brakuje przejrzystości

Cenzurę cechuje brak przejrzystości. Cenzor nie musi tłumaczyć, dlaczego coś usunął i Google tak właśnie się zachowuje. Nawet jeśli wydawcy wiedzą, że niektóre ich teksty zniknęły z Google, nie mają pojęcia, dlaczego tak się stało. Jeśli problem dotyczy np. komentarza, nie można go tak po prostu usunąć, aby przywrócić w Google link do całego tekstu. Nie wiadomo, co jest tą problemową informacją.

Warto też zauważyć, że użytkownicy Google nie mają pełnej informacji o tym, które wyniki mogą być modyfikowane. W Google pojawił się komunikat o możliwości "zapominania", ale dotyczy on wszystkich wyszukiwań z nazwiskami. Szczegóły w tekście pt. Google już zapomina wybrane osoby w Polsce? Niekoniecznie!

Unijne Google?

Cenzura ma również to do siebie, że z reguły nie może objąć całego świata. Wystarczy przełączyć się na inną wersję Google i już widzimy inne wyniki! Trzeba pamiętać, że wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości dotyczył UE, a "prawo do bycia zapomnianym" to pomysł jak najbardziej unijny.

Sonda
Czy "prawo do bycia zapomnianym" jest realizowane jak należy?
  • tak
  • nie
  • trudno powiedzieć
wyniki  komentarze

Choć firmie Google przypadła przykra rola cenzora, tak naprawdę firma się o to nie prosiła. To efekt wyroku ETS. Google może ze swojej strony zrobić tyle, że indywidualnie podchodzi do każdej sprawy i w niektórych przypadkach może odmówić modyfikacji wyników. Decyzja nie zawsze będzie łatwa.

Doszło więc do tego, że Europejczycy nie zobaczą wszystkiego, co Google może im zaoferować. Moim osobistym zdaniem jest to bardzo niepokojące. Obywatele UE będą musieli rozważyć korzystanie z innych wersji Google (albo innych wyszukiwarek), aby wiedzieć, co naprawdę można znaleźć w internecie na temat niektórych, nierzadko wpływowych ludzi.

Czytaj także: Google już zapomina wybranych osób w Polsce? Niekoniecznie!


  
znajdź w serwisie

RSS  
RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Listopad 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930